Co śmieszy i wzrusza Aleksandrę Waliszewską?
Dzisiaj największy wpływ ma na mnie Giovanni Battista Tiepolo.
Żeby więcej pracowali.
Mogłabym być lichwiarką.
Tym bogatszym: pieniędzy. Ładniejszym: urody. Ale pieniędzy zazdroszczę bardziej.
Lenistwa i nieumiejętności zapamiętania twarzy i nazwisk.
Uwielbiam Ryjka z książek o Muminkach, pana Łukasza z "Nawróconego" Bolesława Prusa, Pluszkina z "Martwych Dusz" Mikołaja Gogola. Jeszcze księcia Sternenhocha z "Cierpień księcia Sternenhocha" Ladislava Klímy, ale przed jego "oświeceniem" – dobrze, że po nim zaraz umarł (przepraszam za spoiler). I Sknerusa McKwacza – nagrałam nawet o nim piosenkę z didżejką Kochliwą Magdą.
Jak mój wróg się przewróci i upadnie twarzą w kupę.
Najbardziej? Ja sama.
Własnej niemocy.
Kiedyś mój ulubiony profil na Facebooku – Dima Zverev, taki Rosjanin wrzucający dużo znakomitych zdjęć ze zwierzątkami i humoru antykremlowskiego – opublikował zdjęcie bardzo stylowego, potarganego blondyna. Postanowiłam sprawdzić, czy blondyn jest moim fanem. Oglądałam jego polubienia. Było tam dużo fajnej niszowej muzyki i ja. Bardzo się ucieszyłam. Wysłałam mu zaproszenie do znajomych. Nie zaakceptował mnie, ale to już inna historia.