Spektakl Tomaszewskiego zabiera nas do "Gracjanlandu" (taki napis okala wspomniane słońce). Jaka to kraina? Ano taka, w której akceptuje się odmienność, mówi się prosto o sprawach niewymagających komplikowania, ma się do siebie i do innych dystans, potrafi się cieszyć z drobnych rzeczy. To spojrzenie nie tyle naiwne (czyli lekkomyślne, dziecinne), ile proste i wdzięczne. Jedyną sceną, w której dopatrzeć się można drwiny jest ta, w której Rafał Derkacz dokonuje reenactmentu (ponownego odegrania) filmiku, w którym Gracjan pokazuje, jak przyrządza karbowane frytki z soloną śmietaną. Jest to być może rzeczywiście ironiczne, ale przy okazji świetnie zagrane. Jest to też jedyny moment, w którym ktokolwiek rzeczywiście na chwilę wciela się w tytułowego bohatera i naśladuje jego zachowanie czy sposób mówienia.
Jednocześnie jednak wszyscy go przypominają: cała siódemka aktorek i aktorów występuje w charakterystycznych perukach – fryzurze-grzybku (czy, jak powiedzą złośliwi: obciętej od garnka) w kolorze jasnego blondu. Wszyscy noszą też skarpety do sandałów oraz emblematyczny dla Roztockiego outfit: koszulki polo pieczołowicie włożone w krótkie sportowe spodenki (w spektaklu pojawia się też "odświętna", błyszcząca wersja tego zestawu). Za kostiumy i wygląd całego przedstawionego świata odpowiada duet Bracia, czyli Maciej Chorąży i Aga Klepacka. Tandem tworzy prosty, pastelowy świat z niespodzianką: pozostając we właściwej sobie trashowej estetyce, artyści stawiają na scenie dwa obiekty wyglądające jak udrapowane hałdy ubrań z lumpeksu.
Plakat do przedstawienia "Gracjan Pan", reżyseria: Cezary Tomaszewski, 2020, fot. Capitol we Wrocławiu
W ogromnej głowie (stylizowanej na głowę Gracjana) kryje się jednak mikrofalówka (działająca!) i półka z przyborami, a w nieco upiornym drzewie – druga część kuchni, z lodówką. W pewnym momencie na scenę spadają zaś spore kamienie z gąbki – jak dowiadujemy się, to kamienie hejtu, z których wyczytać można wulgarne komentarze odnośnie Gracjana Roztockiego i jego twórczości. Wyobraźnia duetu Bracia i ich estetyka zaskakująco dobrze działają w spotkaniu z estetyką bohatera.
Tomaszewski zaznaczał, że jego musical nie będzie rzeczą biograficzną. Rzeczywiście, jest to afabularny, nieco dłużący się spektakl złożony z szesnastu songów, nie tyle opowiadający o życiu Roztockiego, ile podsumowujący i prezentujący jego wizję świata. Ta wizja – i tu zdziwiliby się internetowi hejterzy – otrzymała od wrocławskiej widowni owacje na stojąco. "Gracjan Pan" jest bowiem jak remedium na ogrom poważnych spektakli na "ważkie" tematy, zalew apokaliptycznych wizji, czy socjologicznych i futurologicznych diagnoz, z jakimi mamy do czynienia w sztukach performatywnych. W świetle wesołego, afirmatywnego "Gracjana Pana" to ten rzekomo "nienaiwny" świat jawi się jako śmieszny, nadęty i przekonany o własnej wyższości.