Konferencja prasowa Aleksijewicz, której książki od 20 lat nie są publikowane przez państwowe wydawnictwa na Białorusi, odbyła się 8 października 2015 w maleńkiej siedzibie niezależnego tygodnika "Nasza Niwa", gdzie na ok. 20 m kw. udało się wcisnąć nielicznym dziennikarzom.
O Kapuścińskim Aleksijewicz wspomniała po raz pierwszy, gdy mówiła o tym, że sukces książki nie zależy od tego, gdzie się mieszka, tylko od jej jakości. "Ryszard Kapuściński zaproponował swoje własne spojrzenie i zaczęto go wszędzie wydawać" - powiedziała.
"Bardzo mnie interesowało jego spojrzenie. Kiedy pierwszy raz przeczytałam jego książkę, to było chyba "Imperium", zobaczyłam, jak interesująco poszukiwał w sferze dokumentalnego reportażu, w którym ja pracuję" - odpowiedziała Aleksijewicz na pytanie Polskiej Agencji Prasowej, czy pisarstwo urodzonego w Pińsku Kapuścińskiego miało wpływ na jej twórczość.
Dodała, że podoba się jej także twórczość Hanny Krall.
"U was w Polsce książka dokumentalna to cała warstwa kultury. Rosyjska i białoruska kultura jak gdyby jeszcze nie dopuściły do siebie świata, są troszkę tradycyjne, piszą w sposób samowystarczalny, jak gdyby sami dla siebie. Odkrywałam świat właśnie przez takie postaci jak Hanna Krall i Ryszard Kapuściński" – oznajmiła Noblistka.
Bardzo wiele stawianych jej pytań dotyczyło tematów politycznych - sytuacji na Białorusi, Ukrainie i w Rosji. Aleksijewicz, która urodziła się w Stanisławowie na Ukrainie, mieszka na Białorusi, a pisze po rosyjsku.
"Byliśmy zbyt naiwni w latach 90-tych - mówię tu o sobie - kiedy myśleliśmy, że raz-dwa staniemy się wolni. Jak się okazało, jest to niemożliwe. Wydawało się, że jak ludzie przeczytają Sołżenicyna, to od razu się oczyszczą, a ludzie codziennie kogoś zabijali na klatce schodowej. Myślę, że najtrudniejszym dziedzictwem, jakie pozostało po socjalizmie, jest skaleczony człowiek" – podkreśliła Aleksijewicz, która zamierza nadal mieszkać na Białorusi i zajmuje się teraz tematami bardziej metafizycznymi, takimi jak miłość i szczęście.