"Sekret" zaprezentowany w Berlinie w 2012 roku zapowiadał radykalną zmianę stylu. Wojcieszek zatrzymywał się w pół drogi między kinem zaangażowanym i filmowym eksperymentem. Opowiadał o polskich winach wobec Żydów, o traumie holocaustu i pamięci jako tworzywie kultury, a zarazem uciekał od publicystyki w stronę teledyskowej opowieści, w której znaczenia rodzą się z obrazów i z montażu. Efekt był karykaturalny – "Sekret" nie był ani poważną wypowiedzią o polsko-żydowskich sprawach, ani czystej krwi filmowym esejem.
Nie dziwi zatem, że w "Jak całkowicie zniknąć" Wojcieszek poszedł na całość. Zrezygnował z fabularnego kośćca i rysowania złożonych portretów bohaterek. Postawił na obraz jako nośnik emocji. Pozbawiony kontekstów, uwodzący samą tylko formą, atmosferą i rytmem.
Chciałem transu. Nie cierpię kina politycznego, społecznego. Żenują mnie takie filmy. Odrzucam je. Film to sztuka transu, w którym kolory, rytmy, dźwięki układają się w hipnotyczny sen. Myślę, że nam to się udało - mówił Wojcieszek przed premierą filmu.
Ale "Jak całkowicie zniknąć" nie jest dziełem udanym. To film zgubionego rytmu i obietnic bez pokrycia. Najważniejszą z nich Wojcieszek składa już na początku- jest nią świetna, pierwsza sekwencja filmu, w której dwie bohaterki - Polka i Niemka - prowadzą ze sobą osobliwą grę. Ciemnowłosa Gerda (Agnieszka Podsiadlik) śledzi Małą Rozbójniczkę (Pheline Roggan). Wsiada za nią do metra, przez długi czas podąża za nią krok w krok. Ukradkowe wymiany spojrzeń stają się początkiem zabawy w prześladowcę i ofiarę, w uwodziciela i uwodzonego. Jest w tej zabawie coś niebezpiecznego i pociągającego.

Kadr z filmu "Jak całkowicie zniknąć" w reżyserii Przemysława Wojcieszka, fot. Weronika Bilska
U Wojcieszka ta maskarada staje się początkiem wspólnej podróży przez nocny Berlin. Reżyser rusza z kamerą za swoimi bohaterkami. Tak zaczyna się miejska odyseja, na którą składają się wizyty w nocnych klubach i małych knajpkach, wspólne przejażdżki na rowerze, seks z przypadkowo poznanym mężczyzną (Tomasz Tyndyk), pływanie w basenie i sikanie na chodniku.
Bohaterki Wojcieszka przemierzają nocny Berlin, niemal się do siebie nie odzywając. "Jak całkowicie zniknąć" w niczym nie przypomina romantycznych filmów Richarda Linklatera z jego spacerowej trylogii. To raczej próba pożenienia melancholii Kar Wai Wonga z transowością "Wkraczając w pustkę" Gaspara Noe. Próba nieudana. U Wojcieszka obraz nie jest w stanie unieść niemal dwugodzinnej opowieści. Zamiast hipnotycznego rytmu pojawia się znużenie, a miejsce tajemnicy zajmują efektowne sceny pozbawione znaczeń. I choć dynamiczne zdjęcia Weroniki Bilskiej robią duże wrażenie, muzyka Julii Marcell brzmi świetnie, a Agnieszka Podsiadlik i Pheline Roggan dają z siebie bardzo dużo, z filmu Wojcieszka szybko umyka czar, zaś transowy rytm staje się coraz mniej miarowy.
Bartosz Staszczyszyn, 17.04.2015