Alkohol i narkotyki, zapomniane bary i modne kluby, obleśni faceci stawiający drinki i głupawe koleżanki z korpo, z którymi dużo rozsądniej jest wciągać kreskę w kiblu niż rozmawiać – oto podstawowe części składowe świata upadającej coraz niżej, pełnej nienawiści i pogardy do wszystkich i wszystkiego (siebie samej i swego ciała nie wyłączając), a może po prostu nieszczęśliwej i zagubionej Tamary.
Szarżując porównaniami niczym autorka, mógłbym powiedzieć: gdyby akcja "Ulissesa" rozgrywała się w ciągu jednego weekendu, a jego bohaterem była młoda kobieta zabierająca czytelnika w podróż do kresu nocy, otrzymalibyśmy właśnie powieść Pustkowiak. Porównanie z Joyce'em nie ma oczywiście sensu, podobnie jak nie mają go umieszczone na okładce słowa rekomendacji, w której Justyna Bargielska twierdzi, że oto mamy do czynienia z "Pod wulkanem" w wersji dla kobiet. Co więcej, czytamy dalej, "Lowry nie miał promila tego poczucia humoru, które ma Patrycja Pustkowiak". Może i nie miał (nieprzetłumaczone na język polski listy pisarza podobno przeczą i temu twierdzeniu), ale powszechnie wiadomo, że zabawianie czytelnika nie było celem brytyjskiego twórcy. Mniejsza jednak z niewydarzonym blurbem; faktem jest, że Pustkowiak napisała powieść, która jeśli się broni, to wyłącznie w swej prześmiewczej i szyderczej warstwie.
Sama autorka podkreśla na okładce, że zawsze chciała napisać "powieść alkoholową z kobietą w roli głównej", w związku z czym wymyśliła Tamarę Mortus, skazała ją na upadek i wysłała na "spotkanie z jej własnymi demonami". Wychodzi więc na to, że czytelnik już na starcie musi odrzucić zarówno blurb Bargielskiej, jak i odautorski komentarz. "Nocnych zwierząt" nie sposób bowiem na serio przeczytać jako dramatycznej powieści o kobiecie uzależnionej od alkoholu, narkotyków oraz masturbacji i ostrej pornografii. Tamara to postać zbudowana z papieru, ze słów i piętrzących się przed nami porównań, postać od początku do końca niewiarygodna i nieprzekonująca psychologicznie. Bardziej typ, symbol, a nawet – ironizuję, choć tylko trochę – metafora naszych czasów i personifikacja przedstawicielki najbardziej płynnego z najbardziej nowoczesnych światów niż postać z krwi i kości.
Mamy więc dwie możliwości – albo potraktujemy Pustkowiak jako przedstawicielkę nurtu realistycznego i naturalistycznego, a tym samym odrzucimy "Nocne zwierzęta" jako twór kompletnie nieudany; albo uznamy, że Pustkowiak wcale nie napisała tradycyjnej "powieści alkoholowej", lecz powieść, owszem, z alkoholem, kokainą i pornografią (każde z tych dóbr konsumuje Tamara w ogromnych ilościach), ale traktowanych jednak jako rekwizyty w tym nierealistycznym, fasadowym, przegadanym, wykoślawionym i pełnym przewrotnego humoru świecie przedstawionym. Od odpowiedzi na pytanie: "Powieść realistyczna czy satyra?", zależy, czy w ogóle jest o czym mówić.
W pierwszej, dużo słabszej, gorzej napisanej i irytującej, części "Nocnych zwierząt" poznajemy Tamarę i śledzimy jej "kolaborację ze śmiercią" w nocy z piątku na sobotę. Nie doświadczymy tutaj żadnych nagłych zwrotów akcji, fabularnych niespodzianek czy oryginalnych refleksji. Tamara pije, zmienia lokale i facetów stawiających jej drinki, a każdy napotkany mężczyzna okazuje się oczywiście obleśnym, nieszczególnie bystrym, myślącym tylko o jednym typem. Życie Tamary jest może nawet bardziej żałosne od pospolitych barowych samców, tych karykatur męskości, a może w ogóle ludzkości. Nic nie ma sensu, wszystko marność, znikąd nadziei i ratunku. Jest najgorzej, na pewno nie będzie lepiej. O tym, że z Tamarą nie jest dobrze, dowiadujemy się, niestety, nie tylko z jej picia oraz innych podejmowanych aktywności, ale też z licznych komentarzy narratora, które nie pozostawiają zbyt wiele miejsca na domysły i grę wyobraźni.
Momentami dość chaotyczna i wypełniona po brzegi słowami narracja "Nocnych zwierząt" przypomina strumień świadomości (i w ten sposób wracamy do złośliwego porównania z Joyce'em). Oczywiście, że niekontrolowany, gorączkowy monolog nie powinien dziwić w przypadku pijanej i naćpanej Tamary, tyle że monologuje w ten sposób nie tylko główna bohaterka, ale także narrator oraz wszystkie postaci poboczne.
Ale "Nocne zwierzęta" to powieść napisana z przytupem, zabawna, odważna i dynamiczna (myślę tutaj przede wszystkim o drugiej połowie książki), w której przegadanie i nieujarzmiony flow autorki wydają się metodą. Mimo wszystkich mankamentów pochłania się błyskawicznie. Przedzieranie się przez językowy gąszcz, z którego ją utkano, nie męczy aż tak bardzo, gdyż po zdaniu, nad którym czytelnik załamuje ręce, zazwyczaj następuje takie, po którym ponownie, ochoczo i z uśmiechem na ustach, rusza dalej. "Nocne zwierzęta" to po prostu powieść bardzo nierówna, a nierówności te widać często na przestrzeni jednej strony, gdzie mieszają się ze sobą oryginalne, chwytliwe frazy i zdania zupełnie zbędne, żarty i grepsy udane z prostackimi i żenującymi, porównania pomysłowe z całkowicie chybionymi i przekombinowanymi. Zdarzają się też, niestety, obszerniejsze, a zupełnie zbędne sceny (najlepszym przykładem pełna nazistowskich analogii wizyta u "ginekolożycy"), które z kolei równoważą czytelnikowi dłuższe udane fragmenty (np. monolog Tamary o jodze, większość scen z Marceliną, monolog tejże na temat żałosnych współczesnych facetów itd.).
Sam ostatecznie przekonałem się do "Nocnych zwierząt" dopiero gdzieś w połowie lektury, gdy wspomniany flow autorki osiąga wyżyny (jakby odwrotnie proporcjonalnie do sięgającej dna Tamary), opowieść zaczyna toczyć się wartko, przygody głównej bohaterki wreszcie wciągają, a rozprawa Pustkowiak z upiorami współczesnego świata robi się coraz bardziej jadowita i autentycznie zabawna. Całość wygląda tak, jakby autorka dopiero w trakcie pisania uznała, że nie wyjdzie zwycięsko z próby napisania powieści o pogrążającej się w nałogu 30-latce (pierwsza połowa książki), więc tylko ucieczka w parodię i szyderstwo, gra z czytelnikiem i z fabularnymi schematami oraz wzięcie całej opowieści w cudzysłów, pozwoli jej na uniknięcie katastrofy (druga połowa).
Pytanie, o to czy autorka zaledwie obserwuje z boku, sławi czy też atakuje nihilizm i hedonizm pozostaje otwarte, choć im bliżej końca, tym robi się ciekawiej, a jednocześnie bardziej dojmująco i nieswojo (po brutalnej scenie gwałtu czytamy m.in. o tęsknocie Tamary za wiarą i skompromitowanym słowie "Bóg"). Może więc powinno się przeczytać "Nocne zwierzęta" jako powieść przewrotnie konserwatywną? Nie jest to książka doskonała i bardziej traktuję ją jako ambitne, wyraziste i sprawnie, z humorem napisane ćwiczenia stylistyczne autorki, która jeszcze pokaże na co ją stać, ale już teraz warto się jej uważnie przyglądać.
Patrycja Pustkowiak
"Nocne zwierzęta"
Wydawnictwo W.A.B
Wymiary: 123mm x 123mm, Liczba stron: 224
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-7747-956-8
Autor: Grzegorz Wysocki, czerwiec 2014