Uchodźcy w doniczkach
Gdy miniemy betonowego Jelenia Origami, trafiamy na kolekcję roślin doniczkowych. Są wśród nich juki, monstery, sukulenty, paprocie i inne swojskie gatunki – popularne ozdoby miejsc pracy i mieszkań.
Pomiędzy roślinami stoją ogromne podświetlane fotografie. Przedstawiają zrujnowane wnętrza: na wpół spalone sale, biura, w których z czterech ścian zostały tylko trzy, splądrowane pokoje ze szczątkami mebli, pomieszczenia z oknami, w których nie ostała się ani jedna szyba. Zdjęcia wykonano w takiej rozdzielczości, że stojąc przed nimi trudno oprzeć się wrażeniu, iż wystarczyłby jeden krok, by wejść w ten zdewastowany świat – w strefę konfliktu i zniszczenia.
Kadyrowa wykonała fotografie w zniszczonych przez Rosjan ukraińskich instytucjach publicznych: bibliotekach, domach kultury, muzeach w różnych miastach i miasteczkach – od Bohdaniwki po Chersoń. Na zdjęciach nie ma ludzi. Są za to rośliny doniczkowe, które przetrwały ataki rakietowe, bombardowania i pożary wzniecone przez najeźdźców. W 2023 roku artystka rozpoczęła akcję ich ewakuacji ze zrujnowanych obiektów. Przewoziła rośliny do Kijowa i otaczała troskliwą opieką, bo niewiele z nich wyszło z wojennych doświadczeń bez szwanku: większość była połamana, przesuszona, przemarznięta, ledwo żywa.
Po rekonwalescencji doniczkowe kwiaty zaczęły podróżować z Kadyrową i brać udział w jej wystawach – przed Białymstokiem gościły między innymi w Pradze i Monachium. Podobnie jak Jeleń, występują w roli nie-ludzkich uchodźców, których historie i obecność jest dobitnym świadectwem toczącej się w Ukrainie wojny.
Ratowanie róż na tle płonącego pejzażu
„Nie czas żałować róż” – mógłby powiedzieć ktoś, przechadzając się między doniczkowymi roślinami ewakuowanymi przez Kadyrową z przyfrontowych stref. Tę samą wątpliwość można zresztą wyrazić wobec zajmowania się sztuką w czasie wojny. W ujęciu artystki sztuka nie jest jednak ornamentem rzeczywistości. Nie jest też wyłącznie praktyką dawania świadectwa – choć ten wymiar jej twórczości również ma istotne znaczenie.
Jeden obraz, w którym roślina-uchodźczyni albo wędrujący przez Europę pomnik zmuszony do ucieczki ze swojego miasta urastają do rangi alegorii, wart jest nie tylko tysiąca słów, lecz także tysiąca medialnych newsów. Przede wszystkim jednak tworzenie staje się tu formą oporu wobec niszczycielskiego żywiołu wojny – wypowiedzianej przez agresora nie tylko państwu, jego obywatelom i ich kulturze, lecz również przyrodzie i pejzażowi.
O tym, jak piętno wojny naznacza ukraiński krajobraz, opowiada projekt Las. To rozbudowana „wystawa w wystawie”, owoc dwuletniej pracy Kadyrowej, na którą składają się autorskie realizacje artystki, a także bogaty wybór materiałów archiwalnych: filmów, fotografii, tekstów, map i wyników badań. Punktem wyjścia jest wysadzenie przez Rosjan w czerwcu 2023 roku zbudowanej w czasach sowieckich tamy elektrowni wodnej w Kachowce. Akt ten był zbrodnią wojenną wymierzoną jednocześnie w ludzi i naturę – zniszczenie tamy doprowadziło do katastrofy ekologicznej na ogromną skalę.
Kadyrowa pokazuje moment, w którym krajobraz przestaje być wyłącznie sceną działań wojennych i sam staje się ich ofiarą. Las jest jednak również opowieścią o zdolności przyrody do regeneracji i odradzania się – kolejną alegorią oporu, który po 2022 roku stał się motywem przewodnim twórczości artystki.
Innym leitmotivem Awulsji jest wędrówka. Kadyrowa jawi się na tej wystawie jako artystka nieustannie będąca w drodze. W projekcie Military Mail Express dociera aż do Kolumbii. Na wideo widzimy ją, jak przemierza ulice Medellín, dźwigając na plecach metalowe pudło noszące ślady odłamków. To skrzynka pocztowa. Artystka przywiozła w niej listy od kolumbijskich żołnierzy i żołnierek z jednostki Guajiro, których odwiedziła wcześniej w Ukrainie, na linii frontu w rejonie Charkowa. W międzynarodowych brygadach walczących po stronie Kijowa ochotnicy z Kolumbii należą do najliczniej reprezentowanych narodowości.
Żanna obiecała żołnierzom z jednostki Guajiro, że nie tylko osobiście zawiezie ich listy do Kolumbii, ale także przywiezie z powrotem odpowiedzi. Prezentując projekt podczas Biennale w Medellín, opowiadała widzom o ich rodakach walczących w Ukrainie i zachęcała do napisania do nich kilku słów – w geście wsparcia. Odzew okazał się ogromny. W Białymstoku cała ściana galerii wypełniona jest listami do ochotników; wiele z nich napisały i ozdobiły rysunkami dzieci.
W figurze artystki-listonoszki wożącej w metalowej skrzynce papierowe listy między dwoma kontynentami jest coś jednocześnie romantycznego i absurdalnego: dzieje się to przecież w czasach, gdy każdy – także kolumbijski żołnierz w okopie pod Charkowem – może pozostawać w stałym kontakcie online z dowolnym miejscem na planecie. W tym szaleństwie kryje się jednak metoda, a właściwie trafne rozpoznanie wojennej kondycji. Wojna nie jest wirtualna. Uczestniczą w niej ciała z krwi i kości, narażone na zranienie i śmierć.
Pocztowy projekt Kadyrowej odnosi się do fizyczności wojny, ale stawia też pytanie bardziej ogólne: jak dziś nadać emocjonalną wagę i znaczenie wiadomości – niezależnie od tego, czy będzie to list z frontu, czy dzieło sztuki – tak, by stała się medium międzyludzkich więzi i solidarności, a nie kolejną kroplą w zalewających świat potokach informacji.
Jednocześnie, w charakterystyczny dla siebie performatywny sposób, artystka udziela odpowiedzi na jeszcze jedno pytanie: o rolę, jaką ma do odegrania osoba artystyczna w czasie wojny. Żanna Kadyrowa, w czasie pokoju rewolucyjnie nastawiona agentka społecznej zmiany, teraz wybiera rolę łączniczki. Przemierza szlaki ewakuacyjne i migracyjne trasy, kursuje między linią frontu a światem sztuki, przenosi wiadomości, obrazy i świadectwa. Buduje i podtrzymuje relacje między ludźmi, roślinami, pejzażami, a także między walczącymi i tymi, którzy wciąż cieszą się pokojem. Dopóki te więzi trwają, trwa również opór i nadzieja, że nie zostanie złamany.