Podczas zaborów Polacy sięgali po najróżniejsze środki, by zamanifestować swoje oddanie sprawie narodowego wyzwolenia. Jednym z nich była moda. I tak na przykład, w czasach romantyzmu rewolucjonistę można było poznać po tym, jak miał przystrzyżoną brodę. Stanisław Wasylewski w swojej monumentalnej pracy "Życie polskie w XIX wieku" pisał: "Dzieje stulecia to nieustanny prawie ciąg manifestacji kostiumowych (...) Błahe dziś dla nas szczegóły stroju bywały (…) instrumentem agitacji, propagandy."
Apogeum wykorzystania strojów jako narzędzia biernego oporu przypadło w Polsce na lata 60-te XIX wieku. Wybuch powstania styczniowego poprzedziła, jak ją nazwał Franciszek Ziejka, "mistyczna rewolucja": patriotyczne nabożeństwa, wielkie okazje, czyli celebracje narodowych rocznic, uliczne manifestacje. Gdy pod koniec lutego 1861 carskie władze krwawo rozprawiły się z pokojowymi protestami, po Kongresówce zaczęło krążyć wezwanie (rzekomo od arcybiskupa warszawskiego) do przywdziania żałoby narodowej.
Znów aktualny stał się napisany 30 lat wcześniej, po upadku powstania listopadowego, utwór Konstantego Gaszyńskiego "Czarna sukienka":
Schowaj, matko, suknie moje,
Perły, wieńce z róż,
Jasne szaty, świetne stroje,
Nie dla mnie to już.
Kiedyś jam kwiaty, stroje lubiła,
Gdy nam nadziei wytryskał zdrój;
Lecz gdy do grobu Polska zstąpiła
Jeden mi tylko pozostał strój:
Czarna sukienka.
Bzik kostiumowy

Portret Michaliny Grabowskiej, 1863, fot. Biblioteka Narodowa, CBN Polona
"We wszystkich magazynach warszawskich widzimy tylko czarne przedmioty do ubrania: o nich więc mamy sobie za obowiązek uwiadomić nasze Czytelniczki" – informował w 1861 "Magazyn Mód i Nowości Dotyczących Gospodarstwa Domowego".
Żałoba tamtych dni dziś kojarzona jest przede wszystkim ze strojem kobiecym. Niektóre damy pojawiały się w czerni nawet na własnym ślubie. Czarne suknie rozpięte na krynolinie miały też nieraz inny, praktyczny wymiar – można w nich było łatwo ukryć przemycaną bibułę czy broń. "Kobieta polska jest wiecznym, nieubłaganym i niewyleczonym spiskowcem" – pisał w tamtych dniach rosyjski publicysta Mikołaj Wasyliewicz Berg.

Portret Henryki Pustowojtówny, mokry kolodion, fotokopia 1864 (oryginał 1863), fot. zbiory Biblioteki Narodowej/http://www.bn.org.pl. Pamiątki żałoby narodowej 27.02.1861 - 10.10.1863, zbiory ks. Wal. Ślusarczyka, fot. Biblioteka Narodowa, CBN Polona
Ciemne kostiumy zdobiła żałobna biżuteria. Do najpopularniejszych motywów należały: bransoletki przypominające kajdany, klamry przedstawiające dwie ręce w uścisku (symbolizująca połączenie Polski i Litwy), kotwice (symbol nadziei), wygrawerowane portrety Kościuszki, orły w koronie cierniowej, skrzyżowane kosy, czasem nawet trupie czaszki. Pojawiały się też zaszyfrowane skróty, jak np. umieszczany na pierścionkach napis R.O.M.O. – "Rozniecaj Ogień Miłości Ojczyzny". Ozdoby wykonane były zazwyczaj ze skromnych materiałów: drewna, aluminium, miedzi, srebra niskiej próby. Złoto poszło na żelazo, jak mówiono wówczas, czyli zostało oddane w społecznych zbiórkach na powstańczą broń.
Mężczyźni, oprócz obowiązkowego czarnego odzienia, powinni byli opuścić cylindry, lub nałożyć skromniejsze nakrycia głowy. Przechodniom, którzy nie dostosowali się do tej etykiety, zrzucano je, lub rozpłaszczano na głowach. Modne były nakrycia głowy nawiązujące do innych ruchów rewolucyjnych w Europie: kapelusze madziarskie i garibaldowskie. Stanisław Rybicki nazwał to "bzikiem kostiumowym":
"Kto nie nosi żałoby i niskiego kapelusza źle jest uważany, a przez to narażonym bywa na każdym kroku na nieprzyjemności ze strony gawiedzi ulicznej" – pisał.
Żałoba szybko ogarnęła praktycznie cały obszar I Rzeczpospolitej. Ewa Korzeniowska, matka Josepha Conrada, tak opisywała atmosferę panującą wówczas na ulicach Żytomierza:
"Żałoba tak ogólna, że ledwo widzi się kolorowe suknie. Konradek dotąd w potrójnych naszych ulubionych kolorach [tj. niebieskim, białym i czerwonym – kolorach rewolucyjnej Francji]; ale ma żałobną sukienkę i inaczej do kościoła go nie prowadzę."
W innym liście pisała:
"Kończę. Zmęczona jestem: cały dzień żałobną sukienkę dla Konrada szyłam. Tak tu czarno, dzieci nawet, że malec wciąż sam o żałobę prosi. Powinnością było mu dogodzić."
Żałoba obowiązywała nawet… dziecięce zabawki! W czasopiśmie "Przyjaciel dzieci" ukazało się opowiadanie dla najmłodszych "Prawdziwa i bardzo ciekawa historja o lalce, która była za modnie ubraną…", którego morał przestrzega przed noszeniem zbyt wytwornych sukni.
W takiej atmosferze wytworzył się niepisany kodeks zachowań. Tańce i bale nie należały do dobrego tonu, w kawiarniach przestano grać muzykę, przeganiano nawet kataryniarzy z podwórek. Bojkotowano teatr. Tu pojawiły się głosy krytyczne, Norwid pisał: "Miasta starożytnej Grecji nawet w czasie oblężeń i wojen o teatr dbały".
Do karceru za krynolinę

Karol Beyer, polskie kobiety w żałobie narodowej, noszonej od 1861 roku i po upadku powstania styczniowego. Na zdjęciu: Emilia ze Szwarców Heurichowa z córkami Teodorą, Heleną, Julią i Emilią, przed 1867, fot. z archiwum Jacka Dehnela
Żałobne kostiumy nie uszły uwadze władz. Na ulicach pojawili się carscy agenci, którzy specjalnymi hakami rozrywali krynoliny żałobnych sukni. Za niepodporządkowanie się zarządzeniom można się było narazić na wysokie grzywny lub areszt. W czarnych strojach mogły chodzić tylko kobiety, które uzyskały specjalne urzędowe pozwolenie. Dostać je można było tylko wówczas, gdy udowodniło się niedawną śmierć rodziców lub małżonka. Nie złamało to jednak oporu. Gdy uczennicom zakazano czarnych ubiorów, malowały sobie czarne pasy atramentem na szyi i rękach, nazywając to "żałobą nie do zrzucenia". W miarę jak represje narastały sięgano po inne kolory – fiolet i szary.
Objęło to inne zabory. Już w kwietniu 1861 we Lwowie zabroniono nosić "kokard żałobnych, polskich orłów, wstążek trójkolorowych do zegarków i krawatek, kokard, fontaziów, lasek z siekierkami, buzdyganów i wszelkich innych oznak politycznych."
O zjawisku nie można też było pisać w prasie. Cytowany wyżej "Magazyn Mód i Nowości Dotyczących Gospodarstwa Domowego" stosował sprytne uniki wobec cenzury pisząc, np. "Z powodu śmierci Księżnej Kent podajemy szczegóły tyczące się wyłącznie żałobnego ubrania." Innym razem czarne ubiory były rekomendowane z przyczyny niepogody czy wielkiego postu.
Żałoba nie obowiązywała w "dni świąteczne", rocznice ważnych dla Polaków wydarzeń historycznych, np. 3 maja. I to nie podobało się władzom:
"Na nabożeństwie w chrześcijańskich i żydowskich świątyniach i na ulicach ludność wystąpiła w świątecznych strojach. Kobiety ubrane w jaśniejsze kolory, mężczyźni w białe krawaty – pokazywali się z zielonemi gałązkami. Policya rada była w dniu tym widzieć wszystkich brudno ubranych – gniewał ją więc ten świąteczny pozór i aresztowała sześćdziesiąt kilka osób za listek zielony w ręku trzymany (…) lub też włożenie białych rękawiczek" – pisał naoczny świadek tych wydarzeń Agaton Giller.
Wobec przeróżnych strategii kostiumowych mających na celu ominięcie zakazów władz, carski namiestnik Fiodor Berg wydał w 1863 ukaz w którym dokładnie precyzował, co wolno, a czego nie wolno nosić:
"Kapelusz powinien być kolorowy, jeżeli zaś będzie czarny, to ma być ubrany kwiatami lub też wstążkami kolorowymi, lecz pod żadnym pozorem nie białymi. Pióra czarne i białe przy czarnych kapeluszach są zabronione. Kaptury mogą być czarne na podszewce kolorowej, lecz nie białej. Wzbronione jest używanie: czarnych woalek, rękawiczek, równie jak parasolek czarnych i czarnych z białym, jak niemniej takichże szalów, chustek, szalików i chusteczek na szyję oraz sukien zupełnie czarnych, jako też czarnych z białym. Salopy, burnusy, futra, palta i inne wierzchnie ubrania mogą być czarne, lecz bez białego. Dla mężczyzn pod żadnym pozorem żałoba miejsca mieć nie może."
Pomimo represji żałoba w różnych formach trwa do 1866, kiedy to ukazał się carski dekret o amnestii. Za ubieranie się na czarno można było trafić do karceru aż do 1873.
Żałoba w atelier

Artur Grottger, "VIII. Żałobne wieści" z cyklu "Polonia", 1863, fot. Muzeum Narodowego w Warszawie
Żałoba okazała się świetnym zabiegiem piarowym, który zwrócił uwagę na sprawę polską zagranicą. W Hiszpanii na czarne paciorki zaczęto mówić "polskie łzy". Ponoć córka Karola Marksa na znak solidarności z Polkami nosiła ciemną suknię i przysłany z Polski żelazny krzyż.
Do nagłośnienia sprawy przyczynia się też europejskie tournée Artura Grottgera, który swój cykl "Polonia" prezentuje wtedy m.in. w Londynie, Paryżu i Wiedniu. Sam artysta występuje zagranicą w stroju powstańca styczniowego – konfederatce i czamarze. Konfederatka to czapka z kwadratowym denkiem bez daszka, obszyta baranim futrem. Nazwę swoją zawdzięcza konfederatom barskim. Stała się narodowym symbolem i w różnych wariantach towarzyszyła polskim zrywom przez cały XIX wiek. Czamara zaś to "suknia perska zwierzchnia, z guzikami do zapinania się pod szyją (…). Modnym była ubiorem za Stanisława Augusta, zwłaszcza przez ciąg czteroletniego sejmu, że do narodowego zbliżała się poniekąd stroju" – podawał etnograf, Łukasz Gołebiowski. Mickiewicz (który sam oczywiście też czamarę i konfederatkę nosił) pisał w "Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego":
"Wy noście Czamary powstańskie, i starsi, i młodsi; bo wszyscy jesteście żołnierzami powstania Ojczyzny".
Tym politycznym deklaracjom sprzyja upowszechnianie się nowej technologii – fotografii. W konfederatce fotografuje się w Paryżu Cyprian Kamil Norwid. "Amarantową włożyłem na skronie konfederatkę, bo to jest czapka, którą Piast w koronie miał za podkładkę" – wytłumaczy w wierszu. W Galicji wyrazem patriotycznego oddania jest tradycyjny strój szlachecki, kontusz i żupan, zakazany w Kongresówce, dlatego stamtąd pochodzi wiele takich fotograficznych wizerunków. Niejako na przekór tej szlacheckiej modzie, w stroju ludowym fotografuje się w atelier Karola Beyera Apollo Korzeniowski.
Do atelier Warszawy, Krakowa i Poznania tłumnie zgłaszają się kobiety w strojach żałobnych i mężczyźni w strojach powstańców. Stoi za tym nieraz smutny pragmatyzm – dla rodzin mężczyzn dołączających do powstania taki dagerotyp może być ostatnią pamiątką. Fotografie żałobniczek zaś są dołączane do listów wysyłanych na Syberię.
Autor: Patryk Zakrzewski, kwiecień 2017
Źródła:
- Daniel Brzeszcz – "Rosyjskie haki i polskie krynoliny. Żałoba narodowa 1863 roku", Warszawa 2015
- Krystyna Lejko – "Powstańcy styczniowi i zesłańcy syberyjscy", Warszawa 2004
- Janina Siwkowska – "Kochanek Justyny w Warszawie. Zbiór szkiców o dawnej Warszawie opartych na dokumentach", Warszawa 1967