Tworzenie mitów
Na biegunie przeciwległym do tego, na którym znajdują się utwory burzące polskie mity, usytuowały się w prozie ostatniej dekady utwory idealizujące przeszłość, spoglądające na nią z nostalgią. Ich autorzy, budując mityczną atmosferę, przywołując niejako ducha mitów, tworzą zarazem mity własne, stanowiące mieszankę legend, eposów i mitologii różnego pochodzenia. Korzystają też swobodnie z wzniosłych tradycji literackich, takich jak epos, mit, saga. Środki te służą im do przedstawiania wszelkich doświadczeń - dzieciństwa, dojrzewania, pierwszej miłości, "małej ojczyzny". Przede wszystkim jednak tworzą światy wyraźnie przeciwstawiające się współczesności. Powieści z tego nurtu odwołują się bardzo często do krainy mitycznej zachowanej przez autora w idealizującym wspomnieniu o czasach dzieciństwa, bądź zapamiętanej z opowieści dziadków. Tamta przestrzeń - w opozycji do dzisiejszych ziem jałowych, miejskich pustyń czy metropolitalnych dżungli - w każdym fragmencie jest nasycona sensem, którym obdziela swoich mieszkańców, w każdym swoim skrawku jest znana, przeniknięta wewnętrznym ładem, życzliwa ludziom i życiu, harmonijnie godząca człowieka z naturą, swojska i wzniosła. Jej piękno jest konkretne, a zarazem uczy obcowania z kosmosem - jest jak szyba, przez którą prześwieca wieczność. Taka jest wileńska Bohiń Tadeusza Konwickiego, Zamość w powieściach Piotra Szewca Zagłada oraz Zmierzchy i poranki; Gdańsk Stefana Chwina Krotka historia pewnego żartu i Pawła Huellego Weiser Dawidek, Opowiadania na czas przeprowadzki, Pierwsza miłość i inne opowiadania; Wrocław Andrzeja Zawady Bresław; podolskie Kuromęki Anny Boleckiej z powieści Biały kamień; rodzinna wieś na Śląsku Cieszyńskim w powieściach Jerzego Pilcha Inne rozkosze i Tysiąc spokojnych miast; wsie beskidzkie z Opowieści galicyjskich Andrzeja Stasiuka; Prawiek wykreowany przez Olgę Tokarczuk Prawiek i inne czasy; Sandomierz urzekająco zaszyfrowany przez Wiesława Myśliwskiego we wspaniałej powieści Widnokrąg; Ściegi z przypowieści Magdaleny Tulli W czerwieni.
Większość tych swoistych "małych ojczyzn" - ocalonych i utrwalonych przez pisarzy - rozpadła się w przeszłości za sprawą Historii, która wypędziła Żydów z Zamościa (Piotr Szewc Zmierzchy i poranki), Niemców z Wrocławia (Andrzej Zawada Bresław), Polaków z Kresów (Anna Bolecka Biały kamień). Dziś zagrożeniem dla "małych ojczyzn" nie jest już Historia przychodząca z zewnątrz, a nietolerancja drzemiąca w pojedynczym człowieku. Najsilniej chyba wyrażają to powieści Stefana Chwina, w których autor na przykładzie międzywojennego Gdańska Hanemann i Warszawy początku XX wieku Esther pokazuje, że w zbiorowości wieloetnicznej jest tyle nienawiści, ile różnic. Otwartość na Innego z jednej strony i nietolerancyjność z drugiej nie są zatem alternatywnymi modelami społeczeństw, lecz dwiema siłami współistniejącymi w każdym człowieku i dlatego przenikającymi każdą zbiorowość.
Jednak i postawa przeciwna, czyli tolerancja, okazuje się siłą zagrażającą współczesnym "małym ojczyznom". Rozmnożenie różnic, wieloetniczność, zgromadzenie odmienności w jednej przestrzeni sprzyja bowiem nie tyle tolerancyjności, ile obojętności i zamiast utrwalać wspólnotę, prowadzi do jej rozpadu na osobne jednostki. Na takie zatomizowane społeczności, pokreślone dziesiątkami nieistotnych różnic, czyha trzecia siła niszcząca wspólnoty małoojczyźniane - identyczność. Bo dzisiejszym ojczyznom zagraża nie, jak dawniej, ideologia, nie ekspansywne państwo bądź miażdżący walec nacjonalizmu, lecz tendencje unifikacyjne właściwe całej kulturze. Arkadia Włodzimierza Kowalewskiego z powieści Powrót do Breitenheide, Galicja czasów PRL-u z Opowieści galicyjskich Andrzeja Stasiuka, kaszubska Atlantyda Północy kreowana przez Zbigniewa Żakiewicza w powieści Ujrzane, w czasie zatrzymane - nie przegrywają tedy w pojedynku z historią, lecz giną w milczącej, niezauważalnej i pozbawionej krwawych ofiar walce z kulturą niezróżnicowania, kulturą tego samego: butików, kiosków z kolorowymi pismami, barów McDonalda, supermarketów, jednolitych reklam, międzynarodowego folkloru. Nie ma w tym żadnej opresji, gwałtu, nakazu, nie ma reglamentowanej wolności i zakazanej tożsamości lokalnej. Siłą niszczącą okazuje się wygoda, standaryzacja, bezproblemowość.
Wyzwanie biograficzne
Kiedy na arenę literacką wkracza nowe pokolenie, starsi pisarze muszą niejako na nowo przedstawić się publiczności. Lata dziewięćdziesiąte w paradoksalny sposób wyrównały zatem szanse pisarzy młodszych i starszych. Zmieniona sytuacja i wyrazista granica roku 1989 sprawiły bowiem, że każdy mógł - a poniekąd i musiał - zaczynać od nowa.
Niektórzy pisarze starszego pokolenia, np. Kazimierz Orłoś Niebieski szklarz czy Julian Kornhauser Dom, sen i gry dziecięce, wykorzystali tę możliwość, sięgając do doświadczeń dzieciństwa, aby poszerzyć swój wcześniejszy wizerunek "pisarza zaangażowanego politycznie". Ich utwory włączyły się do szerszej grupy dzieł, skoncentrowanych na biografii i ujmujących ją w ramy fabuły inicjacyjnej, która okazała się prawdziwą modą literacką lat dziewięćdziesiątych. Powieść inicjacyjna - dobrze osadzona w kulturze europejskiej dzięki literaturze niemieckiej (od Goethego aż po Tomasza Manna i Güntera Grassa) - to narracja o dojrzewaniu, o przekraczaniu progu dorosłości, o porzucaniu stanu niewinności i wkraczaniu w etap grzechu i doświadczenia. Model inicjacyjny w prozie polskiej najnowszego okresu rozgrywano zasadniczo według dwojakiego modelu. W pierwszym, nasyconym - jak w Latach nauki Wilhelma Meistra Goethego - pierwiastkami autobiograficznymi, sięgano do tradycji prozy edukacyjnej dla przedstawienia dramatycznego - często przyspieszanego przez politykę - procesu dojrzewania. Jego zwieńczeniem i jedyną siłą przeciwdziałającą rozpadowi życiorysu na osobne etapy okazuje się osiągnięta przez autora literacka zdolność nieograniczonego powracania do czasu minionego. Przykładów takich w literaturze polskiej ostatniej dekady znaleźć można wiele: Paweł Huelle Weiser Dawidek, Opowiadania na czas przeprowadzki, Pierwsza miłość i inne opowiadania; Aleksander Jurewicz Lida, Pan Bóg nie słyszy głuchych, wśród nich zaś najbogatsza poznawczo wydaje się Krótka historia pewnego żartu Stefana Chwina. Ten autobiograficzny esej jest próbą narracyjnego powrotu do krainy dzieciństwa - Gdańska tuż po II wojnie światowej. Chwin, rekonstruujący spojrzenie dziecka, przedstawia swoje dzieciństwo jako proces odkrywania kolejnych warstw czasu, które utworzyły gdańską rzeczywistość. Była to, wbrew twierdzeniom dorosłych, nie rzeczywistość jednorodna, wyłącznie i zawsze polska, jednoznaczna i zasadniczo świecka, lecz rzeczywistość wielowarstwowa. Składały się na nią, stopniowo odsłaniane przez dziecko, różne kultury (niemiecka, polska), różne wyznania (protestanckie i katolickie) i przeciwstawne sobie estetyki (stalinowska, hitlerowska, mieszczańska). Konfrontując je, dziecięcy narrator odkrywał swoją metodę nieuprzedzonego obcowania ze światem, obcowania, nad którym nie może zapanować żadna ideologia. Rezultatem owego kontaktu staje się bowiem odkrycie jedynego obszaru odpornego na manipulacje ideologiczne - piękna. Jest to piękno prawdziwe, czyli takie, które użycza siebie człowiekowi, tzn. budzi w nim zdolność bezinteresownego obcowania z życiem, a przeto godzi z bolesnymi nieoczywistościami istnienia - przypadkowością historii i nieskończonością odczytywania świata. Ta właśnie lekcja wyniesiona z dzieciństwa, sztuka czytania rzeczywistości, pozwala dorosłemu autorowi cofać się do dowolnego okresu przeszłości (tak jak możemy cofać się do lektur z dawnych czasów), a także pozwala zachować dziecięcą zdolność dziwienia się światu.
W drugim modelu opowieści inicjacyjnej, wyraźniej fikcjonalnym (Tomek Tryzna Panna Nikt; Manuela Gretkowska Kabaret metafizyczny; Olga Tokarczuk Podróż ludzi Księgi oraz E.E.; Andrzej Stasiuk Biały kruk i Przez rzekę; Izabela Filipiak Absolutna amnezja), nakładającym na wzorzec prozy rozwojowej schematy thrillera, powieści sensacyjnej, kryminalnej czy przygodowej, ukazywano dwudzielność biografii (etap przed inicjacją i po niej) i radykalnie wywyższano etap niewinności względem etapu dojrzałego. Model ten - jak w powieści Jeronime'a D. Salingera Buszujący w zbożu czy w dziele Güntera Grassa Blaszany bębenek - przybrał postać prozy antyedukacyjnej, która deprecjonuje społeczne (szkoła, dom) przymusy dojrzewania i jego efekty, a także akcentuje bezpowrotność utraty młodości jako wartości samoistnej.
Z obu tych grup wyłaniała się - często w postaci przemieszanej - diagnoza tożsamości współczesnego bohatera. Zasadnicza zmiana, jaka zaszła w określaniu tożsamości po roku 1989 polegała na tym, że "polskość", rozumiana jako odpowiedź na pytanie "Kim jesteś?", straciła swoją oczywistość. Zaczęła więc podlegać kolejnym modyfikacjom, ustępując w znacznej mierze tożsamości lokalnej, związanej z "małą ojczyzną". A zatem jeśli ktoś nie chciał na to pytanie odpowiadać "Jestem Polakiem", mógł powiedzieć: "Jestem Ślązakiem/ Wielkopolaninem/ Kaszubem..." (podobnie jak Francuz może ukonkretnić swoją tożsamość, mówiąc, że jest Bretończykiem czy Alzatczykiem, Hiszpan, że jest Katalończykiem lub Baskiem, Niemiec, że jest Bawarczykiem, Belg - Walończykiem lub Flamandem). A jeśli ktoś nie czuje swojej przynależności ani do dużej, ani do małej ojczyzny? Wtedy jest człowiekiem niezakorzenionym.
Bohater niezakorzeniony to najbardziej własna kreacja prozy najnowszej, a zarazem jej element najbardziej niepokojący. Pojawił się w utworach workowatych, niejednokrotnie odnawiających tradycje groteski, hybrydycznych, mieszających fabułę z esejem, często przedstawiających losy Polaków za granicą. Bohaterowie tych dzieł to ludzie, którzy w pewnym momencie swej biografii pojęli, że każdy rodzaj przywiązania - patriotycznego, religijnego, obyczajowego, a nawet językowego - ogranicza życie. Przeżyli więc epifanię oderwania się od korzeni - od miejsca urodzenia, tradycji, wiary i obyczajowości. Poszczególni pisarze wskazywali na różne przyczyny niezakorzenienia: obłudny i przymusowy patriotyzm, który niszczył autentyczne więzi narodowe (Manuela Gretkowska My zdies' emigranty; Izabela Filipiak Absolutna amnezja); barbarzyńskie wychowanie (Krzystof Maria Załuski Tryptyk bodeński; Szpital Polonia); celowe wyzbycie się cech narodowych w pospiesznym dążeniu do jak najszybszej asymilacji w obcym kraju (Zbigniew Kruszyński Schwedenkräuter; Bronisław Świderski Słowa obcego). Jednak najbardziej typowy człowiek niezakorzeniony (znajdziemy go w utworach Gretkowskiej Tarot paryski, Kabaret metafizyczny, Podręcznik do ludzi; Filipiak Śmierć i spirala; także: Nataszy Goerke Fractale, Księga pasztetów, Pożegnania plazmy; Marka Bieńczyka Terminal) to ten, kto wybrał swój stan, wybrał obcość względem własnego pochodzenia i względem nowego - każdego - miejsca zamieszkania. Uczynił to w świecie, w którym - wiedzą o tym mieszkańcy wielonarodowych miast - nikt nie jest "swój" czy "tutejszy", a więc każdy jest obcy. W świecie tym, gdzie przejście z buddyzmu na judaizm jest równie proste co operacja plastyczna, a zmiana płci to zadanie dla chirurga, nie zaś dla Boga, bohater niezakorzeniony oswoił doświadczenie obcości i odkrył, że może być każdym - może wybrać sobie nową wiarę, nowy język, nową obyczajowość, gdyż każdy z tych zespołów wartości jest wierzchnią warstwą człowieka (albo dlatego, że żadna zmiana nie sięga duszy, albo dlatego, że człowiek nie ma duszy). Bohater niezakorzeniony postrzega normy i wartości życia społecznego jako możliwe, nigdy zaś konieczne czy absolutne, a cele życiowe - ograniczające wolność - zawsze traktuje doraźnie. Wolność, którą widzi przed sobą, przeżywa jako doświadczenie zatrważające i ekstatyczne, dające szansę całkowicie nowego, samodzielnego kształtowania własnej tożsamości.
Wyzwanie gatunkowe
Bieguny prozy europejskiej lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zdają się rozciągać pomiędzy propozycją Umberta Eco, który posługuje się wielogatunkowym pastiszem, i ofertą Milana Kundery, który tworzy powieść dygresyjną. Literatura polska poszerza ów zestaw.