To nie tylko poprawność polityczna, lecz także próba naprawiania rzeczy, których nie da się już naprawić. Można natomiast wykonać pewne gesty, które mogą zmienić coś w naszej świadomości. Myśląc o historii Anglii, o kolonializmie, nie cofniemy czasu, ale tego rodzaju gesty, wyróżnienia są próbą reparacji. Nadal jednak sztuka romska jest postrzegana dosyć stereotypowo.
Mamy prawo mówić o sobie i naszej kulturze. Artyści romscy, tworząc swoje prace, opierają się na wrażliwości, doświadczeniu i wiedzy o swojej kulturze. Niestety mam trochę problem z artystami nieromskimi, którzy próbują wejść w etnograficzne buty i opowiadać o Romach, opierając się na własnym wyobrażeniu o nas. Ich prace miewają tendencję do sprowadzania nas, Romów, do roli eksponatów etnograficznych, często przedstawiając nas w krzywym zwierciadle, powielając te wszystkie negatywne kalki o nas, z którymi uporczywie próbujemy walczyć. Takie potknięcia artystyczno-kuratorskie daje się zauważyć nawet na dużych wydarzeniach artystycznych o zasięgu międzynarodowym.
W jaki sposób twoja sztuka negocjuje miejsce Romów w historii sztuki? Czy jest to gest krytyczny wobec kanonu, czy jego twórcza ekspansja?
To jest przede wszystkim gest krytyczny, rewitalizujący wobec przedstawiania wizerunku Romów do XX wieku z perspektywy nieromskich artystów. Na wystawie Travelling images kuratorowanej przez Wojciecha Szymańskiego i Natalię Żak w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie była cała część ikonograficzna, która pokazywała, jak nieromscy artyści do XX wieku przedstawiali romskie wizerunki. Dopiero w XX wieku, czyli stosunkowo niedawno, artyści romscy odzyskali swój głos i mogli wypowiadać się w swoim imieniu. Jest to zatem głos krytyczny, bo sztuka tworzona dotąd przez nie-Romów, która cieszyła się uznaniem, była i jest sprzeczna z naszą perspektywą. Dlatego artyści romscy tworzą na nowo obraz naszego doświadczenia historycznego i teraźniejszego. Właściwie na tym opiera się moja twórczość, która jest manifestem i praktyką dekolonizującą.
Nie tak dawno temu opowiadałam w Oslo o przedstawieniach Romów na podstawie grafik Jacques’a Callota i wędrujących Romów. Prawie takie same obrazy przewijają się na przykład na grafikach z XVIII czy XIX wieku: tabory, krowy, konie, romskie rodziny etc. Ma się wrażenie, że to kopia jednego i tego samego dzieła.
Wszyscy myślą, że Romowie to przede wszystkim naród prowadzący koczowniczy, nomadyczny tryb życia. Bycie nomadem to wybór, a tymczasem oni uciekali przed przemocą, niewolnictwem, wojnami i prześladowaniem. To nigdy nie był ich wybór. Przenosili się z miejsca w miejsce, szukając lepszej i bezpiecznej przestrzeni dożycia. Wiesz, że w wielu krajach Europy – na terenie Niemiec, Skandynawii, Niderlandów, Francji, Szwajcarii – polowano na Romów? To były legalne, bezkarne mordy, dokonywane do XVII w.
Istniały różne dekrety zabraniające „Cyganom” przebywania na terytorium danego kraju. Dlatego uciekali. Ponieważ nie pasowali do określonego gatunku.