Na wspomnianym spotkaniu były m.in. osoby z Polskiej Akcji Humanitarnej, które później zaproponowały nam zrobienie większego projektu o osobach z doświadczeniem uchodźstwa. Wówczas pojawił się pomysł napisania wniosku o grant do Google. Z naszej strony pisała go kuratorka Ewa Milczarek, która później konsultowała jego treść z PAH. Od początku było też wiadomo, że za stronę wizualną strony internetowej będzie odpowiadał nieoceniony Michał Dąbrowski, grafik (zbieżność nazwisk z prowadzącym wywiad - red.). Zanim zdobyliśmy grant, pojechaliśmy na wyjazd próbny do Iraku, do obozów dla uchodźców i uchodźczyń. Nadal jednak to nie był ten rodzaj pracy, który by mnie najbardziej satysfakcjonował.
Jak wyglądała twoja praca nad tym projektem?
To były trzy trudne lata. Pandemia, nasilenie działań wojennych w Ukrainie i zmiany personalne spowodowały, że projekt dokończyłam sama.
Współpraca z PAH była nietypowa i zupełnie wyjątkowa, przede wszystkim dlatego, że koordynatorka projektu ze strony Polskiej Akcji Humanitarnej, Alicja Ryś, musiała mi całkowicie zaufać i jeszcze przekonać inne osoby, że pracując samodzielnie i poniekąd niezależnie, przywiozę odpowiedni materiał. Wyjeżdżając do Libanu, nie miałam żadnego nadzoru, mogłam więc pracować swoim trybem. Podczas takich wyjazdów wchodzę w tryb dużego skupienia, staram się nie rozpraszać. Praca zwykle kończy się wtedy, kiedy idę spać. W Libanie spędziłam mnóstwo czasu w obozach, poznałam wiele osób, jadłam z nimi posiłki, rozmawiałam. Nikt mi nie mówił, że mam już wyjść, bo trzeba wracać. Co najważniejsze, mogłam wielokrotnie odwiedzać bohaterów i bohaterki, co pozwoliło mi ich poznać i wysłuchać, a także, co uważam za niezwykle istotne w swojej pracy, oni mogli poznać mnie i zdecydować, czy obdarzą mnie zaufaniem.