Piszesz o tym, że Singer nazywał Ester "chasydem w spódnicy". Twierdził też, że nie zna lepszej pisarki tworzącej w języku jidysz niż ona. Dla kobiety żyjącej w ortodoksyjnej żydowskiej rodzinie na początku XX wieku spełnienie zawodowe było w ogóle możliwe?
Ester jest symbolem tego, w jaki sposób kobieta mogła wtedy zaistnieć w literaturze. W drodze na ślub pokazała matce swoje opowiadania. Ta poradziła, żeby się lepiej ich pozbyła. Bo a nuż ktoś dopatrzy się w nich rewolucyjnego żaru. Dziewczyna podarła własne młodzieńcze opowiadania na strzępy i wyrzuciła przez okno pędzącego pociągu. W jej historii znalazłam wątki, które prowadzą nas do współczesności.
Mamy od niemal stu lat prawa wyborcze, domagamy się równouprawnienia, z powodzeniem zajmujemy wysokie stanowiska, ale cały czas musimy walczyć o to, żeby nasz głos był słyszalny, obecny. Ester była dla mnie kimś takim.
Zestawiasz jej losy z portretami innych kobiet. Dlaczego?

Esther Singer Kreitman, fot. dzięki uprzejmości Faith Jones
Składam Ester z różnych kawałków. Moja ciotka Żuża Kopciowska była jedną z pierwszych kobiet z doktoratem na Uniwersytecie Jagiellońskim. Podobnie Apolonia Starzec, ciotka Pawła Passiniego, który jest reżyserem tego spektaklu. Ważną inspiracją dla jednej z postaci była Clara Immerwahr, pierwsza kobieta, której Uniwersytet Wrocławski nadał stopień doktora, chemiczka, działaczka na rzecz praw kobiet, żona Noblisty Fritza Habera. Tego, który wynalazł gazy bojowe. Krytykowała pracę męża, sama wycofała się z życia naukowego. W końcu popełniła samobójstwo po tym, jak dowiedziała się, że wyprodukowany przez jej męża gaz zabił pod Ypres pięć tysięcy Francuzów. Wycofanie także jest postawą bliską Hindełe. Próbuję zadać pytanie, czym była ta bierna rebelia.
Bunt Hindełe można wyczytać w jej twórczości? W "Tańcu demonów" beletryzowanej biografii z 1936 roku pisze: „(...) Tysiące razy mówiła sobie, że ostatecznie można zerwać zaręczyny. Przecież nie musi się poddawać. I tysięczny raz powtarzała sobie, że jeśli chcą się od niej uwolnić, nie powinna tu dłużej przebywać. I postanowiła, sobie samej na przekór, nie nalegać na zerwanie zaręczyn. A może nadarzy się jakaś okazja i będzie mogła się sama utrzymać – ale jak? Za co? Co ona potrafi? Czego ją nauczono? – milczała zawzięcie, z goryczą i uporem. (...) [ przekład z jidysz Magdalena Ruta]
Ester nie mogła się uczyć, więc sama w tajemnicy czytała, sama uzupełniała lektury, wiedziała, że jedyną drogą dla kobiety pochodzącej z tradycyjnej żydowskiej rodziny było zamążpójście. Pozwoliła więc się wydać za szlifierza diamentów, wyjechała najpierw do Berlina, później do Antwerpii i Londynu. Sławni bracia konsekwentnie odmawiali jej jakiejkolwiek pomocy. A mimo to, wróciła do Warszawy, dostała stypendium. Po tym półrocznym pobycie w rodzinnym kraju zaczęła pisać z wielką siłą, tworząc portrety kobiet, które żyły za nią i w efekcie za nią zmieniały świat.
W "Rodowodzie" kobiece bohaterki są silne, mocno stąpają po ziemi. Udaje im się to, o czym Hinde nawet nie śmiała marzyć dla siebie. I te drogi kobiet, z różnych epok łączę w tekście. Sięgam też po "Śmierć Ofelii" Stanisława Wyspiańskiego.
Czy historia Hindełe Singer może być ważna dla współczesnych kobiet?

Zdjęcia z próby czytanej do spektaklu "Hindełe, Siostra Sztukmistrza", fot. Malwina Adaszek, Teatr Osterwy w Lublinie
Jest dziś bardzo potrzebna i bardzo aktualna. Pisanie sztuki zbiegło się w czasie z pierwszym Czarnym Protestem i strajkami kobiet. W spektaklu jest postać Tłumaczki, która już przed laty przetłumaczyła książkę Ester z jidysz, ale do szuflady. Wtedy to nie był jeszcze ten moment. Co nie znaczy, że tamte działania poszły na marne. My kobiety musimy znaleźć inny język, by wyrażać siebie. To jest ten moment na świecie. Wielkie kroki już za nami, ale wciąż brakuje nam własnych słów. I dlatego właśnie potrzebujemy Hindełe – pisarki tworzącej słowa i siebie za pomocą słów. A Hindełe potrzebuje nas, które możemy ją dziś odczytać.
W czasie, gdy zaczęliśmy pracę nad spektaklem wydarzyła się tragedia – samospalenie Piotra Szczęsnego pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Nie chcemy i nie możemy odwracać się od tej historii. Bo to też opowieść o niezrozumieniu, wykluczeniu, o łatwych odpowiedziach na zbyt złożoną rzeczywistość. Status "wariata", "chorego psychicznie" zamyka jakiekolwiek rozumienie. "Histeryczka" – tak mówiono o Ester. Singer w rozmowie z synem swojej siostry też powiedział : "Wiesz, ta twoja matka była po prostu wariatką". Nigdy więcej już ze sobą nie rozmawiali.

Próba spektaklu "Hindełe, siostra Sztukmistrza", fot. Malwina Adaszek
Podczas prób jedna z realizatorek wzięła kartkę i zaczęła zapisywać swoje uczucia. Wykrzyczała je na kartce. Powstał ważny tekst. Włączyliśmy spory jego fragment do spektaklu. To cały czas pracuje, rezonuje w nas. Mamy prawo szukać Hindełe w sobie.
Jak?
Mamy jej książki, strzępy informacji, kilka zdjęć. Jak to złożyć? Do Hinde prowadzą widzów dwie postaci. Ale i sama pisarka jest w sztuce w dwóch osobach. Młodą Hindełe gra mężczyzna. Bo przecież miała urodzić się chłopcem. Była odrzucona przez matkę, oddana pod opiekę mamce. Jej wewnętrzne negocjacje między męskie i kobiece, jej przemiany, jej samookreślanie się wobec tej podwójności to jeszcze jeden puzzle wśród rozsypanych kawałków, z których próbujemy ją poskładać.
Relacja z matką wydaje się być w tej historii kluczowa. A jaką matką była Hinde?
Ubóstwiała swojego syna, synowej nienawidziła. Była bardzo zaborcza. Hazel Karr zapamiętała babcię jako demoniczną, dziwną postać o prawie białej skórze. Ona sama wierzyła, że prześladują ją demony i dybuki. Pamiętajmy, że matka Hinde – Baszewa także była niespełniona naukowo. Za przyzwoleniem swojego ojca, cadyka studiowała pismo, ale i tak musiała zamienić książkę na perukę i zostać żoną. Wybrała uczonego.
Izrael Singer pisał, że w ich domu matka była bardziej mężczyzną, a ojciec kobietą, jakby ich pozamieniano. Cała ta rodzina próbowała jakoś znaleźć swoje miejsce. Dzieci, wychodzące z tradycyjnego domu, współtworzące nową rzeczywistość, nadająca nowe znaczenia – wszystko to za chwilę będzie przerwane przez Zagładę. Ale oni, mimo, że rozbitkowie, będą szukać nadal swoich dróg. Myślę o tym, w jaki sposób Singer pisał o Żydach stąd. Nie gloryfikował ich, pisał magicznie, ale rysując przy tym krwiste postaci, zróżnicowane, wyraźne, inne, próbujące szukać swoich dróg.
Praca nad sztuką wymagała od ciebie przeczytania literatury Singera od nowa? Szukałaś w niej wątków związanych z Hinde?
Gdy zaczynałam pracę, byłam przekonana, że nie znajdę Hindełe w literaturze jej braci. Wiemy, że była pierwowzorem postaci Racheli z "Szatana z Goraju", szalonej, ale też niesłychanej. Coś z Hinde (ale i Baszewy) jest też w "Yentl", dziewczynie buntującej się przeciwko ortodoksyjnej tradycji zabraniającej kobietom uczenia się. Ten utwór Singera zyskał ogromną popularność najpierw dzięki broadwayowskiej inscenizacji, a potem hollywoodzkiej realizacji z Barbrą Streisand w roli głównej.
Okazuje się, że z literatury Singera i wspomnień syna możemy całkiem sporo odtworzyć. Przecież te magiczne opowieści Izaaka były inspirowane baśniami i bajkami, które Hindełe opowiadała mu do poduszki. Bardzo dużo od niej dostał, czytając między wierszami, można odnieść wrażenie, że nawet to docenił. Ale nigdy nie wypowiedział. Staramy się ułożyć te przenikające się wątki, inspiracje, podejrzeć zawiłe rodzinne relacje. Tu nic nie jest oczywiste. Singera także próbujemy opowiedzieć na nowo.
Dopiero po czternastu latach milczenia sławny pisarz wyciągnął siostrę z nicości i zadedykował jej pośmiertnie książkę. I to dodatku z błędem w druku, zamiast Hinde wydrukowano Minde. Taka ironia – jakby te demony, w które wierzyła, nie odczepiły się od niej nawet po śmierci…
Czy wiemy coś o poglądach politycznych Ester?
Wiemy, że była socjalistką, miała lewicowe poglądy. W swojej częściowo autobiograficznej książce "Taniec demonów" pisze o swojej bohaterce, że uczestniczyła w spotkaniach grup socjalistycznych. Ona sama należała do Towarzystwa Jidyszystów w Londynie, chętnie angażowała się społecznie. Podczas pracy nad tym spektaklem znalazłam w brytyjskiej prasie kulturalnej artykuł z 2015 roku zatytułowany "Esther Kreitman, pierwsza żydowska feministka?". To niesłychane! Hinde, która z jednej strony niosła w sobie kawałek sztletla i tego folkloru, jednocześnie znalazła w sobie siłę, by oddać w literaturze głos i podmiotowość sobie i innym kobietom. Tak, chyba więc możemy o niej powiedzieć, że była feministką.
Z kolei jej brat Izaak często uważany jest za pierwszego obrońcę praw zwierząt. Przeglądając jego literaturę pod tym kątem okazuje się, że tej czułości do braci mniejszych jest mnóstwo, by wspomnieć chociażby niesamowite opowiadanie o papudze czy o kurze. W jednym z wywiadów Singer zapytany o to, dlaczego został wegetarianinem, czy była to decyzja podyktowana troską o swoje zdrowie, a przypominam, że mówimy o latach 50.!, odpowiedział, że robi to dla zdrowia kur. W jednej rodzinie mamy więc pioniera wegetarianizmu i pionierkę feminizmu. Jest też racjonalista Izrael (przedstawiciel awangardy – pokolenia ludzi, którzy wyszli ze swoich tradycyjnych domów, szukali nowych dróg) i najmłodszy Mojsze, który bronił tradycji i wraz z nią przepadł w Zagładzie. Mówiono o nim, że był świetnym oratorem. Jako jedyny został w domu z matką. Zginęli razem gdzieś na Syberii z głodu i zimna. Hindełe dużo o nim mówiła, dała swojemu synowi jego imię. Bardzo kochała braci.
Kolejnym krokiem w przywracaniu pamięci o Hinde będzie biografia lub reportaż historyczny? Są takie plany?
Nie chcemy z Pawłem Passinim kończyć rozmowy o Hinde tylko na tym spektaklu. Zresztą tak jakoś mamy, że nasze wspólne realizacje: "Hideout/Kryjówka", "Dziady. Twierdza Brześć", "Matki" czy teraz "Hindełe, Siostra Sztukmistrza" uruchamiają kolejne zaskakujące historie, zupełnie nowe wątki. Chcemy, żeby ten proces toczył się powoli, swoim rytmem. Dzięki temu, że coś w Polsce zaczęło się dziać wokół Hinde, jej wnuczka Hazel Karr podjęła decyzję, by wydać we Francji notatki swojego ojca. Jesteśmy cały czas w kontakcie.
Podobnie z Meirev Hen, wnuczką Izaaka. Panie poznały się dopiero kilka lat temu. A pierwszy raz spotkały na żywo na festiwalu Warszawa Singera. Później obie przyjechały do Polski, między innymi do Lublina i Biłgoraja, na zaproszenie Natalii Moskal i wydawnictwa Fame Art, w którym ukazało się tłumaczenie opowiadań Hindełe. Odnalezione siostry odkrywają historie przodków i na nowo sklejają więzi. Znajdują w tym siłę. Obiecały przyjechać na premierę.
Paweł Passini współpracuje ze scenami operowymi, znany jest ze spektakli wyrazistych muzycznie. W ostatnich "Dziadach. Twierdzy Brześć" widzowie mogli wsłuchać się w brzmienie guseł po białorusku, dokładnie tak, jak wieki temu słyszał je Mickiewicz. Jakie znaczenie ma muzyka w tej historii?
W historii Singerów mówienie i pisanie językiem, którym po Zagładzie nagle mówi i pisze tak niewielu ma niezwykłe znaczenie. Cała trójka rodzeństwa, która przetrwała: Izrael, Izaak, Ester, pisze w jidysz. A ich dzieci tłumaczą ich książki, ich słowa, na inne języki: hebrajski, angielski, francuski.

Paweł Passini, fot. Malwina Adaszek
Paweł Passini mówi, że Jidysz to przede wszystkim wymowa, język mówiony. Tradycja ustna zapisana za pomocą hebrajskich znaków. Przez to, w pewnym sensie, póki wydobywają się dźwięki słów, póty ten język będzie żył. Jeden z utworów w spektaklu jest w jidysz, to "Sznury pereł". Inny to piosenka do słów Antonina Artaud o rewolucji, która sobie przypomina, że jest kobietą. I to jest dokładnie to, o czym jest nasz spektakl.
Spotykamy się w Lublinie, który właśnie obchodzi swoje 700-lecie. Lubelszczyzna była punktem startowym dla wielu historii w rodzinie Singerów
Jest takie opowiadanie Izaaka Baszewisa Singera, jedno z tych późniejszych, o demonie, który pochodzi z Lublina, gdzie "ulice są wybrukowane tekstami talmudycznymi", a poddasza uginają się pod ciężarem tomów kabały. Demon utkwił tu, żywi się żydowskim językiem, tym co z niego zostało, bo Żydów już przecież nie ma lub są dobrze poukrywani. Trwa dzięki urywkom opowiadań w jidysz, które uchowały się po "wielkiej katastrofie". Przestanie istnieć, gdy zniknie ostatnia żydowska litera. Ale póki będą słowa, póki ktoś je czyta, póty tu będzie. Przywołanie Hindełe tutaj jest nie tylko odczytywaniem, ale i nadpisywaniem nowych znaczeń – czymś co łączy nas z nimi – tu i teraz, ale też i z innymi historiami, które się dopiero wydarzą w Lublinie i może będą naszym udziałem.
Rozmawiała Anna Legierska, listopad 2017