Natalia Sajewicz: Zacznijmy od początku – w jaki sposób znajduje się muzykantów do takiego projektu?
Magdalena Tejchma: Zaczęło się kilka lat przed samym wyjazdem. Piotrek poznał Lucasa Antunesa dos Santos z miejscowości Mallet, który jest kierownikiem tamtejszego zespołu folklorystycznego.
Piotr Baczewski: Tak, zespół folklorystyczny Mazury z Mallet dostał Nagrodę Kolberga w 2018 roku. Odbierał ją Lucas, ja przyszedłem tam dla znajomej kapeli. Tak się poznaliśmy w złotej sali Zamku Królewskiego. Kilka lat później Lucas nieoczekiwanie odezwał się do mnie, żeby zaproponować współorganizację festiwalu muzyki polskiej – zachęcał, żebyśmy przyjechali do Parany [stan na południu Brazylii, w którym znajduje się miasteczko Mallet – przyp. red.], wysyłał filmiki, opowiadał o starszych muzykantach.
MT: Dla nas było to początkowo trochę abstrakcyjne.
PB: Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Muzykę brazylijskiej Polonii znaliśmy tylko z płyty Polacy w Brazylii i Argentynie wydanej przez Polskie Radio w 1998 roku. Nagrań dostępnych w internecie praktycznie nie było.
MT: Można było trafić na pojedyncze blogi podróżnicze. Tak czy tak, stwierdziliśmy, że pojedziemy, zobaczymy, będzie przygoda.
PB: Lucas przysyłał nam dla zachęty filmy i rzeczywiście – siedzi starszy gość w garniturze, piłuje na skrzypcach, ktoś gra na bębenku.
MT: Trzeba tu nawiasem wspomnieć, że studenci z Uniwersytetu Adama Mickiewicza odwiedzili brazylijską Polonię w 2009 roku, ale ich nagrania są do dziś niedostępne. W Brazylii pojawiali się też etnolingwiści, badający język tamtejszej Polonii. To była działka lepiej w Polsce opisana niż muzyka.
W 2023 roku w końcu dotarliśmy do Brazylii i trzeba przyznać, że nasza praktyka badań terenowych wypracowana w Polsce niezwykle nam pomogła odnaleźć muzykantów i zrealizować nagrania.
Na czym polega ta praktyka?
MT: Wiedzieliśmy, że trzeba mieć lokalnego przewodnika, kogoś z samochodem, no i trzeba pytać i pytać, ciągnąć za język.
PB: Mieliśmy jeszcze jeden atut – braliśmy ze sobą muzyków, osoby grające polską muzykę tradycyjną – Mateusza Kowalskiego, Kazika Nitkiewicza, Asię Skowrońską, Marysię Stępień. Dzięki temu ludzie mogli nawiązać z nami relację, otworzyć się. Nagle Polacy zaczynają grać polską muzykę w środku brazylijskiej dżungli, 20 kilometrów od najbliższego miasteczka – to świetny początek zawarcia znajomości z członkami Polonii. Te spotkania były dla tych osób bardzo wzruszające i budowały zaufanie do nas.
MT: Osobom, które chcemy nagrać, o wiele łatwiej jest się otworzyć, gdy spotkają po drugiej stronie innych muzyków. Można wspólnie coś popróbować, zaśpiewać, zagrać. Często było tak, że ja czy Piotrek nie musieliśmy już prosić czy zadawać dodatkowych pytań. Impuls wystarczył, by muzykanci rozpoznawali, że są wśród swoich.
PB: Proces nagrywania był dla wielu osób ekscytujący i niezwykły – koncert i zabawa odbywają się na podwórku własnego domu.
MT: Często tym osobom otwierały się przy okazji takie rezerwuary pamięci, do których dawno nie sięgali. Z naszej praktyki w Polsce wiemy też, że trzeba do ludzi wracać. Czasami wydaje się, że ktoś już niczego więcej nie pamięta, przyjeżdża się na drugi dzień i okazuje się, że ta osoba nieustannie śpiewa. To dotyczy zwłaszcza starszych ludzi, którzy raz mają lepszy dzień, raz gorszy.