Cios w serce
Scena z przedstawienia "Nadchodzi chłopiec" w reżyserii Marcina Wierzchowskiego, 2019, fot. Magdy Hueckel/Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Lektura "Human acts" przywiodła mu na myśl tę wcześniejszą, białostocką pracę. "Miałem wrażenie, że już tam byłem", wspomina reżyser. I dodaje, że nie miał wówczas pojęcia, gdzie jest Gwangju, ani co wydarzyło się między 18 a 27 maja 1980 roku. "Stopniowo zaczynałem ten obraz rekonstruować", mówi o początkach tworzenia koncepcji nowego spektaklu. Kolejnym wyraźnie brzmiącym "rymem" okazała się obecna w powieści Han Kang figura chłopaka, która przypominała postać z białostockiej fantazji o wojnie domowej w Polsce roku 2028. "Pomimo różnic faktograficznych te dwie rzeczy zaczynają istnieć obok siebie w mojej głowie", mówi Wierzchowski i dodaje, że ostatecznym "ciosem w serce", który zadecydował o pójściu za tym pomysłem, okazał się głos samej autorki obecny w epilogu powieści. W ostatnim rozdziale Han Kang opowiada swoją historię: w 1979 roku, jako dziewięciolatka, przeprowadza się z rodzicami z Gwangju do Seulu. Ich dom przechodzi w ręce nauczycielskiej rodziny z trójką synów. Rok później Han Kang dowie się, że najmłodszy z synów ginie w brutalnie stłumionych zamieszkach, a całe wydarzenie przepoczwarza się w rodzaj niezawinionego grzechu, który przez kilkadziesiąt lat towarzyszy kobiecie. Splot wszystkich tych okoliczności doprowadził Wierzchowskiego do stworzenia czterogodzinnego, hipnotyzującego spektaklu o traumie i afektywnym wymiarze historii.
">>Koreańskość<< albo >>polskość<< nie miały dla nas znaczenia", mówi natomiast scenografka Anna-Maria Karczmarska, wskazując na ponadnarodowy, egzystencjalny wymiar przedstawienia, w którym postaci z porządku realistycznego spotykają się ze zjawami. Ów widmowy charakter podkreślony został przez artystkę m.in. w scenografii części spektaklu umiejscowionej w Polsce:
Mieszkanie, w którym toczy się akcja, jest stare, wypełnione meblami z lat 80. i 90. Do tego jest zdewastowane, na podłodze leży gruz, widać ślady po pożarze. Bohaterowie jednak nie zauważają śladów zniszczenia. Myślę, że takie elementy stwarzają efekt dziwności, podwójności, budują napięcie między tym, co rzeczywiste a tym, co wyobrażone.