Kapitalne są hasłowe teksty. Gotowe na mury, gotowe do zeszytów złotych myśli. Peszek nie jest wielkim filozofem, ale wykorzystuje do cna dźwięczność, brzmienie słów. Krwistym językiem rozprawia się ze świętą trójcą rządzącą polskim życiem: ojczyzną, Bogiem i społeczną rolą kobiety. To w pojedynczych utworach. A całą płytą Peszek miażdży dogmat rządzący życiem młodych i trochę starszych ludzi – że trzeba być uśmiechniętym, zdrowym, bezproblemowym.
Z tak mocną płytą artystka staje w szranki z tegorocznymi doniosłymi albumami Karoliny Cichej i Mai Kleszcz. Stawia wysoko poprzeczkę Joannie Kuźmie (Asia i Koty) i Oli Rzepce (Drekoty) oraz Katarzynie Nosowskiej (Hey), których premiery przed nami. To wielki rok kobiecego śpiewania.
Wcześniejszymi płytami Peszek mnie nie kupiła. Przeszkadzał mi wyraźnie aktorski (a więc precyzyjny, mało naturalny) sposób śpiewania, pewien narcyzm, wykoncypowane wizerunki nieodłączne od muzyki. Jak to, myślałem, przecież muzyka to natchnienie, spontaniczność, zaskoczenie. Do tego jeszcze artystka miała bardzo konkretną grupę docelową: 30-latki z dużych miast, brane przez nią pod włos.
Dziś Peszek wciąż w każdym utworze powtarza ''ja, ja, ja''. Nawet historia Amy Winehouse staje się opowieścią o smutku i samobójczych myślach Peszek. Jednak literacko zrobiła wielki postęp. Jej dopracowane zdania są żywe, zmysłowe. Jak to brzmi!: ''Śni mi się mięso/ śni mi się krew'', ''chodź pokażę ci garaże/ garaże pełne marzeń/ i zajezdnie gwiezdne ci otworzę'', ''Nieżywa dziewczyna/ Amy padlina/ Amy ściera ścierwo szmata/ a co na to Amy tata''.
Na tej rodzinnej, antyrodzinnej płycie artystka obok prawa do bycia nieszczęśliwą walczy o prawo odrzucenia tradycyjnej roli społecznej: ''wielka szkoda/ straszna strata/ byłby z ciebie fajny tata''. Oprócz taty dostaje się też mamie: ''Męczy mnie Polska, wisi mi krzyż'', ''Nie oddałabym ci Polsko ani jednej kropli krwi''. Z większym rozmachem i wdziękiem Peszek ukatrupia trzeci element trójcy: ''Nie przynależę/ i nie wierzę/ i chociaż idę ciemną doliną/ zła się nie ulęknę/ i nie klęknę''. O, żeby nazwać Boga, boga, i Kościół, kościół, złem – trzeba mieć w sobie desperację, zadrę. To budzi respekt.
Jednak ''Jezus Maria Peszek'' ma też drugiego głównego bohatera – wspólnikiem Peszek jest Michał ''Fox'' Król. W 41 minut młody producent i multiinstrumentalista sprawdza wokalistkę w przeróżnych warunkach. Od żwawej, niewinnej pioseneczki (''Padam''), przez balladę przechodzącą w rockową pieśń starej daty (''Amy''), wyciszone, również ''rosnące'' tango (''Żwir'') po agresywne syntetyczne ''Sorry Polsko''. Wszystko to przebojowe, dopracowane kompozycje. Muzyka doskonale odnajduje się z tekstami, pomaga im. A teksty są najlepsze w dotychczasowej karierze Peszek. Kropka.
Dlatego nic dziwnego, że ''Jezus Maria Peszek'' w mgnieniu oka zyskała status złotej płyty (15 tys. sprzedanych egzemplarzy).
Autor: Jacek Świąder
- Maria Peszek ''Jezus Maria Peszek'', wyd. Mystic Production