Odmowa i Zwycięzcy, do których się odwołujesz, powstały w dość odległej rzeczywistości geopolitycznej. Od 2022 roku na Ukrainę spadają rakiety i drony. Wiem, że byłeś tam. Co zobaczyłeś?
Przede wszystkim nie jeżdżę do Ukrainy na zlecenie. Moje wyjazdy to raczej pokłosie instynktu, który wykształcił się we mnie podczas pracy z Archiwum Protestów Publicznych – szybkiego reagowania na to, co dzieje się wokół. Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę w 2022 roku, już następnego dnia byłem na granicy polsko-ukraińskiej. Nie pojechałem jednak od razu dalej, nie jeżdżę w rejony bezpośrednich walk, bo się boję, nie potrafię się tam poruszać i uważam, że moje koleżanki i koledzy robią to znacznie lepiej ode mnie.
Pojawiła się we mnie jednak potrzeba doświadczenia i zobaczenia tego, co dzieje się w przestrzeni cywilnej, daleko od frontu. Dotychczas jeździłem głównie do Kijowa i okolic, trochę z myślą o tym, że te realia mogą zacząć z czasem dotyczyć nas, Polaków. Chciałem zobaczyć, jak ludzie radzą sobie z permanentnym napięciem i zagrożeniem, nawet daleko od linii frontu.
Na miejscu fotografuję w zasadzie wszystko: miejsca, ludzi, zbieram ich historie. Nigdy nie mieszkam w hotelach, zawsze zatrzymuję się u znajomych na zwykłych osiedlach. Czymś, co się powtarza na moich zdjęciach, są schrony. Piwnice w blokach, korytarze, które zamieniają się w bezpieczną przestrzeń, w miejsce przetrwania.
Moje wyjazdy wiążą się też z procesem oswajania własnego strachu. Pamiętam pierwszy pobyt w marcu 2022 roku we Lwowie. Byłem kompletnie przerażony, gdy o trzeciej nad ranem usłyszałem alarm przeciwlotniczy, a w budynku nie było schronu. Otworzyłem specjalną aplikację w telefonie, spakowałem się w dwie minuty i w pełnym rynsztunku zbiegłem na dół. Na ulicy było ciemno, trwała godzina policyjna, a ja nie miałem nawet legitymacji prasowej. Biegałem z plecakiem w środku nocy, starając się dobić do zamkniętych drzwi sąsiedniej kamienicy, żeby ktoś otworzył mi schron. Byłem jedyną osobą na ulicy. Dziś ta sytuacja wydaje mi się zabawna, ale wtedy byłem potwornie przerażony. Z każdym kolejnym wyjazdem uczyłem się tam funkcjonować.