Nie każdy miał okazję osobiście porozmawiać z Tadeuszem Konwickim, wszyscy za to mogą sięgnąć do jego książek. Może nasz wybór wypowiedzi pisarza ułatwi decyzję co do wyboru właściwej lektury.
Aspiracje
Ciało mamy zwierzęce, lecz aspiracje boskie. Hormony przekroczyły bariery postawione im przez biologię, przez prawa świata zwierząt. Hormony nasze produkują enzymy głodów nie do zaspokojenia, marzeń nie do zrealizowania, tęsknot nie do zagłuszenia. I ja w samym gąszczu, z wielką pustą głową, ze wzdętym sercem bez krwi, z rozrzedzoną duszą antymaterii. Zmęczony sobą i swoim czasem. Zmęczony ograniczeniami, niemocą, niepojmowaniem.
["Mała apokalipsa", 1979]
Bezsens

Tadeusz Konwicki, 1998, fot. Krzysztof Wojciechowski / Forum
Im gorzej, tym więcej filozofów. Im oczywistszy bezsens, tym głębsze myśli. Im więcej bezprawia, tym obfitsze prawa. Im powszechniejszy chaos, tym uporczywsze zamiłowanie do symetrii.
["Mała apokalipsa", 1979]
Charakter
Charakter to brak wątpliwości, charakter to uporczywość trwania przy swoim zamiarze choćby nie wiem jak bezsensownym, charakter to brak wyobraźni, charakter to wrodzona tępota, charakter to nieszczęście ludzkości. [...] Charakter się przeżył. W dawnych prymitywnych czasach zmagań z wszechmocną przyrodą i biologiczną słabością człowieka charakter był pożyteczny [...]. W dzisiejszym wieloznacznym świecie charakter to despotyzm, tyrania i totalna nietolerancja. Wreszcie przyszedł czas, żeby wielbić brak charakteru i słabość wewnętrzną człowieka. Nasza epoka to szlachetne wątpliwości, to błogosławiona niepewność, to święta nadwrażliwość, to boski brak decyzji.
["Mała apokalipsa", 1979]
Dar

Tadeusz Konwicki, lata 80., Warszawa, fot. Chris Niedenthal / Forum
Jedyny boski dar jaki posiedliśmy, to dar zabijania.
["Nowy Świat i okolice", 1986]
Ekran

Tadeusz Konwicki z rodziną w mieszkaniu, Warszawa, 1975, fot. Michał Browarski / Forum
Teraz już wiem na pewno, że w każdym społeczeństwie jest zaledwie pięć procent osobników normalnych, to znaczy z prawidłowo uzwojonym mózgiem i dostatecznie czułym ekranem wrażliwości.
["Zorze wieczorne", 1991]
Film

Tadeusz Konwicki i Piotr Wawrzyńczak w filmie "Kronika wypadków miłosnych" w reżyserii Andrzeja Wajdy, 1986, fot. Zespół Filmowy Perspektywa / East News
Każdy dobry film można opowiedzieć w jednym zdaniu.
[w: Joachim Glensk, "Współczesna aforystyka polska", Łódź 1986]
Gucieńko
Gucieńko był Gustawem-czarodziejem. Miał w sobie tę niesamowitą magię, że nawet kiedy czytał książkę telefoniczną, ludziom szły ciarki po plecach. A jego siła brała się z ogromnego skupienia i z ogromnej jednorazowej eksplozji. Gucieńko nigdy nie próbował ról, to znaczy próbował, bezwstydnie markując. Gucieńko lenił się, a owo lenistwo było stanem ogromnej mobilizacji do czarodziejskiego seansu. Gucieńko lenił się, opowiadając krakowskie wice, grając w karty, chodząc na spacery, pogadując z przyjaciółmi. Gucieńko lenił się i sprężał w sobie energię fascynującej osobowości i ostrzył aktorską inteligencję, i rozhuśtywał w sobie przypływy natchnienia, które jest przeczuciem jakiejś niejasnej wielkości, wielkości chwili, wielkości charakteru ludzkiego, wielkości ogólnego przeznaczenia.
Gucieńko instynktownie dbał o higienę swego demonicznego wnętrza. Lękał się jak zarazy mieszczaństwa, lękał się jak anemii pozy artystycznej, lękał się kalectwa pracowitej profesjonalności. Więc taki Gucieńko, zupełny cywil, tajemniczy iluzjonista z krakowskiego Zwierzyńca, nieokiełznany przez nikogo żywioł wolnej woli, więc taki Gucieńko wychodził na scenę i hipnotyzował skołataną, umęczoną warszawską publikę.
Gucieńko, mówiąc cudzy tekst, starał się zobaczyć w nim swój własny. Gucieńko zwykłym tekstom teatralnym przydawał wiele osobistego tekstu, który bierze się – choć niespisany – z inteligencji, z przenikliwości, z nękających przeczuć, z bolesnych doświadczeń i ze zwykłej banalnej tęsknoty do poezji.
["Kalendarz i klepsydra", 1976]
Humor

Tadeusz Konwicki, 1975, fot. Bohdan Majewski / Forum
Inteligencja jest matką humoru.
["Pamflet na siebie", 1995]
Inteligencja
Przeznaczeniem inteligentnego człowieka jest samotność.
["Zwierzoczłekoupiór", 1969]
Ja
Ja wszystkim kogoś przypominam. Ściślej mówiąc, każdemu kogoś innego przypominam. To tak, jakby mnie w ogóle nie było. Mnie pojedynczego, indywidualnego, z własnym niepowtarzalnym kodem genetycznym.
["Mała apokalipsa", 1979]
Kot

Tadeusz Konwicki, 1986, Warszawa, fot. Sławek Biegańsk
Kot Iwan jest rodem z Leśnej Podkowy. Pytałem kilkakrotnie Marysię Iwaszkiewiczównę o jego rodowód. Bardzo zmieszana przyznawała się skwapliwie, że jego ojcem był słynny bandzior podwarszawski, kot Bazyli. Ale ja podejrzewam, że mama Wani, chowana w lasach, miała jakiś niedobry romans ze żbikiem albo nawet rysiem.
Bo patrzcie, jak wygląda kot Wania. Przede wszystkim ma wcale nie okrągłą, ale mocno pociągłą i chudą twarz. Nad tą twarzą bardzo męską, bardzo surową, zupełnie wyzutą z kociej dobroci i wręcz okrutną, sterczą do góry uszy dość długie, spiczasto zakończone, bez mała z pędzelkami, co to sami wiecie, a ja rozumiem. Oczy ma Wańka jaskrawoseledynowe, może raczej jak siarka i w tych oczach nie uświadczysz współczucia ani serdeczności. Cała postać jest dość olbrzymia, raczej przerażająca, nogi tak grube, jak moje ręce w przegubach. W każdym razie kot Iwan najczęściej budzi podziw i grozę.
Od razu wyznam rzecz wstydliwą. Kot Iwan nas często bija. Moją żonę, moje córki i mnie. O coś raptem obrażony zaczaja się w korytarzu i biada temu, kto tam wejdzie. Podskoczy, walnie łapami po nodze zamachowymi ciosami, a bywa, że i ugryzie. W stosunku do mnie stara się miarkować, ale też swoje odbieram. Bije mnie jak bokser, po męsku, chowając pazury. Czasem, kiedy nie jest zły, ale przychodzi na niego dziwna drapieżna fantazja, nagle przeleci obok i kopnie mnie wzgardliwie z obu tylnych nóg. Jest to nasza wstydliwa tajemnica rodzinna. Przed światem udajemy, że nasz kot kocha nas ślepą, szaloną miłością.
["Kalendarz i klepsydra", 1976]
Ludzie
Kot, z kotem, o kocie, a ludzie? – spytacie. A jechał sęk ludzi.
["Pamflet na siebie", 1995]
Łatwość

Tadeusz Konwicki, Warszawa, fot. Tadeusz Rolke / AG
Dzisiaj sukces łatwo przychodzi i jeszcze łatwiej odchodzi.
["Pamflet na siebie", 1995]
Milczenie
Ja wzywam wszystkich do świętej cnoty milczenia. Zamknijcie słowa w ciemnicy i dajcie im odpocząć. Niech zostanie ufundowana wielostopniowa nagroda państwowa za nieprzemawianie, niewystępowanie, niepodsumowywanie.
["Nowy Świat i okolice", 1986]
Najlepiej
Tadzio Konwicki w "Czytelniku": najlepiej pisać sztuki teatralne. Ja sobie mogę leżeć w izbie wytrzeźwień, spałowany przez milicję, a w tym samym czasie dziatwa szkolna płaci za bilety na moją sztukę…
[w: Krzysztof Mętrak, "Dziennik 1969-1979", zapis z 11 grudnia 1970, Warszawa 1997]
Order
[…] nagle ktoś wypada z bramy Ministerstwa Kultury i zaczyna machać na mnie jak wiatrak obiema rękami. Nie byłem pewny, czy to o mnie chodzi, więc stanąłem skromnie koło lwa przy Pałacu Radziwiłłowskim i rozglądałem się się ostrożnie. Ale ten ktoś machający biegł już w poprzek ulicy, a był to Grzesio Lasota, krytyk i terrorysta, i wyglądało na to, że spostrzegł mnie, nieśpiesznego przechodnia, z okna sanktuarium kultury socjalistycznej.
– Chodź natychmiast, dają ordery – powiedział mocno zadyszany.
– Ale czy ja odstanę?
– Dostaniesz, dostaniesz. […]
I pobiegliśmy kłusem do gabinetu ministra, gdzie Sokorski, lśniąc swoją prześliczną i majestatyczną łysiną, przypinał już odznaczenia dwuszeregom wzruszonych artystów. Stanąłem skwapliwie z brzegu i po niejakiej chwili wszechmocne ręce ministra zaczęły się szamotać z moją skórzaną kurtką, która stawiła opór. Więc order został przyczepiony do swetra. Potem w domu spostrzegłem, że jest on trochę sfatygowany, jakby mocno podnoszony. Widocznie dostałem go po kimś. Może po Panufniku, który w tym czasie wybrał wolność?
["Kalendarz i klepsydra", 1976]
Proza
Ja tej swojej prozy nienawidzę. Nienawidzę jak upiora, jak złego wspomnienia, jak wyrzutu sumienia, proza to coś w rodzaju ziarniny cieknącej z mojego organizmu. Niby wskazuje, że coś się zabliźnia, że coś zdrowieje, ale przecież nic się nie zabliźniło i nic nie wyzdrowiało.
["Kompleks polski", 1977]
Refleksja
Ciężko być cudzym wśród swoich.
[w: Danuta i Włodzimierz Masłowscy, "Aforyzmy polskie. Antologia", Kęty 2001]
Symbioza
Marzył mi się traktat o tragiczności i błazeństwie. U nas często tragizm chadza pod rękę z błazenadą. A ja w tym upatruję naszą siłę. Ja kocham to dwuznaczne pokrewieństwo, tę ryzykowną symbiozę, ten geniusz narodu zaklęty w dwóch postawach. Nasz tragizm opalizuje, mieni się niejasnymi barwami, bulgoce bezwstydem, dotyka brzegiem granic obleśności, krztusi się histerycznym chichotem. Nasze błazeństwo ma szloch w gardle, nasze błazeństwo gryzie palce do krwi, nasze błazeństwo wiąże powróz na własnej szyi.
["Kompleks polski", 1977]
Śmiech
Poczucie humoru. Śmiech. Ten dziwny skurcz twarzy i rytmiczny, kaskadowy wydech podobny do gdakania rosłej kury. Śmiech. To jedyny wartościowy prezent od opatrzności.
["Zorze wieczorne", 1991]
Trwanie
– Naród musi przetrwać.
– A któż odróżni trwanie od agonii?
["Kompleks polski", 1977]