Opisując melancholię i monotonię egzystowania w zastygłym w bezruchu świecie, Inga Iwasiów unika w "Późnym życiu" dosłowności. Jej bohaterowie, z których głosów utkana jest powieść, utknęli w ponurej po sezonie i niepokojąco opustoszałej nadbałtyckiej miejscowości. Wydarzyło się coś strasznego, nigdzie jednak nie zostaje to wprost nazwane:
(…) nie wiedziałem, ani co się właściwie stało, ani skąd to nasze dziwne unieruchomienie, ograniczenie ruchu do – potem to zmierzyłem – obszaru dwudziestu kilometrów. Exodus. Dziwny hałas. Zakłócona łączność.
Na czym polegała ta katastrofa, pozostaje tajemnicą. Nie wiemy też, czy miała ona ostateczny charakter, a my przyglądamy się niedobitkom ginącego nieodwołalnie świata, czy też był to jeden z serii kryzysów (pandemia, wojna w Ukrainie), które wstrząsnęły ostatnio naszym poczuciem bezpieczeństwa, a końcowy cios ma dopiero nastąpić. Oczami zdezorientowanych bohaterów obserwujemy kolejne alarmujące zjawiska:
Gdyby coś się stało, złe wieści znalazłyby do mnie drogę. (…) Wchodzę nałogowo na strony, łudząc się, że ruszą, pokażą aktualne położenie M., innych osób, moje. Nie zablokowaliśmy się wszyscy jednocześnie – to coś innego. Nigdzie jednak nie ogłoszono odcięcia mediów społecznościowych.
Nie tylko internet szwankuje, również przyroda zdaje się zdradzać symptomy końca:
We wrześniu na plaży zaczął się niepokojąco piękny spektakl śmierci. Zapowiedziały go pojedyncze meduzy leżące na mokrym piasku. Lśniły między muszelkami i fragmentami wodorostów.
Ostatni ludzie
Rozpadający się świat zdaje się jednak jeszcze siłą rozpędu jakoś funkcjonować. Jest zadziwiająco spokojnie, nie zaczęły w nim póki co rządzić chaos i anarchia. Nowoczesna aparatura w rzucającym cień na okolicę molochu, luksusowym H'otelisku nadal działa, a hotel służy za punkt pomocy humanitarnej. W miejscowej aptece ciągle można kupić leki, choć ich zapasy się kończą, pensje wpływają na konta pomimo tego, że większość osób została odcięta od możliwości pracy. Jedynym przypadkiem szabrownictwa jest przemyślana i poprzedzona dyskusją w obrębie lokalnej społeczności decyzja o przejęciu i rozdystrybuowaniu księgozbioru biblioteki w nieczynnym od lat domu wczasowym. Jest smutno, ale grzecznie. Wszyscy nadal załatwiają jakieś sprawy, troszczą się (jeśli nie są tu sami) o bliskie im osoby, czytają książki, układają puzzle, spacerują po plaży, łykają swoje medykamenty i na rozmaite sposoby starają się nie rozsypać.
Przez te wszystkie strategie przetrwania w obliczu przedłużającego się i coraz groźniejszego stanu wyjątkowego przebija z jednej strony zobojętnienie, z drugiej – specyficzna nostalgia związana z przeczuciem końca. Gdy trudno cokolwiek planować ("To ma przyszłość. Jeśli będzie przyszłość", "Moje mieszkanie, wszystkie mieszkania w mieście mogą obrócić się w perzynę lub zostać przydzielone potrzebującym, więc nie warto nastawiać się na powrót. Niewiele planuję i rzadko podejmuję decyzje"), wtedy przeszłość nabiera szczególnego znaczenia. Większość bohaterów Iwasiów nie jest stara, ale ma poczucie, że ich życie już się dokonało, że nic ich więcej nie czeka. Pozwalają sobie od czasu do czasu na marzenia, ale przede wszystkim zwracają się, ku temu co było. Ale ich pamięć również ulega erozji, a świat, który wspominają, już nie istnieje. Jak mówi jeden z głosów:
Nie tylko my nie pamiętamy już ze szczegółami domów naszego dzieciństwa – to ich powidoki zblakły i wyparowały. Wszystko ma swój początek, rozkwit i koniec. Pięćdziesiąt lat stanowi granicę istnienia nieważnych, drobnych zdarzeń i zdejmuje ze świata dekoracje, dając się wybrzuszyć nowszym. Jak w teatrze – wietrzenie magazynów.