Przypuszczenie, że nasz świat jest jednym z nieskończenie wielu od jakiegoś czasu nie jest jedynie eksperymentem myślowym, ale coraz bardziej poważnie dyskutowaną w środowisku naukowym hipotezą. Pytanie tylko, czy naukową. Wysnuwane przez wybitnych uczonych hipotezy wieloświata, czyli istnienia wielu, a nawet nieskończenie wielu, wszechświatów "prowokują metafizycznie", pobudzają wyobraźnię. Znalazły już dawno swoje miejsce w kulturze i popkulturze, czego przykładem może być ostatnio nominowany do Oscara w jedenastu kategoriach film "Wszystko wszędzie naraz". Zarazem wizje te budzą wiele kontrowersji, zarzuca im się, że nie mieszczą się obrębie fizyki jako matematyczno-empirycznej nauki, a czasami wręcz pseudonaukowość. W problemie wieloświatów oraz w związanych z nim kontrowersjach pomaga się rozeznać książka profesora Michała Hellera "Nieskończenie wiele wszechświatów. Od Einsteina do nieskończoności". Autor, jeden z najwybitniejszych polskich fizyków oraz badacz związków filozofii, fizyki i teologii, niezwykle przejrzyście pokazuje, na czym polega problem wieloświatów. Przedstawia genezę dotyczących ich hipotez oraz metafizyczne konsekwencje, które można z nich wysnuć. Jak sam pisze we wprowadzeniu, książka w niezamierzony sposób stała się trzecią częścią trylogii – na którą składają się ponadto "Bóg i geometria" oraz "Przestrzenie wszechświata" – opisującej te nurty w historii ludzkiej myśli, które doprowadziły do sformułowania ogólnej teorii względności. Przy czym, "Nieskończenie wiele wszechświatów" dotyczy najnowszych teorii w kosmologii, które Heller, jak podkreśla, śledził z pewnego dystansu:
Widziałem, że jeden temat ciągle powracał – problem wieloświatów. Nie tyle chodziło o problem kosmologiczny, ile raczej o problem nauki jako takiej: gdzie kończy się obszar naukowości, a zaczyna region twórczej fantazji. W znanym mi środowisku fizyków panował nastrój niechęci, niekiedy nawet wrogości, w stosunku do nowych idei w rodzaju wieloświatów. Ale przecież wiadomo, że do ich gorących zwolenników należą niektórzy spośród najwybitniejszych uczonych naszych czasów. Co więcej, w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych aż roi się od prac rozwijających te koncepcje.
Możliwe światy Leibniza
Idea "nieskończenie wielu wszechświatów" nie została jednak, jak bardzo ciekawie pokazuje Heller, stworzona przez współczesnych kosmologów, ale ma swoje dawne filozoficzne poprzedniczki. Za jej najsłynniejszego prekursora można uważać Gottfrieda Wilhelma Leibniza (1646-1716), który w swojej "Teodycei" przedstawił kontrowersyjną i często traktowaną ironicznie koncepcję, że żyjemy z najlepszym z możliwych światów. Koncepcja ta ma uzasadnić istnienie zła w świecie, a zarazem wpisuje się w na wskroś racjonalistyczną filozofię zafascynowanego logiką i matematyką myśliciela. Racjonalny Bóg Leibniza z oceanu możliwych światów, czyli takich, które nie są wewnętrznie sprzeczne, wybiera najlepszy. Ponieważ wszystkie wydarzenia są ze sobą powiązane, ten najlepszy z możliwych światów, nasz świat, stanowi ich najlepszą konfigurację. Złe z ludzkiego punktu widzenia wydarzenia są wpisane w najlepszy z możliwych układ faktów. Heller podkreśla, że w filozofii Leibniza porównywanie wszystkich możliwości, ocenianie stopni doskonałości różnych konfiguracji dokonywane przez Boga przypomina rozwiązywanie "rachunku optimum" – jego podstawą jest matematyka.
W dwudziestym wieku koncepcja możliwych światów powróciła za sprawą twórców logik modalnych i ich rozważań na temat konieczności i możliwości, które miały rozjaśnić sens bardzo konkretnych i powszechnie używanych zdań. Bezpośrednim źródłem współczesnych hipotez wieloświata są jednak słynne równania Einsteina.
Wieloświat Einsteina
W listopadzie 1915 roku Albert Einstein po długim okresie poszukiwań, zmagań i kryzysów, przedstawił swoje słynne równania pola grawitacyjnego. Choć równania te są wyrazem geniuszu Einsteina, można powiedzieć, że on sam ich nie docenił, i po publikacji zaczęły one "żyć własnym życiem". Najprościej rzecz ujmując, każde rozwiązanie tych równań – a jest ich wiele – można traktować jako pewien model kosmologiczny, a więc pewien wszechświat. Według Aleksandra Friedmana równaniom Einsteina odpowiada nieskończenie wiele wszechświatów. Pojawia się więc pytanie – które rozwiązanie przedstawia wszechświat, w którym żyjemy? Naukowcy próbują znaleźć na nie odpowiedź, porównując przewidywania wynikające z różnych rozwiązań tych równań z obserwacjami astronomicznymi. Tym niemniej stanowią one "potencjalną wylęgarnię wszechświatów" .
W części trzeciej książki Heller przedstawia najważniejsze hipotezy wielu wszechświatów. Dzieli je na trzy grupy: koncepcje wieloświata związane z rozważaniami antropicznymi, dotyczącymi pytania o miejsce człowieka we wszechświecie, koncepcje związane z teorią kosmicznej inflacji oraz te, które wywodzą się z teorii strun. Teorie te niekiedy brzmią zupełnie fantastycznie (tytuł tej części to "Zagubieni w wieloświatach"), dlatego tym ciekawsze jest głęboko filozoficzne pytanie o kryteria naukowości.
Racjonalność nauki
Zdaniem Hellera nie ulega wątpliwości, że hipotezom wieloświata można zarzucić ekstrawagancję:
Za dużo odchodzenia od ustalonych metod, za dużo karkołomnych uogólnień, za dużo wyobraźni i retoryki zamiast zdrowego krytycyzmu. Żeby okiełznać retorykę, warto odwołać się do ustaleń od dawna znanych i ciągle precyzowanych w filozofii nauki: Na czym polega falsyfikacja teorii? Jakie są kryteria demarkacji nauki od nie-nauki? Jak odbywa się ewolucja nauki? I czy metoda naukowa podlega ewolucji?
Choć jednak zwolennicy idei wieloświata zdecydowanie swobodnie traktują kryterium falsyfikacji nauki Poppera, to niełatwo byłoby wyrzucić ich koncepcje poza naukę. Są zbyt interesujące, zbyt powiązane z innymi ważnymi współczesnymi teoriami. Pojawia się więc ważkie pytanie o współczesną metodę naukową i o to, czy np. fizyka może sobie pozwolić na rozluźnienie rygorów matematyczno-empirycznej metody. Ogrom problemów i możliwych metafizycznych wniosków związany z ideą wieloświata może przyprawić o zawrót głowy. Warto się jednak z nimi zapoznać, chociażby z tych samych powodów, dla których Bertrand Russell zalecał studiowanie filozofii – związane z nimi pytania "rozwijają nasze pojęcie o tym, co jest możliwe i wzbogacają naszą intelektualną wyobraźnię". A książka Hellera jest po koncepcjach wieloświata doskonałym przewodnikiem.