Książka Iwony Chmielewskiej to wielojęzyczny, obrazkowy słownik o niemieckiej kulturze i ambitny graficzny alfabet wprowadzający czytelników do świata sztuki, literatury, nauki i filozofii.
Tu słowa, znaki i litery czekają przed gabinetem Zygmunta Freuda, wysypują się z książek Brechta i Goethego, wskakują na partyturę Bacha i na szczyt kolońskich katedr. A przewodnikami po polsko-francusko-angielsko-niemieckich zdaniach są wybitne postaci ze świata kultury, sztuki i nauki: bracia Grimm, Max Ernst i Albert Einstein. Spotykamy też Pinę Bausch, rodzinę Mozarta, Josepha Beuysa, Leibnitza i wielu innych. We wstępie do książki ceniona na całym świecie mistrzyni ilustracji Iwona Chmielewska pisze:
"Regelinda – uśmiechnięta Polka z katedry w Naumburgu. Znajdziecie ją w tej książce. Jako Polka też uśmiecham się do nie tak obcego mi języka i bliskiej mi kultury. Dużo zawdzięczam mojej babci Huldzie Jaeger, która uczyła mnie niemieckich wierszyków i śpiewała do snu Stille Nacht, nie tylko zimą. Była prostą łódzką tkaczką, ale ją też znajdziecie w tej książce. Babciu, chyba się tego nie spodziewałaś"
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Najnowsza książka autorki literackich hitów, m.in. nagrodzonych ilustratorskich Oscarem "Oczu", to ukłon oddany kulturze niemieckiej, a zarazem opowieść o europejskiej historii i tożsamości. Wydawnictwo nazywa ją "myślącym alfabetem" wzbogaconym o kontekst języka francuskiego, angielskiego i polskiego, co czyni publikację uniwersalną i otwartą dla czytelników w każdym wieku. Wciąga do intelektualnej gry, bawi skojarzeniami. Justyna Sobolewska na łamach Polityki poleca książkę bardziej dorosłym niż dzieciom:
"To dorośli przede wszystkim docenią subtelne aluzje i poczucie humoru. Nowa książka to obrazkowy słownik polsko-angielsko-francusko-niemiecki i zarazem hołd dla niemieckiej kultury. To dorośli zauważą w tych kolażach grę między słowami: np. Leipzig i Leibniz. Albo dwu panów z obrazu Friedricha, którzy odchodzą we mgle na stronie słowa „ferie”, albo Rilkego z różą. Dzieci zaś mogą mieć przyjemność obcowania z cudownymi ilustracjami trochę jak z XIX-wiecznej niemieckiej encyklopedii. Można też tę książkę potraktować jako wprowadzenie w sztukę, i to od razu w czterech językach."
Jak podkreślają wydawcy, książka nieprzypadkowo wydana została we Wrocławiu – mieście o wielokulturowej tradycji, którego niemiecka historia, przez dekady wypierana ze świadomości mieszkańców, jest przecież na stałe obecna w tkance miasta.
źródła: wydawnictwo Warstwy, Polityka, oprac. AL