Rodzina od dawna nie ma dobrej prasy. Po Strindbergu, Bergmanie, po Koterskim i Kuczoku pisanie o toksycznych rodzinnych relacjach nie wymaga ani przenikliwości, ani odwagi. A jednak u Karpowicza znajdziemy i jedno, i drugie. W "Ościach" Karpowicz pokazuje, że rozpad tradycyjnej formuły rodziny nie tylko nie jest końcem świata, ale staje się początkiem nowej struktury – niejednorodnej, ale dającej szansę przetrwania.
Drag queen, biznesmen, jego żona i jej kochanek
Znów, jak w "Balladynach i romansach" Karpowicz przedstawia nam zbiorowego bohatera, snuje równoległe historie, by z czasem coraz gęściej splatać je ze sobą. Poznajemy więc Ninel - feministkę cieszącą się szacunkiem intelektualnych salonów, młodą kobietę właśnie wyrzuconą z pracy, jej męża zakochanego w dużo starszej pani naukowiec, jest gej-rasista, Wietnamczyk prowadzący dobrze prosperujący biznes, draq queen robiący furorę w nocnych klubach Warszawy, a nawet fretka imieniem Sławoj.
Początkowo nie sposób odnaleźć się w gąszczu postaci. Karpowicz rysuje swoich bohaterów jakby opisywał matematyczne zbiory. Zakreskowuje przestrzenie wspólne dla różnych postaci i szuka wspólnego mianownika dla ludzi umieszczonych w jakimś nierozwiązywalnym życiowym równaniu. Jego bohaterowie łączą się w pary, trójkąty i kwadraty, tworząc związki wymykające się łatwym klasyfikacjom. Karpowicz ze swadą opowiada o tych ludziach-planetach, których orbity czasem się przecinają. Nie dochodzi jednak do zderzeń, są tylko drobne obcierki. Ot, proza życia, która nie lubi wielkich dramatów i pompatycznych fraz.
"Ości" są wtedy opowieścią o rodzinie, która się skończyła. Karpowicz pokazuje rozpad tradycyjnie rozumianej instytucji rodziny, ale w jego opowieści nie ma histerii, lecz ciekawość tego, co narodzi się na jej zgliszczach. W "Ościach" rodzina wciąż podlega przemianom, zyskuje nowych członków, musi nazywać coraz to nowsze ludzkie konfiguracje. Bardzo rzadko daje poczucie bezpieczeństwa. "Sir, być może pan pływa, ale ja, moim zdaniem, tonę" – tym brytyjskim dowcipem jeden z bohaterów określa swoją definicję małżeństwa. Bo u Karpowicza wszyscy bohaterowie rozdarci są między potrzeby innych ludzi i własne żądze, między nadzieję i niespełnienie.
Tożsamości zwielokrotnione
Choć od czasu literackiego debiutu Karpowicz zdradza publicystyczny temperament, z powieści na powieść staje się coraz uważniejszym portrecistą. W rozmowie z Culture.pl przyznawał, że zamiast „rzutów z góry” teraz woli intymne spacery ze swoimi bohaterami. Ta przemiana widoczna jest w jego nowej powieści. W "Ościach" publicystyczna nadbudowa ani przez moment nie przyćmiewa psychologicznej bazy.
Rysuje portrety zwielokrotnione, niejednoznaczne, pełne wewnętrznych przekłamań. Bohaterowie Karpowicza to banda hipokrytów. Jest kobieta, która nie uznaje zdrady swego męża, bo ten nie sypia z młodszymi dziewczynamilecz z mężczyzną i łysy homofob-rasita, który uprawia seks z mężczyznami i nie potrafi wyrażać swych rasistowskich resentymentów. Jest kobieta, która w dzieciństwie nazywana była męskim imieniem Kuba i Azjata raz nazywany Kuanem, a kiedy indziej - Maksem. Są popękani, pełni sprzeczności. Aby pogodzić je ze sobą, uciekają w obłudę. Tylko dzięki niej mogą pozostać sobą i nie zwariować.
W "Ościach" Karpowicz stawia bowiem ryzykowną diagnozę: jeśli świat, w którym żyjemy, jest tak niejednorodny, także my musimy pogodzić się z własnym rozedrganiem. Jego bohaterowie łączą w sobie skrajne przeciwieństwa, ale rzadko targają nimi wielkie tożsamościowe dramaty. Z tych ostatnich niewiele bowiem wynika. Od dramatycznych gestów lepiej sprawdza się hipokryzja, pozwalająca przemilczeć i oswoić własne dychotomie.
Koniec języka
Postaci Karpowicza nie prowadzą zbyt wielu szczerych rozmów. Nie tylko dlatego, że nie wierzą w jednoczącą siłę rozmowy, ale dlatego, że nie potrafią ubrać w słowa swych niejednorodnych tożsamości.
Tu język się skończył – wcale nie ma terapeutycznej mocy. Niczego też nie tworzy. Rzeczy nazwane nie stają się mniej bolesne. Opowieść o cierpieniu wcale nie zmniejsza jego siły.
U Karpowicza język jest jednym z bohaterów opowieści. Tak było od zawsze – może tylko w "Gestach" autor poskramiał swą frazeologiczną butę i sięgał do nieco bardziej zużytych językowych kodów. W "Ościach" znów czyni język narzędziem i przedmiotem opisu. Jego fraza wije się nieustannie, znane frazeologizmy zostają rozbite i przetransformowane. U Karpowicza język się przepoczwarza. W magmowatym świecie, w którym wszystko podlega ciągłym redefinicjom, także język staje się tworem dynamicznym. Jednocześnie traci coś ze swojej siły – już nie jest uniwersalnym kodem jednoczącym swoich uczestników.
W jednej ze scen powieści starzejąca się feministka oprowadza po swej bibliotece. Na jej najwyższych półkach stoją dzieła Dostojewskiego, Manna i im podobnych, pisarzy tworzących w czasach, kiedy jeszcze zadawało się pytania o sens wszystkiego. Karpowicz nie zostawia wątpliwości – ten czas się skończył. W świecie wiecznej dezaktualizacji, największe pytania literatury brzmią wręcz karykaturalnie. Co pozostaje? Stawiać inne, mniej doniosłe, ale dokładniej sondujące współczesny świat.
Karpowicz stawia więc pytania o to, co może być spoiwem współczesnej rodziny i jak wygląda rzeczywistość zmieniających się i zwielokrotnionych tożsamości. Wreszcie – jak nazywać świat, do którego nie przyklejają się stare etykiety. W "Ościach" przenikliwość i literacka klasa Karpowicza idzie pod ramię z jego poczuciem humoru, a popkultura spotyka się z tak zwaną kulturą wysoką. Wszystko to składa się na powieść znakomitą: socjologizującą, ale psychologicznie bezbłędną, rozbuchaną, ale pełną dyscypliny.
Ignacy Karpowicz "Ości"
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013
wymiary: 145x205 mm, liczba stron: 472
ISBN: 978-83-08-05118-4
Autor: Bartosz Staszczyszyn, czerwiec 2013.