Z kolei Colette Dalal Tchantcho pochodzi z Kuwejtu (ma również korzenie afrykańskie), mieszka w Wielkiej Brytanii. Jako aktorka szukała możliwości połączenia tańca i śpiewu, ale nie w formach typowych dla teatru muzycznego. – W Szkocji zobaczyłam przedstawienie "Pieśni Leara" i to było dla mnie mocne, duchowe doświadczenie. Poza tym jestem zafascynowana Szekspirem - dodaje Colette.
Do grona 17 artystów zaproszona została również Ifi Ude (wł. Diana Ifeoma Ude), znana polsko-nigeryjska wokalistka, która ma już za sobą również aktorski debiut w filmie. – W Teatrze Pieśń Kozła jestem chyba dlatego, że nie boję się ryzykować w muzyce. W przypadku "Crazy God" to o tyle ważne, że zaciera się tu różnica między wokalistą, muzykiem, tancerzem a aktorem, każdy z nas wychodzi poza ramy swojego kunsztu. Niesamowite jest to, że w ten sposób odkrywamy w sobie nowe talenty. W czasie prób dowiedziałam się, że mam czterooktawową skalę głosu - mówi Ifi Ude.

"Crazy God", Teatr Pieśń Kozła, fot. Mateusz Bral
Muzykę do spektaklu komonuje Katarzyna Szwed, młoda, ale już doceniana polska kompozytorka muzyki współczesnej. To jej pierwsza współpraca z teatrem. - Pisząc muzyke do spektaklu "Crazy God" skupiłam się na próbie stworzenia czegoś masywnego w wyrazie. Chór jest duży, akordy mocne i gęste. Nie ma miejsca na słabe i letnie momenty. Na scenie będą tylko skrzypce, wibrafon, bębny i głosy aktorów. Autorem kompozycji instrumentalnych i aranżacji jest Adam Clifford, perkusista ze Szkocji. W spektaklu pojawią się teksty napisane specjalnie na potrzeby sztuki oraz kolaże poetyckie inspirowane "Hamletem" Szekspira, dziełem Heinera Müllera "HamletMachine" oraz poematem "Skowyt" Allana Ginsberga. Scenografię, masywną, żelazną i ciężką, tworzy prof. Robert Florczak. Kostiumy projektuje Alicja Gruca.

"Crazy God", Teatr Pieśń Kozła, fot. Mateusz Bral
Premiera spektaklu odbyła się 1 lipca 2016, na inaugurację Brave Festival, na dużej scenie Teatru Polskiego we Wrocławiu. Publiczność przyjęła spektakl gorącymi owacjami.W popremierowych relacjach czytamy:
"Spektakl zaczął się tak, jak zaczyna się koncert muzyki symfonicznej. Artyści zasiedli na żelaznych krzesłach, z których każde jest unikatowym dziełem sztuki, stanął przed nimi dyrygent, lecz jedynymi instrumentami były ich własne głosy. (...) Stopniowo coraz bardziej wyrazisty i mocny stawał się również przekaz spektaklu. Wybrzmiał w nim egoizm, obnażone zostało szaleństwo i bezwzględność władzy, a także opresyjne formy obyczajowości, w tym tabu związane m.in. z relacjami rodzinnymi i seksualnością."
"(...) Nastrój spektaklu współtworzyła ciężka, żelazna scenografia, stworzona przez Roberta Florczaka. Oprócz 17 krzeseł jej stałym elementem były również czarno-białe wizualizacje – przepływające w tle teksty i słowa. Mocnym akcentem były też trzy wirujące koła, inspirowane człowiekiem witruwiańskim Leonarda da Vinci, które pojawiły się na scenie pod koniec spektaklu."
źródło: materiały prasowe, oprac. AL