Fundacja Dziedzictwa Kulturowego powstała z inicjatywy dr. Michała Laszczkowskiego i Pawła Wilskiego w 2012 roku. Zajmuje się ochroną i promocją polskiego dziedzictwa narodowego, jako części europejskiego dziedzictwa kulturowego. Fundacja organizuje prace konserwatorsko – restauratorskie oraz prowadzi działalność edukacyjną, wydawniczą, filmową. Na stronie Fundacji można przeczytać:
"Lubimy rzeczy piękne. Są wokół nas, ale nie zawsze je dostrzegamy. Szukamy piękna, by je chronić i przekazać następnym pokoleniom".
Anna Bernat: Nazywają pana ratownikiem. Co pan ratuje?
Michał Laszczkowski: Zabytki, a konkretnie zabytki narodowe za granicą. To moja pasja, a właściwie nasza wspólna pasja przyjaciół z Fundacji Dziedzictwa Kulturowego. W ciągu minionych dwóch lat prowadziliśmy prace ratunkowo-konserwatorskie na Białorusi, Łotwie, Ukrainie, w Mołdawii i we Włoszech. Oprócz prac konserwatorskich, inwentaryzowaliśmy cmentarze na Łotwie i Ukrainie.
Jak to się stało, że cmentarze w dawnych Inflantach Polskich, zapomniane miejsce pochówku Reytana w Hruszówce na obecnej Białorusi czy rozpadający się kościół w Ołyce na Wołyniu, wzbudzają tak wielkie emocje, że stają się sensem życia dla wielu osób?

Ołyka - kolegiata pod wezwaniem Trójcy Świętej, fot. Krzysztof Hejke
Nasza przygoda z ochroną obiektów zabytkowych za granicą rozpoczęła się w 2007 r. od renowacji dawnego karceru studenckiego Politechniki Ryskiej. Jeszcze jako student pojechałem z kolegami z korporacji Welecja do Rygi, aby zobaczyć miasto, w którym w 1883 r. korporacja Welecja powstała i gdzie aż do 1918 r. studiowało bardzo wielu Polaków, a pod koniec XIX wieku funkcjonowały tam dwie polskie korporacje: Arkonia i właśnie Welecja.
Koledzy z łotewskich korporacji pokazali nam studencki karcer Politechniki Ryskiej, w którym rektor miał prawo więzić studentów za rozmaite przewinienia. Trafiali doń także polscy studenci i oni zostawili na ścianach tego pomieszczenia różne, najczęściej żartobliwe inskrypcje i rysunki, upamiętniające ich pobyt w tym miejscu. Uznaliśmy, że jest to ciekawa, nietypowa pamiątka. Zwróciliśmy się do polskiego ministerstwa kultury z pytaniem, co moglibyśmy zrobić, aby uratować to miejsce przed zniszczeniem. Ministerstwo posłało tam eksperta, który ocenił, że warto zająć się tym obiektem. I tak to się zaczęło.
Musieliśmy powołać stowarzyszenie, aby móc zgromadzić środki na renowację. Prace trwały cztery lata i były dosyć kosztowne. W roku 2012, na 150 rocznicę założenia Politechniki w Rydze, karcer był odrestaurowany. A Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wydało z tej okazji książkę "Polentechnikum", w języku polskim i łotewskim, poświęconą polskiej obecności w Rydze, a zwłaszcza na Politechnice.
Czy ten pierwszy projekt konserwatorski pociągnął za sobą następne?

Cmentarz Orląt Lwowskich, Ukraina, fot. Albert Zawada / AG
Właśnie tak się stało; podczas podróży naszego Towarzystwa Tradycji Akademickiej, związanych z historią organizacji studenckich, filomatów, filaretów, zaczęliśmy inaczej patrzeć na zabytki. Zdaliśmy sobie sprawę jak wiele z nich wymaga ratunku.
Trafiliśmy do Nowogródka na Białorusi, gdzie w kościele farnym ochrzczony był Adam Mickiewicz. I tam przez kilka lat prowadziliśmy prace konserwatorskie przy elewacji kościoła. Okazało się, że w środku jest bardzo ciekawe XVII-wieczne epitafium kasztelana nowogródzkiego Jana Rudominy Dusiackiego, który zginął pod Chocimiem. Jego brat wystawił mu i jego ośmiu towarzyszom epitafium w postaci klęczących rycerzy z obciętymi głowami. Taka była wizja artystyczna twórcy epitafium. Uznaliśmy to za ciekawy obiekt. Udało nam się uzyskać środki z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i epitafium zostało odrestaurowane.
Stale znajdowaliśmy kolejne obiekty polskiego dziedzictwa, które wymagały natychmiastowego remontu, konserwacji, aby przywrócić je do dawnego dobrego stanu i przekazać je przyszłym pokoleniom. Brzmi to może trochę patetycznie, ale o poważne sprawy przecież chodzi.
A kiedy projektów konserwatorskich zaczęło przybywać, konieczne stało się stworzenie podmiotu, który profesjonalnie mógłby zająć się organizacją prac przy obiektach zabytkowych oraz poszukiwaniem środków na ich realizację. Sprawa zaczęła też wykraczać poza zakres merytoryczny Towarzystwa Tradycji Akademickich i dlatego w 2012 r. powołaliśmy Fundację Dziedzictwa Kulturowego, która przejęła działania konserwatorskie. Obecnie mamy tych projektów kilkanaście.