W rozmowie z Culture.pl Pisuk wspomniał, że widział na Brzeskiej ludzi robiących zdjęcia z okien samochodów i fotografów przyjeżdżających tam z obstawą. Jego uwagę zwrócił brak chęci nawiązania relacji z mieszkańcami. Fotografowanie biedy uważał za dwuznaczne moralnie i wymagające usprawiedliwienia, dlatego robił zdjęcia wyłącznie osobom, które dobrze znał. W pewnym momencie aparat fotograficzny stał się dla niego pretekstem do nawiązywania relacji z ludźmi.
W komentarzu do projektu Pisuk odwołuje się do filozofii dialogu Levinasa i Tischnera, w której kluczowym elementem jest spotkanie z drugim człowiekiem – Innym. W osobach, które sportretował, urzekło go, że "posiadają twarz", nie chowają się pod żadną maską. Zdjęciom na wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie towarzyszyły napisane odręcznie autorskie komentarze, którymi fotograf chciał umocować swoich bohaterów w rzeczywistości, a uniknąć ich uprzedmiotowienia, sprowadzenia do "znaku, symbolu lub uogólnienia".
Pisuk przyznał, że nie wierzy już, że obrazy mogą zmienić świat. Kluczową rzeczą w jego projekcie był proces wzajemnego poznania i zrozumienia.