Szyk zostaje nazwany "jednoosobową armią" przez samą pierwszą damę, Eleanor Roosevelt. Najmocniejsze uderzenie szykuje na amerykański Dzień Niepodległości. Wydaje album "The New Order", gromadzący rysunki o tematyce wojennej. Pomiędzy satyrycznymi portretami nazistowskich wojskowych i oficjeli odmalowuje w nim również cierpienie ofiar, przede wszystkim Żydów. Wojna to nie spektakl garstki kreskówkowych złoczyńców, ale tragedia mas, przypomina Szyk.
Szyk dostrzega jednak nie tylko zagrożenie ze strony Rzeszy, ale i problemy w samych Stanach Zjednoczonych, a konkretnie – rasizm. Podczas gdy antynazistowskie rysunki reprodukowane są absolutnie wszędzie, tak te piętnujące dyskryminację Afroamerykanów nie są już mile widziane – czasopisma odmawiają ich publikacji.
Ameryka przymyka oko na krytykę skierowaną w jej stronę – Szyk hołubiony jest jako artysta, którego rysunki mają polityczną siłę "potężną jak bomba atomowa", jak określa to narrator powstałego w 1946 filmu o artyście wyprodukowanego przez Universal Pictures.
Choć przybył do USA by zagrzewać do walki z nazizmem, po wojnie Szyk decyduje się pozostać w kraju, w którym tak mocno doceniono jego prace. Zyskuje amerykańskie obywatelstwo i wychwala panującą w Ameryce wolność. Wkrótce okazuje się jednak, że jego nową ojczyznę opanowuje zimnowojenna paranoja. Szyk, jako członek kilku lewicujących organizacji, zostaje uznany za obywatela potencjalnie "antyamerykańskiego".
Szyk znów wyraża swoje poglądy w twórczości – wyśmiewa antykomunistyczną paranoję w swoich rysunkach. Po wojnie jednak znajduje się na dalszym planie, jego styl przestaje cieszyć się takim powodzeniem, jak w poprzednich dekadach. W USA rozpoczyna się walka o artystyczny rząd dusz pod sztandarami ekspresjonizmu abstrakcyjnego.
Szyk umiera u progu nowej epoki, w 1951. Pod koniec życia zostawia swojej drugiej ojczyźnie pożegnalny prezent: iluminowaną Deklarację Niepodległości.