W "Hiszpance" Łukasz Barczyk wyciąga powstanie ze zbiorowej niepamięci, ale opowiada o nim na swój sposób. Nie interesuje go faktografia, ani filmowy bryk o przyczynach, przebiegu i skutkach. Nie zobaczymy w jego filmie batalistycznych scen i przygód dzielnych żołnierzy. Barczyk zaprasza widzów do świata swojej wyobraźni i pokazuje powstańczy zryw jako pojedynek telepatów - złowrogiego doktora Abuse wynajętego przez pruską armię oraz grupy polskich patriotów, którzy stawiają mu czoło. Toczą oni walkę o duszę i umysł Ignacego Jana Paderewskiego, polskiego pianisty i działacza politycznego, który wyrusza z USA do Polski z ważną polityczną misją.
Barczyk mierzy się z polską tradycją myślenia o historii, a jednocześnie pokazuje, jak rodzą się historyczne mity - zbudowane z półprawd i całkowitych zmyśleń. W rytualnym sporze romantyzmu i pozytywizmu reżyser staje po stronie tego drugiego. Patriotyzm, o którym opowiada, to raczej branie odpowiedzialności za budowanie państwa, aniżeli przelewanie krwi za ojczyznę i szermowanie podniosłymi hasłami.
W jednej z najważniejszych scen bohater grany przez Jana Peszka wprost wygłasza z ekranu motto "Hiszpanki": oby biel i czerwień polskiej flagi przestały kojarzyć się z niewinnością i krwią przelewaną w jej obronie, a zaczęły budzić skojarzenie z truskawkami z bitą śmietaną. W tej cokolwiek drewnianej frazie Barczyk przedstawia swoją wizję patriotyzmu: nowoczesnego, wyrwanego z kajdan mesjanizmu i romantycznego umiłowania krwi.

Kadr z filmu "Hiszpanka" Łukasza Barczyka, fot. Vue Movie
Reżyser "Hiszpanki" konsekwentnie unika podniosłego tonu i co jakiś czas przekłuwa dramaturgiczny balon szpilką ironii. Nie oznacza to niestety, że jego film broni się jako spójna i dobrze opowiedziana historia. Paradoksalnie "Hiszpanka" okazuje się kolejnym dowodem na to, że problemem polskiego kina są pieniądze. Zazwyczaj jest nim ich brak – dobrze napisane scenariusze osiadają na budżetowych mieliznach i realizowane są za pół ceny z użyciem półśrodków. U Barczyka problem jest inny – mając do dyspozycji rekordowe 24 miliony złotych, reżyser tak bardzo skupił się na stronie wizualnej filmu, że zupełnie zapomniał o bohaterach.
Postaci, które oglądamy w "Hiszpance" są ledwie naszkicowane, pozbawione charakterów, puste. Trudno im kibicować, bo też nic o nich nie wiemy. Nawet kluczowy dla całego filmu wątek politycznej misji Paderewskiego (Jan Frycz) pozostaje niedopowiedziany. Nie wiemy, dlaczego jego misja jest tak ważna, że o jego życie i wolność toczą śmiertelny bój telepaci z dwóch stron wojennej barykady. Nie sposób więc przejmować się ich walką, niezależnie od tego, jak widowiskowo została ona przedstawiona.

Jakub Gierszał i Patrycja Ziółkowska w "Hiszpance" Łukasza Barczyka, fot. VueMovie
U Barczyka każdy z aktorów występuje tu w ciut innym filmie. Crispin Glover jako Doktor Abuse i znakomity Artur Krajewski jako jego oponent ciągną "Hiszpankę" w stronę filmowego hołdu dla kina niemieckiego ekspresjonizmu, Jan Peszek i Jakub Gierszał trzymają się realistycznej konwencji, a manieryczna Sandra Korzeniak szarżuje w kierunku mieszczańskiej komedii. "Hiszpanka" rozjeżdża się przez to w kilku kierunkach.
Jest w filmie Barczyka kilka scen znakomicie wyreżyserowanych – choćby ta, gdy Abuse zostaje uwięziony w cudzym śnie. Kamera Kariny Kleszczewskiej raz po raz wykonuje tu efektowne jazdy, scenografia i kostiumy robią duże wrażenie, a efekty specjalne wyglądają świetnie. Szkoda tylko, że udane pojedyncze sceny nie składają się w spójną opowieść, a "Hiszpanka" naprzemiennie to rozpędza się, to wyhamowuje. Raz skręca w stronę wartkiej opowieści o powstańczym zrywie, by po chwili ugrzęznąć w pretensjonalnej teatralności.
Barczyk, który w swych wczesnych filmach - debiutanckim "Patrzę na Ciebie, Marysiu", czy świetnych "Przemianach" - kreślił subtelne psychologiczne portrety i opowiadał skromne historie o ludziach, tym razem przedkłada ekranowe efekty nad psychologiczną prawdę. Jego superprodukcja imponuje plastyczną urodą, ale okazuje się dziełem intelektualnie miałkim, wydmuszką momentami piękną, ale pustą w środku.