"Wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu", po 1643, nieokreślony malarz włoski, olej na płótnie, 116 x 386 cm, fot. Zamek Królewski na Wawelu
W zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu zachował się jeden z kilku obrazów przedstawiających wydarzenie niezwykle ważne dla nowożytnej historii Polski: wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu w 1633 roku.
Jerzy Ossoliński (1595-1650), sprzymierzeniec i przyjaciel króla Władysława IV Wazy, piastował najważniejsze stanowiska w państwie. Był synem Jana Zbigniewa Ossolińskiego, posła na sejm, wojewody podolskiego i sandomierskiego oraz kasztelana tarnowskiego. Edukował się u jezuitów w Pułtusku i w stryryjskim Grazu, a później także na uniwersytecie w Lowanium (Leuven, obecna Belgia).
Do 1616 roku czas spędzał na podróżach i dalszej edukacji uniwersyteckiej w Europie Zachodniej. Po powrocie do Rzeczypospolitej został przyjęty na służbę na dworze królewskim. Z pomocą Jerzego Ossolińskiego król Zygmunt III Waza prowadził negocjacje podczas wojny polsko-rosyjskiej, wysłał go również do Anglii w celu zdobycia poparcia dla wojny z Turkami. Sukcesy Ossolińskiego - wszak od Jakuba I Stuarta uzyskał do dyspozycji oddział żołnierzy angielskich - spowodowały szybki rozwój jego kariery: w 1622 roku po raz pierwszy został posłem na sejm, następnie dwukrotnie sprawował godność marszałka, wreszcie w kwietniu 1632 roku otrzymał tytuł podskarbiego nadwornego koronnego. W tym czasie dał się również poznać jako gorący zwolennik kontrreformacji, wróg wszelkich ruchów innowierczych.
Znacząca i ciągle wzrastająca pozycja Jerzego Ossolińskiego na dworze nowego króla Władysława IV Wazy sprawiła, iż stał się on idealną osobą do objęcia funkcji posła na dwór papieża Urbana VIII, znanego ze swej nietolerancji religijnej. Początkowo planowano wysłać osobę mniejszej rangi, opata jędrzejowskiego, znanego również w Rzymie ze swoich zasług, Stanisława Reszkę. Papiestwo uznało jednak, iż oczekuje osoby o większym znaczeniu w państwie.
Wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu 27 listopada 1633 roku przeszedł do historii ze względu na swoją niezwykłą oprawę. Informacji o rozmachu i konstrukcji pochodu dostarcza panoramiczny obraz nieznanego autrostwa, powstały po 1643 roku, określa bowiem Ossolińskiego mianem kanclerza wielkiego koronnego, który to tytuł otrzymał w 1643 roku. Na płótnie, w lewym dolnym rogu, poszczególnymi literami alfabetu i inskrypcjami w języku włoskim określono poszczególne fragmenty parady. W tym zakresie obraz oparty jest na pochodzącej z 1633 roku akwaforcie Stefana Dolabelli, naocznego świadka wydarzeń. O ile jednak akwaforta "Entrata in Roma dell' eccelmo Ambasciatore di Pollonia l'anno 1633" dostarcza dokładnych informacji o strukturze pochodu - postacie widzimy bowiem z profilu - o tyle obraz jest wykonany z punktu widza, jednego z gapiów, obejmującego dokładnym spostrzeżeniem tylko najważniejsze elementy wydarzenia.
Na przedzie parady jechało dwóch szlachciców ze służby posła, za nimi dwadzieścia dwa wozy okryte czerwonym drogim suknem z herbami polskiej magnaterii, biorącej udział we wjeździe (na obrazie ich nie ukazano). Dalej: dziesięć wielbłądów z głowami przyozdobionymi srebrnymi nićmi i garbami okrytymi tkaninami z aksamitu pokrytego złotem. Za wielbłądami, prowadzonymi przez Tatarów i Ormian, szli wystrojeni w zielone aksamity trębacze poselscy. Następnie jechali kozacy z muszkietami i rusznicami, dalej oddział jazdy papieskiej (widoczny na trzecim planie obrazu), pokojowcy jazdy papieskiej i pokojowcy kardynalscy na mułach. Za nimi podążał starszy pokojowy posła, Kociszewski, wraz z trzydziestoma podwładnymi. Dalej służący prowadzili pięć koni tureckich, które ponoć gubiły złote podkowy, celowo wcześniej źle przymocowane. Siodła tych koni były wystrojone diamentami, rubinami i turkusami. Następnie jechali dworzanie posła hiszpańskiego oraz trzydziestu dworzan polskiego posła, wśród których pierwszym był Jakub Zieliński, marszałek dworu poselskiego i podczaszy bracławski.
Najwybitniejsze postaci orszaku malarz przedstawił na pierwszym planie. W pochodzie jechali tu: Jan Komorowski, kanonik krakowski, w towarzystwie dwóch posłów rzymskich, Aleksander, Jan i Kazimierz Naruszewiczowie, synowie podskarbiego wielkiego litewskiego, a także Krzysztof Lanckoroński, Stanisław Minocki, siostrzeniec posła Karol Korniakt, kanonik płocki Filip Lipski i dwaj sekretarze królewscy - Domenico Roncalli i Dobiesław Ciekliński. Jeden z koni zerwał ponoć złoty łańcuch, rzucając jego fragmenty w tłum gapiów.
Za wspomnianą grupą osób podążali młodzi polscy magnaci z najsłynniejszych katolickich domów: Zebrzydowski w stroju francuskim, Piotr Potocki, Krzysztof Gosiewski, Henryk i Zbigniew Firlejowie, Teodor Tarnowski, Aleksander Lubomirski, Mikołaj Ossoliński, Andrzej Grudziński i Piotr Daniłowicz.
Wreszcie, po prawej stronie obrazu mamy samego posła Ossolińskiego, ubranego w biały altembasowy dołoman, zdobiony złotymi kwiatami. Na głowie miał złotą czapkę z zaponą z kitą, podobno dekorowaną diamentami, zaś przy boku złotą szablę wysadzaną rubinami o znacznej wartości. Dekoracje siodła poselskiego rumaka nie ustępowały pozostałym i również zawierały drogocenne kamienie. W pobliżu Ossolińskiego jechało trzydziestu ludzi z jego świty oraz oddział papieskich Szwajcarów.
Potężny orszak, składający się prawdopodobnie z kilku tysięcy ludzi (choć dokładna ich liczba nie jest znana), przeszedł ulicami Rzymu aż do budynków watykańskich. Z Zamku Anioła na cześć pochodu rozległy się wystrzały armatnie. Bazylika św. Piotra, a także Zamek Anioła zostały przedstawione na obrazie ze zbiorów wawelskich jako cel wędrówki orszaku.
Wjazd polskiego poselstwa do Rzymu w 1633 roku stał się wydarzeniem długo opiewanym przez polskich historiografów, rytowników, czy malarzy. Wjazd podziwiano w całej Europie, dzięki rozmaitym drukom, publikacji w "Gazette de France" i obrazom. W Polsce znalazły się cztery dzieła o tej tematyce: opisywany obraz znajdujący się w zbiorach wawelskich, drugi anonimowy, umieszczony obecnie w Kórniku, trzeci wykonany przez Canaletta i przechowywany w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i czwarty, zaginiony, stworzony dla rezydencji posła w Ossolinie (sam pałac również nie istnieje).
Jerzy Ossoliński triumfalnie powrócił do kraju z nadanym mu przez papieża tytułem książęcym: princeps Ossolinski, dux in Ossolin. Po drodze został przyjęty w Wiedniu przez cesarza Ferdynanda II. Wkrótce miał też decydować o losach kraju: rokował ze Szwedami, z radą miasta Gdańska, posłował na sejm Rzeszy, wreszcie w 1643 roku doszedł do szczytu swojej kariery osiągając tytuł kanclerza wielkiego koronnego - najwyższy świecki urząd w Rzeczypospolitej. Po śmierci króla Władysława IV Wazy faktycznie przejął na dwa lata rządy zanim na tronie zasiadł, z silną pomocą Ossolińskiego, Jan Kazimierz. Jako osoba niezwykle majętna, kanclerz fundował na swoich ziemiach, przede wszystkim w województwie sandomierskim, wspaniałe świątynie (m.in. w Klimontowie) oraz budował wystawne rezydencje. Słynny Ossolin odpowiadał chyba ambicjom magnata i przypominał rozmachem i przepychem wnętrz sławny wjazd do Rzymu.
Autor: Jakub Jagiełło, kwiecień 2011
• "Wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu"
po 1643
nieokreślony malarz włoski
olej na płótnie, 116 x 386 cm
wł. Zamek Królewski na Wawelu