Powstańcze kroniki powstawały w gorączkowej atmosferze. Bohdziewicz i jego wojskowi przełożeni chcieli, by materiały jak najszybciej trafiły na ekran. Miały krzepić serca i budować morale zarówno żołnierzy, jak i ludności cywilnej. Jerzy Zarzycki wspominał później: „Wywołane i skopiowane filmy mieliśmy już w ciągu dwunastu godzin […] chociaż miasto płonęło, a z nieba leciały bomby”.
Operatorzy pracujący w różnych dzielnicach przynosili zrealizowane przez siebie materiały do laboratorium przy Leszczyńskiej, gdzie Kaźmierczak i Bohdziewicz naprędce montowali gotową kronikę, która przed premierą musiała jeszcze przejść przez ręce wojskowych cenzorów. Tak narodziło się trwająca niespełna 11 minut pierwsza część kronikarskiej serii, która wkrótce przyciągała do stołecznego kina Palladium tysiące widzów.
Pierwszy z pokazów odbył się już 13 sierpnia 1944 roku i przeznaczony był dla przedstawicieli 30 tytułów prasowych. Dziennikarze z entuzjazmem przyjęli stworzony film, a za ich sprawą kilka dni później także warszawscy cywile gromadzili się pod Palladium, by na kinowym ekranie szukać nadziei na zwycięstwo.
Kolejne trzy seanse kroniki odbyły się między 15 i 28 sierpnia, a każdy oglądany był przez nadkomplet publiczności. Salę Palladium udekorowano patriotycznymi motywami, a choć powstańcze kroniki były, rzecz jasna, nieme, Bohdziewicz uzupełniał je własnym komentarzem na żywo, z patefonu umieszczonego na balkonie dobiegały zaś dźwięki puszczanej z płyt muzyki. Entuzjazm wzbudzały także pokazy kolejnych dwóch części kroniki. Pokrzepienie niósł zwłaszcza drugi odcinek, w którym Bohdziewicz i Kaźmierczak umieścili ujęcia zdobywania przez powstańców budynku PAST-y – zrealizowane zaledwie dzień przed kinowym pokazem.
Wkrótce kroniki przestały być publicznie prezentowane, a trzecia część okazała się ostatnią w pełni ukończoną. Najpierw 25 sierpnia niemiecki ostrzał zniszczył siedzibę laboratorium przy ul. Leszczyńskiej, zmuszając Bohdziewicza do zawieszenia prac montażowych. Niedługo później uszkodzone zostało także kino Palladium. Nie oznaczało to jednak końca prac filmowych kronikarzy. Ci wciąż wyruszali na ulice Warszawy, by dokumentować powstanie – i wkrótce też rejestrować jego smutny koniec.
Niewygodni