Fotograf utrwalił emocje osób zgromadzonych na Krakowskim Przedmieściu w reakcji na katastrofę w Smoleńsku. Zdjęcia wyróżniono trzecią nagrodą w konkursie World Press Photo w 2011 roku.
Cykl czarno-białych zdjęć Filipa Ćwika powstawał przez osiem dni. Fotograf pokazał ludzi, którzy zbierali się pod Pałacem Prezydenckim, by przeżywać wspólnie żałobę po katastrofie w Smoleńsku.
Text
W tym czasie czułem znaczną wspólnotę z tymi ludźmi i to niewątpliwie pomogło mi zrozumieć żałobę i odnaleźć w owym smutnym tłumie niebanalne emocje.
Fotograf pracował analogowym aparatem. W ciągu ośmiu dni zużył dwanaście negatywów, co oznacza, że wykonał około 430 zdjęć. Większość z nich stanowiły portrety. Na zdjęcie jednej osoby Ćwik przeznaczał tylko jedną klatkę – nie poprawiał swoich ujęć, zdał się na przypadek.
Na ziarnistych i kontrastowych fotografiach, Ćwik pokazuje fragmenty twarzy spotkanych osób, które dodatkowo doświetlił lampą błyskową. Ten zabieg pozwolił mu na wyabstrahowanie postaci z otoczenia, podkreślenie ich wyrazu twarzy, skupienie się na przeżyciach jednostek. Pod względem formalnym, fotografie Ćwika kojarzą mi się z pracami Bruce’a Gildena, amerykańskiego fotografa związanego z agencją Magnum, który w podobny sposób zaskakiwał przechodniów w Nowym Jorku (seria zdjęć "NYC").
Po otrzymaniu nagrody World Press Photo Filip Ćwik przypomniał atmosferę kwietnia 2010 roku:
Text
Gdy robiłem te zdjęcia, ludzi na Krakowskim Przedmieściu nie dzieliły jeszcze poglądy polityczne. Wtedy była swojego rodzaju jedność w żałobie. Sądzę, że to ta odległa od polskiego piekiełka uniwersalność zdjęć została doceniona.
Tytuł (nagłówek do zdjęcia)