Tym większą rolę w tworzeniu ekranowego ruchu odegrali aktorzy, których twórcy zaprosili do współpracy. Zamiast rysować storyboardy, Szczerbowski i Lavis korzystali bowiem z pomocy rzeczywistych aktorów i zapraszali do współpracy swoich przyjaciół – ci najpierw odgrywali filmowe sceny, a później ich gestykulacja i sposób poruszania w kadrze przenoszony był na animowane lalki. Na potrzeby tych zdjęć twórcy stworzyli nawet pokoje wypełnione rekwizytami podobnymi do tych obecnych w filmie.
Chris Lavis mówił w rozmowie z Deadline:
Moment, w którym pracujemy z aktorem, to chwila, gdy scena naprawdę ożywa i możemy się bawić.
Maciek Szczerbowski dodawał:
To tak, jakby film rozgrywał się na żywo przed nami, a naszym zadaniem w tym momencie jest wybór miejsca, w którym ustawimy się z kamerą. Jak spojrzeć na to, co dzieje się przed nami? (…) Szczerze mówiąc, animacja poklatkowa to rygorystyczny proces, w którym nie ma miejsca na improwizację. Jedyna spontaniczność i zabawa, jaką możesz mieć, to właśnie te momenty, gdy najpierw pracujesz z aktorami. Gdy pacynki są już na miejscu, a oświetlenie jest włączone, nie można być zbyt pomysłowym. Musisz przejść od pierwszej klatki do ostatniej.
Przygotowując się do realizacji filmu, jego autorzy musieli stworzyć nie tylko modele filmowych lalek, ale też precyzyjnie zaprojektowane scenografie oddające rzeczywistość Montrealu z przełomu XIX i XX wieku: miejskie kamienice z wytwornymi sklepami i biedne pustostany, nabrzeże z przycumowanym do brzegu transportowcem i lombard wypełniony mnóstwem przedmiotów. Współautorem ich filmu okazał się… przypadek i powodowane przez niego losowe zdarzenia. Przykładem może być makieta domu będąca centralnym punktem dużej części filmowych ujęć, której ekranowy kształt różni się od oryginalnego projektu. W rozmowie z portalem kanadyjskiej Narodowej Rady Filmowej twórcy wspominali:
Oryginalną makietę domu pozostawiliśmy przed naszym studiem do wyschnięcia. Niespodziewanie lunął deszcz i gdy wróciliśmy, śmigło było już wykrzywione. Ale tak naprawdę wyglądało to lepiej niż przedtem, więc zdecydowaliśmy się je wykorzystać.
Nie był to jedyny wypadek, który okazał się dla autorów szczęśliwy. Wynikiem nieporozumienia były także… filmowe lalki. Powstawały one w czasie epidemii koronawirusa, a sanitarne obostrzenia sprawiały, że autorzy nie mogli pracować ramię w ramię. Przygotowując je , podzielili się więc obowiązkami: jeden tworzył korpusy, drugi – głowy marionetek. W trakcie prac doszło do pomyłki, a dokładniej – nieporozumienia dotyczącego skali przygotowywanych lalek, przez co gotowe modele okazały się mieć małe korpusy i nieproporcjonalnie duże głowy. Zamiast jednak przejmować się komunikacyjnym niepowodzeniem, Lavis i Szczerbowski postanowili wykorzystać nieoczekiwany prezent od losu: lalki z surrealistycznie dużymi głowami stały się częścią filmowej estetyki.
Przedmioty, które żyją