Na swój właściwy debiut filmowy, Wesele, Smarzowski musiał więc nadal czekać. W środowisku filmowym przestał być jednak postacią anonimową: napisał scenariusz Sezonu na leszcza (2000), filmu nakręconego przez Bogusława Lindę, znalazł się w grupie realizatorów odpowiedzialnych za telenowelę Na Wspólnej (od 2003). Kolejny spektakl dla Teatru Telewizji, Kuracja (2001) Jacka Głębskiego, przyniósł Smarzowskiemu Grand Prix Krajowego Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru TV Dwa Teatry w Sopocie oraz Nagrodę Specjalną Jury na MFF Telewizyjnych w Płowdiw (Bułgaria) i Laur Konrada na Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” w Katowicach. O genezie Wesela tak mówił Kindze Gałuszce w wywiadzie dla „Kina” (nr 4/2005):
Przestałem wierzyć, że zrobię film w oficjalnym systemie, czyli za poważne pieniądze państwowe. Postanowiłem zrobić film offowy. Najtaniej można nakręcić wideowesele i dlatego wymyśliłem film, którego akcja dzieje się właśnie na weselu. Grupa Filmowa – producent wykonawczy – na pniu kupiła pomysł, dostałem sensowne stypendium i mogłem skupić się tylko na pisaniu. W Polsce najczęściej jest inaczej: ludzie piszą teksty i mają nadzieję, że może potem, ewentualnie, ktoś je od nich kupi. Gdy wreszcie zapada decyzja o robieniu filmu, wszyscy szybko ustawiają się po pieniądze i już nie ma czasu albo ochoty, żeby dalej pracować nad scenariuszem.
Potencjał gotowego filmu dostrzegł Stefan Laudyn, dyrektor Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Zanim Wesele trafiło pod osąd publiczności polskiej, zarekomendował film festiwalowi w Locarno, gdzie Wesele zdobyło wyróżnienie. Kilka tygodni później, w Gdyni, film otrzymał Nagrodę Specjalną Jury, nagrodę za rolę męską dla Mariana Dziędziela, nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich za twórcze przedstawienie współczesności oraz nagrody rady programowej i prezesa zarządu Telewizji Polskiej. Smarzowski i jego film zdobyli również siedem Orłów – Polskich Nagród Filmowych – za rok 2004, w tym dla filmu roku, reżysera i scenarzysty. Twórcy przypadł też Paszport „Polityki” w dziedzinie filmu – nagroda tygodnika „Polityka” dla twórców, których dokonania warto propagować za granicą.
Już sam tytuł budzi emocje – od czasów premiery Wesele Stanisława Wyspiańskiego niemal wszystkie polskie utwory, których akcja rozgrywa się podczas uroczystości weselnych, odczytywane są jako metafora społeczeństwa. Na tym tle film Smarzowskiego jawi się jako utwór szczególnie zjadliwy. Oto najbogatszy gospodarz we wsi wydaje za mąż swoją córkę. Dziewczyna jest w ciąży, ojciec nieznany, więc pan młody zgadza się na ślub pod pewnymi warunkami, z których najbardziej spektakularnym jest otrzymanie sportowego samochodu w prezencie ślubnym. Prezent dostarcza nieznajomy pośrednik, który okazuje się bezwzględnym gangsterem i nieoczekiwanie podbija stawkę. Gospodarz z coraz większym trudem maskuje wyłażące zewsząd komplikacje, stawiając na jedną kartę swój majątek, życie osobiste, ale i szczęście córki. Alkohol leje się strumieniami, zacierają się wszelkie normy – zarówno społeczne, jak i moralne... Bożena Janicka pisała w recenzji dla miesięcznika „Kino”:
Smarzowski zrobił oczywiście pamflet. Przypomnijmy: „Pamflet to utwór literacko-publicystyczny, będący demaskatorską krytyką osoby, instytucji, grupy społecznej”. Wszystko się zgadza, nawet z pewnym naddatkiem: jest w filmie Smarzowskiego „demaskatorska krytyka” i osób i instytucji i grupy społecznej. Więcej: grup społecznych, bo nie tylko „wieśniaków” (w sensie, w jakim używa się dziś tego określenia) sfotografowano na tym zbiorowym zdjęciu. [...] Pamflet ma swoje prawa, lecz ile w tym filmie pamfletowej przesady, a ile szczerej prawdy – nie podejmuję się rozstrzygnąć. Problem jedynie w tym, z jakim natężeniem uczuć, by tak rzec samokrytycznych, wychodzimy z tego „Wesela”. Widzowie tamtego sprzed przeszło stu lat doznali (nie licząc reakcji osobistych i anegdotycznych) głębokiego wstrząsu. Oglądając film Smarzowskiego, doświadcza się przede wszystkim wstydu.
Sam Smarzowski tak tłumaczył (we wspomnianym wywiadzie dla „Kina”) swoje zamierzenia:
Ta historia ma parę warstw. Podstawowa zawiera dynamiczną, pełną zwrotów akcję, nienaskórkowe, solidne tło, w miarę zabawne sytuacje i dialogi. Powinna zaspokoić potrzebę rozrywki u widza, który nie oczekuje niczego więcej. Ale jest również warstwa obserwacji obyczajowej, jest także warstwa trzecia – dla widzów, którzy szukają w kinie odniesień i prowokacji. Podobnie jak ja. Jako widz i jako reżyser chcę, żeby kino mnie prowokowało.