Na tom składa się wybór tekstów opublikowanych w trzech tomach Powidoków: "Chłopcy z tamtych lat", "Wspomnij ten domek na Gęsiówce", "Warszawiak pilnie poszukiwany" w latach 1995–1998.
Marek Nowakowski - pisarz, publicysta
i scenarzysta. Debiutował w 1957 roku ogłoszonym na łamach "Nowej Kultury" opowiadaniem Kwadratowy. W swojej twórczości zajmował się oficjalnie przemilczanymi obszarami życia, ludźmi z tzw. marginesu społecznego i z peryferii wielkomiejskich.
Bohaterowie wielu jego utworów to ludzie skłóceni z prawem, złodzieje i przestępcy. Wydał m.in. zbiory opowiadań: Ten stary złodziej, Benek Kwiaciarz, Silna gorączka, Zapis, Książę Nocy. Jest autorem książek: Raport o stanie wojennym, Homo Polonicus, Grecki bożek, Nekropolis, Syjoniści do Syjamu. Jako uważny obserwator i krytyk współczesnej rzeczywistości, przygląda się jej z ironicznym nieraz dystansem, ukazując z tęsknotą miejsca, które dziś już często nie istnieją, konfrontując jednocześnie swoje wspomnienia ze współczesnością.
Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Źródło: materiały nadesłane
-
Marek Nowakowski
Moja Warszawa. Powidoki
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2010
165 x 235, 340 ss., twarda oprawa
ISBN 978-83-244-0125-3
iskry.com.pl
Fragmenty książki:
"Miasto"
To było słowo klucz. Otwierało tyle zamków. Zapalało wyobraźnię.
– Idziemy w miasto!
Odkąd pamiętam tak mówili starzy, młodzi. My, najmłodsi, przejęliśmy od nich to magiczne słowo. Miasto jako świat pełen tajemnic, symbolicznych znaków, sekretnych tropów. Więc poszliśmy. Były to lata powojenne. Warszawa ruin, wypalonych szkieletów domów, cmentarzysko. Gdzieniegdzie pozostały enklawy dawnej zabudowy cudem ocalone po pożodze. Penetrowaliśmy wypalony obszar z żarłoczną chłonnością. Żyła jeszcze pamięć niedawnego miasta. Żyli tamci ludzie. Oni nam przekazywali jego historię, piękne i niepiękne dzieje. Ożywiała się przeszłość, nakładała na teraźniejszość. Mijały lata, dużo lat. Towarzyszyłem dziejom miasta niby jego strażnik. Na dobre i na złe. Tak już pozostało. Także i teraz powtarzam sobie z nagła to słowo - Miasto!
Jest w nim jakiś prąd. I mimo garbu lat czuję się znów chłopakiem z miasta. Ruszam w wędrówkę. Otaczają mnie umarli i żywi.
Dzikie Pola
Były to tereny rozciągające się między przystankami EKD: Szczęśliwicami i Granicą Miasta przy Opaczewskiej. Obszar jak na miarę możliwości podmiejskich malowniczy. Pola badylarzy, łąki, glinianki. Uroku dodawały jeszcze pozostałości wałów i fos dawnych fortyfikacji. Rozległe te nieużytki, swoiste Dzikie Pola dochodziły z jednej strony do Okęcia, a z drugiej do Włoch. Stanowiły ziemię niczyją, bo ani władza, ani nikt inny tutaj nie wkraczał. Widziało się staruszki wypasające kozy, rybaków wystających nad gliniankami i bezpańskie psy.
Chłopcy z Ochoty i Okęcia tutaj odbywali wszelkie przypisane do wieku inicjacje: ryzykowną naukę pływania w zdradziecko głębokich gliniankach, igraszki z dziewczynami, pierwszą degustację napojów wyskokowych i rybacką sztukę medytacji z wędką nad wodą w oczku między trzcinami.
Piszący te słowa, jako sześciolatek uciekł z domu. W poszukiwaniu wolności bezwiednie podążył wzdłuż torów kolejki w kierunku Szczęśliwic. Rozszalała się wtedy letnia burza z błyskawicami rozdzierającymi niebo i trzeba było wracać.
Często nad gliniankami zatrzymywały się kolorowe tabory Cyganów i nocą płonęły ogniska. Z okien wagonów EKD obozowisko tych ostatnich, niepokonanych nomadów wyglądało tak pociągająco i romantycznie! W latach późniejszych te strony stały się miejscem zwózki śmieci. Zewsząd, z całego miasta przyjeżdżały wozy - śmieciarki - i zwalały tony makulatury, szmat, żelastwa, zgniłych odpadków, słowem wszystkiego, co wydala z siebie codziennie przeszło milionowa metropolia."
Z Posłowia Piotra Bratkowskiego:
"Obchodzący w tym roku swoje 75-lecie Marek Nowakowski pisze przez całe moje życie: jego debiutanckie opowiadanie 'Kwadratowy' ukazało się, gdy miałem dwa lata. A ja z kolei prawie przez całe życie go czytam: zaczęło się jeszcze chyba w szkole podstawowej od wydrukowanego bodaj w 'Twórczości' opowiadania 'Teczka' (weszło później do tomu 'Mizerykordia'), pełnej mocno cynicznego humoru opowieści o przygodzie dwóch panów w delegacji służbowej. Okazało się, że jest w domu najnowsza z opublikowanych dotąd książek Nowakowskiego - 'Zapis'; natychmiast ją pochłonąłem. W ten oto sposób, sam o tym nie wiedząc (miałem wówczas zamiar zostać biologiem albo chemikiem), zacząłem już wtedy przygotowywać moją pracę magisterską, poświęconą właśnie twórczości autora 'Księcia Nocy'.
(...) Wśród opinii, pomniejszających pisarsko autora 'Silnej gorączki' był i ten, że Nowakowski nigdy nie stworzył 'prawdziwej' powieści, (...) że skupia się na literackich drobiazgach, przyczynkach. Zapis był - nie wiem, na ile świadomą - odpowiedzią na te zarzuty i zarazem (całkiem już chyba niezamierzonym) manifestem metody twórczej pisarza. Kilkadziesiąt opowiadań - bardziej rozbudowanych i zupełnie szkicowych, króciutkich - rozgrywa się podczas jednej, wyjątkowo mroźnej zimy w Warszawie i przyłączonych do niej, ale wciąż peryferyjnych, rodzinnych Włochach pisarza. Te ułamkowe, często jednostkowe historyjki układają się jednak w panoramiczną całość. Nie będąc w klasycznym sensie tego słowa powieścią, tworzą jednak powieściową strukturę, zmuszają, by jak powieść je czytać i w efekcie - złożone razem pełnią tę samą co powieść funkcję: wyczerpującego opisu wybranego przez pisarza wycinka ludzkich losów.
(...) Teksty składające się na 'Powidoki' są 'nie-literaturą' jeszcze z jednego powodu. Zanim stały się książką, drukowane były jako felietony w prasie - 'Kulisach' i 'Życiu Warszawy'. Kolejne odcinki powstawały więc na zamówienie: na określony termin i pod wyznaczony przez redakcje wymiar. Spełniały więc także doraźną funkcję użytkową.
Tyle że - po latach widać to wyraźnie - pod ręką prawdziwego pisarza także 'nie-literatura' zamienia się w literaturę. Czytane dziś 'Powidoki' okazują się kolejną 'niby-powieścią' Marka Nowakowskiego."