Miał słuszną intuicję – ponad czterysta cmentarzy żydowskich istniejących przed II wojną światową nie przetrwało do czasów współczesnych. Zaledwie na stu pięćdziesięciu można znaleźć więcej niż sto nagrobków.
Pierwszą macewę "codziennego użytku", przerobioną na kamień szlifierski, Baksik zauważył w Kazimierzu nad Wisłą. Pracując nad projektem, wybierał miejscowości, w których przed wojną żyła społeczność żydowska. Jeśli trafiał do miejsca, w którym na cmentarzu powinno być kilka tysięcy nagrobków, a było dużo mniej – jeździł po okolicy, rozmawiał z ludźmi. Brakujące macewy znajdował na podwórkach przy domach i w miejscach publicznych. By je odnaleźć i otrzymać zgodę na fotografowanie, musiał przełamywać lokalne tabu.
W książce, z której pochodzi powyższe zdjęcie, fotograf zauważa, że to "praktyczne" wykorzystywanie macew rozpoczęło się w czasie wojny, kiedy Żydzi byli zmuszani przez Niemców do używania nagrobnych płyt jako budulca, np. drogi do obozu w Płaszowie. Później używano ich też jako umocnień w miejscach, gdzie stacjonowali żołnierze. Tę haniebną tradycję kontynuowali po wojnie Polacy. Macewy wykorzystywano do basenów przeciwpożarowych i nasypów kolejowych; budowano z nich piece, podłogi, krawężniki. Ich fragmenty są częścią murów chrześcijańskich cmentarzy i pomników ku czci żołnierzy Armii Czerwonej. Na znalezionych przez Baksika macewach ciągle widać hebrajskie napisy.