Autorem fotografii młodego mężczyzny jest wiejski fotograf z Kleszczel, niewielkiej miejscowości na Podlasiu, obecnie będącej częścią powiatu hajnowskiego. Na powyższym zdjęciu mógł zostać uwieczniony Władek, cieśla pochodzący z pobliskiego Grabowca.
Jerzy Kostko prawdopodobnie nauczył się fotografować w czasie bieżeństwa, czyli masowej ewakuacji ludności, głównie wyznania prawosławnego, z zachodnich guberni Imperium Rosyjskiego w głąb Rosji. Kilka lat później, po powrocie w rodzinne strony, otworzył swój zakład. Pierwsza zachowana odbitka pochodzi z 1926 roku.
Jaki był? Łatwo go było rozpoznać z daleka. Wielki chłop w śmiesznej czapce pilotce, ze strzelbą przewieszoną przez ramię. Choć przez jego podwórze przewinęło się prawie całe miasteczko, to po latach właściwie nikt nie był w stanie o nim powiedzieć czegoś więcej. Miał powodzenie u kobiet, ale nigdy się nie ożenił. Lubił porządek, nie brakowało mu pieniędzy. Pierwszy w miasteczku miał rower i motocykl. Z wieloma z jego gadżetów pozują mieszkańcy Kleszczel. Dla kobiet miał przygotowaną torebkę, dla mężczyzn zegarek podnoszący status.
Text
Fach swój traktował poważnie i solidnie, ale nie wydaje się, by miał artystyczne aspiracje. Chciał, żeby było ładnie i zgodnie z duchem czasu. W atelier miał tło z antycznymi kolumienkami i brzózkami.
Kostko przez ponad 60 lat fotografował ludzi w okolicy, bo praktycznie nie miał konkurencji. Jego kolekcja, licząca ponad 660 negatywów, została znaleziona na strychu starego domu w Kleszczelach w 2013 roku. Można przypuszczać, że gdyby zachowało się całe archiwum fotografa, to Kleszczele byłyby fenomenem – jedynym miasteczkiem w Polsce, którego wszystkich mieszkańców z ostatniego stulecia znalibyśmy z twarzy.
Na podstawie: albom.pl i radio.bialystok.pl.