Cynthia L. Haven, amerykańska krytyczka i literaturoznawczyni, poświęciła Czesławowi Miłoszowi aż trzy książki. W najnowszej z nich, "Miłosz w Kalifornii", pokazuje, jak na poetę wpłynął pobyt w Berkeley, a także jaki wpływ wywarł on sam na amerykańską literaturę. Jak zaznacza badaczka w pierwszym rozdziale:
Mam nadzieję, że opowiem jego historię od nowa – a przynajmniej jej część, bo żył długo – z perspektywy amerykańskiej, rzucając snop światła na elementy bagatelizowane lub niedoceniane przez Europejczyków. Tak, Miłosz był poetą świadectwa, ale dużo więcej niż tylko nim, tak jak galaktyka wykracza poza bycie pojedynczą gwiazdą. Na ile zmienił się pod naszym wpływem? Jak bardzo my zmieniliśmy się dzięki niemu? Jak postrzegamy jego historię z punktu widzenia innego krajobrazu, innego narodu?
Kalifornia jako miejsce wygnania
Haven nie ogranicza swojej opowieści do czterdziestu lat, które nasz poeta spędził w Kalifornii, lecz odtwarza jego powikłane losy po drugiej wojnie światowej. "W swym długim życiu Miłosz kilkakrotnie znalazł się na uchodźstwie, co za każdym razem odkładało się kolejną warstwą, która definiowała i wzbogacała jego psychikę, a zaczęło się to długo przed jego przybyciem do Kalifornii" – tłumaczy. Szczegółowo opisuje zwłaszcza jego pierwszy pobyt w Ameryce, kiedy to po wojnie czym prędzej opuścił komunistyczną Polskę, wstępując do jej służby dyplomatycznej, aby w styczniu 1946 roku przypłynąć do Nowego Jorku. Objął tam stanowisko referenta kulturalno-prasowego przy konsulacie, a po niespełna roku dostał nominację na attaché kulturalnego w Waszyngtonie. Haven bardzo ciekawie opowiada o ambiwalentnym stosunku Miłosza do Stanów Zjednoczonych – ich mieszkańców krytykował za powierzchowność, ale jednocześnie fascynował się amerykańską literaturą, którą w swoich esejach przybliżał polskim czytelnikom. Będąc w Nowym Jorku, próbował wejść w tamtejsze środowisko pisarzy i zaprzyjaźnił się ze znanym dramaturgiem Thorntonem Wilderem. W Ameryce zachwycała go też dzika przyroda ("Ameryka ma dla mnie sierść racoona / I oczy jego w czarnym okularze. / Miga chipmunkiem w złożach suchej kory […]"). Bezczasowe piękno i potęga natury, których doświadczał w Stanach, nie zdołały go jednak wtedy przekonać, by tam zostać. Z książki możemy dowiedzieć się o rozterkach Miłosza – Wilder namawiał go do ucieczki, ale na przykład Albert Einstein, którego poeta miał okazję poznać, ostrzegał przed losem wygnańca. Pilnie przyglądające się Miłoszowi FBI sądziło, że zostanie i poprosi o azyl polityczny. Poeta jednak zdecydował inaczej – przyjął nominację na stanowisko w Paryżu, dokąd wyruszył we wrześniu 1950 roku, zostawiając w USA ciężarną żonę Jankę i syna Antoniego. Po przyjeździe na miejsce miał wrażenie, że jest nieustannie śledzony przez UB, a gdy w grudniu przyjechał do Warszawy, odebrano mu paszport. Odzyskawszy go z wielkimi trudnościami, wrócił do Paryża:
1 lutego 1951 roku objuczony walizkami wsiadł do taksówki, która zawiozła go do Maisons-Laffite, miejscowości położonej ponad dwadzieścia kilometrów na północny zachód od Paryża. Biorąc na siebie ogromne ryzyko, zostawił za sobą ponad pięcioletnią służbę komunistycznej Polsce. Był pierwszym wyróżniającym się pisarzem i intelektualistą, który zbiegł z bloku sowieckiego, i pierwszym, który przedstawił powody swej ucieczki publicznie na konferencji prasowej, mówiąc, że kłamstwo jest źródłem wszelkich zbrodni, a "naczelnym obowiązkiem poety jest mówić prawdę".
Po ucieczce Miłosz przez trzy i pół miesiąca ukrywał się w siedzibie paryskiej "Kultury". Niemal od razu zaczął gorączkowo pisać jedno ze swoich najsłynniejszych dzieł, czyli "Zniewolony umysł". Jego sytuacja nie należała do łatwych. Haven bardzo ciekawie opisuje administracyjno-wizowe przeszkody, które napotkał, chcąc dołączyć do żony i synów w Stanach Zjednoczonych. Ameryka weszła wtedy w okres makkartyzmu i nie tylko FBI, ale też polskie środowisko emigracyjne w Stanach podejrzewały Miłosza o bycie "zajadłym komunistą" i stalinowską wtyczką. Żona Miłosza, Janka, która zaciekle walczyła o wizę dla męża, pewnego dnia powiedziała urzędnikom z Departamentu Stanu: "Będziecie żałować, bo on dostanie Nagrodę Nobla". W końcu jednak zrezygnowana zdecydowała się wyjechać z synami i dołączyć do męża we Francji.
Zaproszenie do Stanów przyszło do Miłosza później – i to w sposób, którego się zupełnie nie spodziewał. W 1959 roku Francis Whitfield, dziekan slawistyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, zaproponował mu tam gościnne wykłady. Początkowo Miłosz odmówił, ale dziekan, którego żoną była emigrantka z Polski, był uparty. Ponowił zaproszenie w kolejnym roku i tym razem otrzymał odpowiedź pozytywną. W 1960 roku dobiegający pięćdziesiątki Miłosz objął stanowisko na Uniwersytecie Kalifornijskim. Nauczanie było dla niego nowym doświadczeniem, ale mimo to znakomicie sprawdził się w tej roli, a jego wykłady złożyły się na wydany w 1969 roku podręcznik "History of Polish Literature".