Zdrowie
Przedmioty Witolda Gombrowicza na ekspozycji w Muzeum Witolda Gombrowicza, fot. Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli
"Kronos" to przede wszystkim dziennik ciała. Dolegliwości zdrowotne i seksualność to - obok kwestii finansowych i starań o literacką sławę - główne obszary zainteresowań Gombrowicza. Wykaz wszystkich chorób i dolegliwości, na które uskarża się pisarz, może przyprawić o zawrót głowy (albo o mdłości). Jednocześnie trudno go posądzać o hipochondrię - po prostu przez długi czas prowadził dość niezdrowy tryb życia (patrz punkt "Seksualność"), a jego konsekwencją były też kłopoty ze zdrowiem. W każdym razie wyciąg z karty szpitalnej Gombrowicza mógłby wyglądać mniej więcej tak:
Bolące i wypadające zęby, alergia, bóle wątroby, egzemy (w różnych miejscach), wrzody (to samo), ślepa kiszka, trudności z oddychaniem, astma (z nasileniem pod koniec życia), bronchit, ślepa kiszka, lumbago w krzyżach, konstypacje, spuchlizna, jęczmień na oku, reumatyzm, syfilis, tryper, zwyrodnienie nerwu usznego (na tle syfilitycznym), lumbago w krzyżach, kość pacierzowa, ból w okolicach serca, niedowład nóg, nerwy...
Nie wspominając o grypach, przeziębieniach, katarach i innych normalnych "chorobach", o których Gombrowicz też raportuje. Do tego dochodzą pod koniec życia poważne obawy przed rakiem i realne objawy starzenia się.
Lekarstwa
Jeśli choroby, to muszą być i lekarstwa (a także terapie i kuracje). "Kronos" mógłby zachwycić farmaceutów i lekomanów. Dla reszty te nazwy muszą pozostać egzotyczną listą nic nieznaczących nazw (choć niektóre mogą naprawdę budzić barwne skojarzenia): tetrafenicol, kortyzon, proasthmin, calm-asmin, aludryna, persantin, digitalina, resens, lesiric, pyrorhea (ropotok), proxybron, aludryna, szczepionki na stafilokoki, tetrafenikol, triaminol, belladonal, equanil, Doktors Wolfers Suhelatransmittel. "Kronos" pełen jest różnych pigułek, czopków (suppositories lionoil (?) z fosforem), zastrzyków. Dość często powtarzają się frazy "źle się miewam" lub "nie czuję się zbyt świetnie" (choć czasem jest trochę lepiej).
Lektury
Okładka książki Martin Heidegger "El Ser y el tiempo", fot. F.C.E. España
Gombrowicz pisze też w "Kronosie" o tym, co aktualnie czyta - z reguły bez żadnego komentarza. Rzeczy, które wywierały na nim wrażenie i rodziły opór czy reakcję, lądowały w "Dzienniku". Nie przeczytamy tam jednak o tym, że Gombro czytał takie książki jak "Koniec Hitlera", książkę o zatopionym skarbie Rommla czy dziennik Goebbelsa, a także francuską biografię Kopernika czy podręcznik biologii. Pisarz czytał dużo Tomasza Manna, a w Europie Jeana Geneta, z którym wiele go łączyło. Tylko czasem zdradza swój stosunek do tego, co akurat czyta: pod koniec życia pisze, że czyta o Prouście bzdury, na transatlantyku z Buenos Aires do Europy czyta Heideggera po hiszpańsku ("Bycie i czas"): "Buja silnie. [...] Lektura Heideggera uspokaja".
O "Kronosie" czytaj też w artykule "Nowy przypadek Gombrowicza" Alana Lockwooda...
Seksualność
British Plaza i Kavanagh Building, Buenos Aires, Argentyna, 1940, fot. Evans Picture Librar / Forum
Gombrowicz w "Kronosie" postanowił przedstawić historię, a przynajmniej chronologię swojej seksualności. Chronologię, bo doświadczenia erotyczne często sprowadzają się do imienia (a czasem nawet to nie) przypisanego do danego miesiąca w roku - próżno tu szukać jakichś "opisów" czy czasowników. Początków tej erotycznej chronologii (i biseksualności Gombrowicza) można się doszukiwać w notce przypisanej do roku 1934. Przy nim Gombrowicz - rekonstruujący po latach tamten okres - zapisał: "Pierwsze próby pe" - możemy się domyślać, że "pe" to skrót od pederastyczne, ale nic więcej się nie dowiemy. Na kolejnych stronach tej rekonstrukcji Gombrowicz wylicza swoje przedwojenne partnerki i partnerów (często obdarzając ich jakimś epitetem): histeryczna kurwa z Hali (pobyt w Zakopanem), służąca z Zaborowa, służąca Gelbardowej, kelnerka z Zodiaku, przyjaciółka Jadźki, dwie kurwy z Mokotowskiej, kurwa z tryprem, dziewica, Franek, ta z nogami w pantoflach gumiennych.
Karta z rękopisu "Kronosu" - rok 1952, fot. archiwum Rity Gombrowicz
Od 1954 roku Gombrowicz zaczyna kółeczkiem na marginesie rękopisu zaznaczać stosunki seksualne. "Kronos" w tych argentyńskich latach pełen jest takich kółeczek - wydaje się, że bohaterami jego erotycznych przygód są niemal wyłącznie mężczyźni (choć często trudno to stwierdzić, gdy np. Gombrowicz szyfruje partnera skrótem ch. co może oznaczać chico bądź chica - chłopak/dziewczyna). W każdym razie "Kronos" w argentyńskich latach pełen jest kółeczek i jednokrotnie padających imion jak Jose, Timoteo, Martin, Hector - osób poznawanych na dworcach kolejowych, w portach, parkach czy na placach Buenos Aires - taki partner to często, jak pisze Gombrowicz, marinero (marynarz), bądź 'ż' (żołnierz), też El Jornalero (sprzedawca gazet).
Czasem jakieś imię z kółeczkiem na dłużej zagości na stronach "Kronosu" - jak w latach 1961-63 Alberto (też marinero) - wtedy nawet możemy obserwować ewolucję relacji: "Albert, niedziela. Zniknięcie płyty Schoenberga" (XI 1961) "Wielkanoc z Alberto, dość udatnie" (IV. 1962), "Albert, już mnie nudzi" (III. 62), "Alberto, zniknięcie fajki"(XI. 1962 ); Przy niektórych znajomościach Gombrowicz komentuje: "Hector marinero niezbyt udany", gdzie indziej "Marinero, pederasta grubawy, niesmak". W efekcie swoich erotycznych przygód Gombrowicz nierzadko ląduje na komisariacie.
O okresach, kiedy nic się nie dzieje, pisze Gombrowicz: "spokój erotyczny", "uspokojenie", czy "wybitne uspokojenie" (1956), w przeciwnym wypadku może napisać "wzrasta erotyka".
Po przybyciu do Europy i początkowym berlińskim okresie wzmożonej aktywności homoseksualnej ("okropnego ataku pederastii dostałem" - pisał w liście do Kota Jeleńskiego) Gombrowicz poznaje Ritę, z którą spędzi ostatnie lata życia i która na pół roku przed śmiercią pisarza zostanie jego żoną.
Czytaj wywiad z Ritą Gombrowicz...
Zabiegi o sławę

Produkcja medalu Nobla, fot. Robin Haldert / SCANPIX / Forum
"Kronosa" w dużym stopniu wypełniają starania Gombrowicza o zapewnienie swojemu dziełu sławy: informacje o wymianie korespondencji z krytykami, znajomymi, tłumaczami, wydawcami. Stwierdzenia o podpisaniu umowy ("Podpisałem z Norwegią"), informacje o recenzjach i wywiadach w prasie światowej, widoki na nagrody i stypendia czy notki o pracach nad tłumaczeniami - to w dużym stopniu faktyczna treść "Kronosu". "Dalszy wzrost prestiżu" - to formułka powtarzająca się w podsumowaniach ostatnich lat; w tym samym czasie dramatycznie pogarsza się jego zdrowie.
Kawiarnie
Ulica Wierzbowa w Warszawie widziana od strony placu Teatralnego. Widoczne restauracje: Adria, Ziemiańska i Oaza. W Ziemiańskiej Gombrowicz miał swój stolik; fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Kawiarnie to ważna część życia Gombrowicza. To w nich - od warszawskiej Ziemiańskiej, przez Rexa i El Querandi w Buenos Aires po berlińskiego Zuntza - pisarz walczył o swoją podmiotowość, czarował młodzież i toczył szachowe pojedynki. Z "Kronosa" można się dowiedzieć, w jakich lokalach w różnych momentach życia Gombrowicz bywał. Większość z nich raczej już nie istnieje.
Finanse
Jak streścić księgę rachunkową jaką jest (też) "Kronos"? - tego się nie da streścić.
Zakupy
W "Kronosie" Gombrowicz zdaje sprawę z dokonywanych zakupów, te wyliczenia szczególnie na początku argentyńskiego pobytu, wypadają mało imponująco - pisarz cierpiał wtedy często biedę, więc mało co sobie kupował. Kiedy ma jakieś pieniądze kupuje sobie - i zdaje z tego sprawę - ubrania (garnitur, bielizna), buty, fajkę, pióro (po zniknięciu Parkera - Pelikana), zegarek (Tissot); w pewnym momencie rozważa kupno radioodbiornika, ale w końcu kupi gramofon (Ken Brown), a słuchanie muzyki (klasycznej) stanie się jego wielką pasją (patrz fragmenty o kwartetach Bacha w "Dzienniku") i przyczyną wydatków na płyty (Schubert, Chopin, Bach, Mozart, Beethoven).
Mała stabilizacja w Vence
Witold Gombrowicz u Paczowskich w Chiavari, 1965, fot. Bohdan Paczowski
Życie w Vence to okres finansowej stabilizacji (Gombro po raz pierwszy ma pieniądze) i spóźnionej konsumpcji. Swobodnie kupuje ubrania (pantalony, remera (koszulka), nowe okulary, kurtki dwie, sweater - wszystko w maju 1965). Kupuje wtedy nowy gramofon (Philips), lodówkę, piecyk do ogrzewania domu, a nawet (w sierpniu 1965) samochód (Citroena 2CV, którego nazywa dwukonką) i którym wkrótce zaczynają z Ritą jeździć na wycieczki po Lazurowym Wybrzeżu (potem zamienią Citroena na peugeotkę). Od września 1965 mają też w domu telewizję - jest też pies i kot. Gombrowicz mebluje z Ritą swoje mieszkanie, wiesza obrazy, "kupno Ludwików Filipów" - takiego mieszczaństwa nigdy wcześniej nie było.
Wszystko to w roku, przy którym Gombro zapisał "?ost?" - naprawdę myślał, że to już koniec (żył jeszcze cztery lata).
Wtryskarka Gombrowicza
Zaoszczędzone pieniądze (rzadkość) Gombrowicz próbował lokować w różnych inwestycjach (np. akcjach). Zupełnie innym rodzajem inwestycji była wtryskarka do plastiku. W tekście "Kronosa" pojawia się jako "maszyna" - kupiona wespół z Karolem Świeczewskim miała być inwestycją, ale dość szybko przestała przynosić zyski - początkowe zyski Gombrowicz przeznaczał na "stypendia" dla argentyńskich przyjaciół, m.in. Mariana Betelu. Maszyna Gombrowicza wytłaczała m.in. figurki świętych i Matki Boskiej.
Śmierć
Fragment karty - jednego z tzw. tableaux, na których Gombrowicz przygotowywał i porządkował materiał do "Kronosa" - reprodukowana w ksiażce, fot. archiwum Rity Gombrowicz
"Widzę, że sporo miejsca do końca roku. Cóż mam pisać? Dzień za dniem schodzi na kaszleniu, kwękaniu, z domu nie wychodzę, pisać nie mogę, nawet dziennika, źle, źle, źle. Będzie gorzej. Wyruszyłem z Buenos Aires na śmierć... i to się ciągnie..." (listopad 1965).
W jednym z wcześniejszych wpisów zanotował zaś, że "trzeba opracować śmierć". 65-letni Gombrowicz w Vence był straszliwie schorowany - ostatnie strony "Kronosa" to zapis fizjologicznej degrengolady upokorzonego ciała (Gombrowicz z trudnością chodzi po schodach - rozważa możliwość samobójstwa). Na ostatnich stronach "Kronosa" (a są to ostatnie lata Gombrowicza) ciało i fizyczny ból usuwają na bok całą resztę rzeczywistości.
Autor: Mikołaj Gliński, 24.05.2013