Ciekawy jest także sam sposób malowania. Jak pisała Ewa Micke-Broniarek w katalogu artysty wydanym w 2014 roku:
obraz zwraca uwagę niejednorodną strukturą warstwy malarskiej. Oświetlone słońcem fasada katedry i dzwonnica są malowane impastowo, wielokrotnie nakładaną farbą, która tworzy grubą powierzchnię o bogatej fakturze. Precyzyjnie wymodelowane poszczególne elementy dekoracji architektonicznej wydają się niemal trójwymiarowe niczym płaskorzeźba – w partiach oświetlonych farba ma suchą i porowatą strukturę, w ciemnych przypomina lśniącą emalię, co jest wynikiem wielokrotnie nakładanych laserunków. Spowity cieniem pierwszy plan oraz partia nieba również została opracowana fakturalnie, ale warstwa malarska jest tu o wiele cieńsza. Niektóre postacie sztafażu i latarnie są niemal przezroczyste, ich zarysy zostały naniesione na powierzchnię malowidła już po wyschnięciu farby.
Przyjrzymy się więc dolnej partii obrazu. Widzimy na niej Włochów śpieszących na wieczorne nabożeństwo do kościoła, ale także handlujących pod figurą św. Andrzeja czy czerpiących wodę z fontanny. Gierymski także w tej części kompozycji skupił się na szczegółach – pomimo zanurzenia w głębokim cieniu możemy dostrzec intensywne czerwienie chustek, jakie mają na sobie Włoszki, czy też zieleń sprzedawanych owoców i warzyw oraz biel detali architektonicznych.
Końcowy etap twórczości Gierymskiego to nie tylko zainteresowanie światłem jako elementem wydobywającym kształty i kolory budynków, postaci czy rzeczy, ale również jego symbolicznym znaczeniem. Maluje więc np. skąpany słońcem rzymski Piazza Popolo czy rozświetlane promieniami nawy bazyliki św. Marka w Wenecji.
Jak zauważał Michał Haake, postaci pojawiające się na obrazach Gierymskiego, zwłaszcza w scenach związanych z kościelnymi wnętrzami, mogą nieść ze sobą określone znacznie. Nie są jedynie sztafażem, ale niejako streszczają to, jaką metaforyczną rolę na danym obrazie pełni światło. W przypadku naszego obrazu widzielibyśmy wiernych, którzy z pogrążonego w mroku placu, gdzie toczy się życie codzienne, patrzyliby na promieniejącą fasadę kościoła.
Co ciekawe, warto zauważyć, jak Gierymski wykadrował całą scenę. Malarz zastosował pewnego rodzaju "uskokowość" kolejnych warstw obrazu, które układają się jedna za drugą. Stąd też, choć nie widzimy całego miasta położonego pomiędzy górami a morzem, to nie mamy wątpliwości, że właśnie w takim otoczeniu się ono znajduje, zaś katedra i plac przed nią stanowią jego najważniejszą część.