Autorka nagradzanych słuchowisk radiowych. Za twórczość przekładową otrzymała nagrodę Polskiego PEN-Clubu, była też laureatką Nagrody Fundacji Jurzykowskiego (USA).
Urodziła się 24 lutego 1912 w Warszawie, zmarła tamże 23 września 2003.
Ukończyła Wydział Ekonomiczny Akademii Nauk Politycznych w Warszawie broniąc pracy magisterskiej o wdzięcznym tytule "Kartele i trusty". Dostała pracę urzędniczki w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Od 1934 roku do wybuchu wojny pracowała jako przewodniczka wycieczek zagranicznych w biurze podróży Orbis i – jak wspominała – wcale nie myślała o karierze literackiej czy translatorskiej.
Chądzyńska była kobietą "niesamowitą", od początku potrafiącą pogodzić obecność w salonach towarzysko-dyplomatycznych z uczestnictwem w przedsięwzięciach artystycznej bohemy. Tak było w przedwojennej Warszawie, tak było w powojennym Buenos Aires. W stolicy Argentyny […] mieszkała lat 12. Nazwana przez Gombrowicza "consulessą" stała się obiektem jego szczególnego kultu, ale i wyrafinowanych ataków wynikających z "nadmiaru namiętności" odrzucanego adoratora.
[Krzysztof Miklaszewski, "Distancia, Witoldo!", Warszawa 2004]
Pierwsze teksty młodej Zofii, wtedy jeszcze Szymanowskiej, w latach 30. zamieszczał miesięcznik "Naokoło świata", gdzie też u redaktora naczelnego poznała Brunona Schulza. Nauczyciel z Drohobycza, który próbował zainteresować warszawskie pisma swoimi dokonaniami, tak był zauroczony Zofią, że podarował jej teczkę z rysunkami. Cudem przetrwały wojnę i w latach 60. trafiły do warszawskiego Muzeum Literatury.
Zofia przyjaźniła się też z późniejszym twórcą "Przekroju", wtedy dziennikarzem "Wiadomości Literackich" Marianem Eile, który w celu "intelektualnego brykania" podpowiadał jej lektury książek ("Czarodziejska góra" Tomasza Manna) i pism ("Wiadomości Literackie"). Bywali na premierach teatralnych, bawili się na rewiach Qui Pro Quo. Miło spędzane chwile przerwał brutalnie wybuch wojny.
Z Maroka przez Francję do Argentyny
Z początkiem wojny Zofia wzięła skromny ślub z Bohdanem Chądzyńskim, wtedy już poważnie chorym na nerki. Poznali się jeszcze w Ministerstwie Wyznań i nie umieli ukryć wzajemnych uczuć, co spowodowało zawiść innych. Szerzona przez szoferów plotka o tym, co robili w oknie (stali objęci) sprawiła, że oboje stracili pracę.
W 1940 roku Chądzyńska została więźniarką Pawiaka. Zwolniono ją po sześciu miesiącach, w przeddzień pierwszego transportu więźniów Pawiaka do Auschwitz.
Po wojnie trafiła wraz z mężem do Pragi, skąd osobno mieli się przedostać do marokańskiego Tangeru, wtedy miasta o specjalnym statusie międzynarodowym. Bez dokumentów udało jej się w Pilźnie przejść z radzieckiej do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Przez Monachium i Paryż i Hiszpanię przedostała się do Maroka.
Zapadła tam na tężec. Opiekował się nią mąż, który do Tangeru dotarł legalnie. Zdołano ją uratować, co w "Revue médicale" zostało opisane jako pierwszy przypadek skutecznego zastosowania serum wraz z antybiotykami.
Chądzyńscy postanowili, że Bohdan wróci do kraju i użyje wszelkich koneksji, żeby znaleźć jakąś pracę za granicą. Misja się powiodła – w 1949 roku zamieszkali oboje w Lyonie, gdzie mąż pełnił funkcję wicekonsula. Po odwołaniu go z placówki z końcem roku zamierzali wrócić do kraju, zmienili jednak zdanie – zdecydowali się na wyjazd do Argentyny.
Nieprzekupny Gombrowicz

Zofia Chądzyńska, 1958, fot. Jerzy Benedykt Dorys / Nowa Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona
Na statku do Ameryki Południowej poznali Maruchę de Weibel Richard, żonę attaché kulturalnego przy Ambasadzie Francuskiej w Buenos Aires. Pomogła im się szybko zadomowić w nowej ojczyźnie – na jednym z jej przyjęć poznali Jorge Luisa Borgesa i Ernesto Sabato, których nazwiska wtedy jeszcze nic im nie mówiły.
Nawiązali też towarzyskie więzy z urzędnikiem Banco Polaco, Witoldem Gombrowiczem. Przedsiębiorcza Zofia zaczęła prowadzić w Buenos Aires pralnię białej bielizny. Ciepły klimat niedługo posłużył Bohdanowi, który zmarł latem 1951. Wtedy więzy łączące Chądzyńskich z klepiącym emigrancką biedę Gombrowiczem skłoniły go do osobliwych "oświadczyn".
Zostałaś teraz sama i faktycznie nie wiesz, co robić z twoimi macierzyńskimi instynktami w tym trzypokojowym mieszkaniu położonym w dobrej dzielnicy, […] podczas gdy ja zajmuję sublokatorski pokój zupełnie niewspółmierny z moją pozycją towarzyską. To nawet niesmaczne. O ile byś więc trochę lepiej gotowała, moja droga, mógłbym zrobić ci niebywałą propozycję zamieszkania w tym oto mieszkaniu. (Spojrzenie, półuśmiech.) Miałabyś okazję zajęcia się mną, oprania mnie, obszycia, te tam guziki, co cię tak pasjonują…
[wspomnienie Zofii Chądzyńskiej w: Rita Gombrowicz, "Gombrowicz w Argentynie", Wrocław 1991]
Wspaniałomyślna propozycja – "zyskałabyś bowiem dobre nazwisko szlacheckie na drodze do sławy" – poparta zapewnieniem, że "naturalnie nie dotknąłbym cię – o tym nie może być mowy", spotkała się z trzeźwą konstatacją Chądzyńskiej. "– Ależ to dla mnie sprawa pierwszorzędnej wagi!". Pod tym względem pisarz okazał się jednak "nieprzekupny" – i mimo ponowienia matrymonialno-materialnej oferty, do mariażu nie doszło.
Jakaś pani Chądzyńska z Argentyny
Zofia Chądzyńska zadebiutowała w 1958 roku na łamach "Twórczości". Jej pierwsza książka "Ślepi bez lasek" ukazała się niemal równocześnie po polsku w kraju w 1959 roku i po francusku w Paryżu w 1960 roku.
Jakaś pani Chądzyńska z Argentyny opowiada świetne kawały o snobizmie i megalomanii Gombrowicza. Pokazuje swoją książkę, która wyszła pt. "À l'ombre qui passe", pod nazwiskiem Sophie Bogdan. Okazuje się, że wydawca jako warunek publikacji postawił, żeby nie było polskiego nazwiska. Przyjęła więc jako nazwisko imię męża.
[Maria Dąbrowska, "Dzienniki 1958–1965", Warszawa 1988]
Notatka Dąbrowskiej z 24 kwietnia 1960 roku, powstała po jej wizycie w Maisons-Laffitte, wymaga sprostowania. Książka nosiła tytuł "Comme une ombre qui passe" i została opatrzona personaliami Sophie Bohdan (przez "h", jak ukochany mąż autorki miał de facto na imię). Gombrowicz zasugerował Zofii wysłanie maszynopisu do krytyków na emigracji, a i sam zabiegał o recenzje w listach do Giedroycia.
Bardzo Cię proszę Jerzy, zrób tak, aby jej rzecz nie została w "Kult." przemilczana, bo zresztą to jej się należy, a w Paryżu spory sukces miała, aż Rotszyldowie ją zaprosili na śniadanie. Ona, jak powiadam, wcale nie napiera się, ale ja poczuwam się. Mowa o Zosi Chądz. Nie każdemu Polakowi się zdarza, że go Kalman Levy [właśc. Calmann-Lévy] czy jak tam z honorami wydaje, a też w kraju miała doskonałą prasę.
[list z 21 lipca 1960, w: Jerzy Giedroyc, Witold Gombrowicz, "Listy 1950–1969", Warszawa 1993].
Polskie wydanie książki na łamach paryskiej "Kultury" omówił Jerzy Stempowski w 1961 roku. W Paryżu debiut pisarki nominowano do Prix Femina, zyskał entuzjastyczne recenzje, m.in. w "Les Lettres Nouvelles". List od wybitnej francuskiej pisarki Nathalie Sarraute zapoczątkował znajomość obu autorek. "Pamiętam dokładnie, co powiedziała: niech Pani pisze, tak jak Pani mówi. Pani wspaniale mówi o ludziach" – wspominała Chądzyńska.
Proza Chądzyńskiej kontynuuje tradycje tak zwanego psychologizmu lat międzywojennych (Nałkowska, Kuncewiczowa, Breza). Osadzona fabularnie w środowisku wielkomiejskiej inteligencji, proza ta rysuje konflikty towarzysko-zawodowe i rodzinne poprzez subtelnie podpatrzone charaktery i sytuacje psychologiczne. Najżywiej przyjęta była powieść "Ślepi bez lasek", opowiadająca o trudnym konflikcie rodzinnym pomiędzy ojcem i córką.
[W.M. (Włodzimierz Maciąg), w: "Mały słownik pisarzy polskich", cz. II, Warszawa, 1981]
Książki Chądzyńskiej wciągają od pierwszej strony i – bez względu na wiek, w jakim się je czyta, po raz pierwszy czy kolejny – nie sposób się od nich oderwać. Autorka nigdy nie stosowała taryfy ulgowej wobec młodzieżowego adresata. Jej czytelnik traktowany jest zawsze serio, jako człowiek dojrzały, odpowiedzialny za siebie i najbliższe otoczenie, który chętniej przyjmie prawdę o trudach sprostania kaprysom rzeczywistości, niż łatwą opowiastkę o bohaterach pławiących się w szczęściu otrzymanym bez wysiłku, skutkiem trafnych ingerencji losu.
Po prostu może dobrze, że tkwimy w tych wątpliwościach. Jacy byśmy byli, wiedząc, że żyjemy bez wpływu na życie?
["Statki, które mijają się nocą", Warszawa 1975]
W pierwszej i ostatniej książce pisarka zawarła sporo informacji rodzinnych, jakkolwiek poszczególne motywy osobiste są obecne i w innych jej utworach prozatorskich. Dużą wagę przykładała zawsze do kształtowania się wzajemnych relacji międzypokoleniowych, napiętych do granic wytrzymałości.
Gra w przekłady

Zofia Chądzyńska, 1958, fot. Jerzy Benedykt Dorys / Nowa Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona
W 1960 roku Chądzyńska zdecydowała się wrócić do kraju. Powrót z Argentyny umilała sobie na statku lekturą podarowanej jej książki, ze strony na stronę utwierdzając się w zamiarze przełożenia jej na język polski. Z portu w Lizbonie udaje się wprost do Paryża, gdzie mieszkał autor. Była pierwszą osobą, która mało znanemu wówczas argentyńskiemu pisarzowi proponowała przekład jego "Gry w klasy".
Julio Cortázar obawiał się powierzyć tak ważną dlań powieść debiutującej tłumaczce, zasugerował na początek opowiadania, których tom "Tajemna broń" ukazał się w 1967 w PIW-ie. Niedługo później, dzięki tłumaczeniom Chądzyńskiej – Cortázara, Borgesa, Márqueza, Donoso, Gambaro – Polska przeżywa niebywały rozkwit literatury iberoamerykańskiej. Kolejne, wyczekiwane powieści rozchodziły się nad Wisłą w wielusettysięcznych nakładach.
Tymczasem w Kazimierzu nad Wisłą Zofia spotyka Stanisława Gajewskiego, przyjaciela Chądzyńskich z czasów wojny. Oboje owdowiali, postanawiają się pobrać.
Pierwsze polskie wydanie "Gry w klasy" z 1968 roku, od koloru okładki nazywane "zieloną Biblią", to była powieść obyczajowa, a zarazem "dzieło otwarte", w którym pisarz eksperymentował z formą. Autorka przekładu napisała w posłowiu, że autor "obiektywizuje życie i postawy wobec niego w sposób, który leży na linii naszych poszukiwań. Dzięki temu, że do końca coś się nam w niej wymyka, że nigdy nie staje się naprawdę przeczytana, wiąże nas ze sobą na zawsze, jak wszystko co niespełnione".
Bohater "Gry w klasy", desperacko próbujący uciec od prowadzących do obłędu absurdów codzienności, znakomicie odzwierciedlał zagubienie PRL-owskiego inteligenta. Ale i późniejsze książki pisarza: "Opowieści o kronopiach i famach", "Książka dla Manuela", "Wielkie wygrane" czy "W osiemdziesiąt światów dookoła dnia", doskonale trafiały w oczekiwania polskich czytelników. Zaprzyjaźniona z Cortázarem tłumaczka – nie podzielała jedynie jego zachwytu dla komunizmu – towarzyszyła mu podczas jego spotkań autorskich.
Dlaczego ten Argentyńczyk tak inny, tak dziwny, w sumie nie za łatwy, zdobył aż taką popularność? Tym bardziej to pytanie zadaję sobie dziś, gdy po krótkiej, zrozumiałej zresztą modzie na Stachurę, dziś idolem polskim jest kto jak kto, ale Wharton! Ta właśnie przepaść Cortázar – Wharton jest smutną ilustracją naszego kulturalnego upadku.
[Zofia Chądzyńska, "Nie wszystko o moim życiu", Łódź 2003]
Cortázar nie mógł się nadziwić swej popularności w Polsce. Nigdzie indziej jego twórczość nie była tak entuzjastycznie przyjmowana. Przy okazji kolejnego pobytu, kiedy po spotkaniu z siedmioma tysiącami studentów zasiadł z Chądzyńską do kolacji, wziął polski przekład "Gry w klasy" i rzucił na stół ze słowami: "Cholera cię wie, co ty tam napisałaś! Nigdy się tego nie dowiem".
Zofia Chądzyńska była przekonana, że tłumaczyła absolutnie wiernie. Znawcy twierdzą, że jej spolszczenia są lepsze od oryginałów. Oprócz języka hiszpańskiego dokonywała tłumaczeń z francuskiego (Jean Reverzy, Rita Gombrowicz).
Po rozwodzie z drugim mężem, zawiera trzecie małżeństwo z Krzysztofem Ligotą, naukowcem z Anglii. I choć latach 1981–1986 mieszkała w Londynie i swobodnie porozumiewała się w języku angielskim, to jednak go nie polubiła. Choć przetłumaczyła wiersz amerykańskiego poety Henry'ego Longfellowa, z którego pierwszy wers dał tytuł jej powieści.
Statki, które mijają się nocą,
w przelocie do siebie coś mówią.
Daleki znak, syreny zew,
co znów w ciemnościach się gubią.
Tak i my w życiu oceanie
mówimy, a ktoś nas słyszy,
Spojrzenie tylko, tylko głos,
tylko znak – potem znów ciemność i cisza.
[Zofia Chądzyńska, "Statki, które mijają się nocą", Warszawa 1975]
Przez ostatnie lata życia Zofia Chądzyńska borykała się z głęboką depresją. Trzecie małżeństwo zakończyło się rozstaniem. W roku 1997 usiłowała odebrać sobie życie.
Na starość każdemu smutno, w młodości każdemu powinno być wesoło, każda łza w młodości to o rok życia mniej.
[Zofia Chądzyńska, "Śpiew muszli", Łódź 1995]
Była laureatką nagrody Związków Zawodowych CRZZ za książkę "Życie za życie" (1972) oraz nagrody Polskiego PEN-Clubu za przekłady literatury iberoamerykańskiej (1993). W 1974 została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Należała do Związku Literatów Polskich, Polskiego PEN-Clubu i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Cztery obywatelstwa. Trzy kontynenty. Trzech mężów. Tak, byłam awanturnicą, ale nie na obecną miarę. Na miarę tamtych lat, dziś oddalonych na jakiś świetlny wiatr. Wiatr wydarzeń, katastrof, postępu, upadku moralnego, zatarcia czy może zacierania się wszelkich kryteriów...
[Zofia Chądzyńska, "Nie wszystko o moim życiu", Łódź 2003]
Twórczość
Książki
- "Ślepi bez lasek", (Czytelnik 1959, 1970); wznowienia jako: "Śpiew muszli", (Akapit Press, 1995, 2003)
- "Comme une ombre qui passe", (pod nazwiskiem Sophie Bohdan), Roman Publisher, Paris, Calmann-Lévy, impr. Chantenay, 1960
- "Chemia", (Czytelnik 1962)
- "Ryby na piasku", (Czytelnik 1965)
- "Skrzydło sowy", (PIW 1967)
- "Przez ciebie, Drabie!", (Nasza Księgarnia 1969, 1972, 1974, 1979, 1984)
- "Życie za życie", (Nasza Księgarnia 1971, 1973; Wydawnictwo Lubelskie 1979 w serii Biblioteka młodych); wznowienie jako: "Rekma, czyli Życie za życie" (Akapit Press, 1995)
- "Statki, które mijają się nocą", (Nasza Księgarnia 1975, 1989, Hamal Books 1994, Akapit Press 2002)
- "Wakacje z Zygą", (Młodzieżowa Agencja Wydawnicza 1977)
- "Wstęga Pawilonu", (Nasza Księgarnia 1978, 1982, Akapit Press 1996, Siedmioróg 2000; wpisana na Listę Honorową IBBY)
- "Dorosnąć", (Nasza Księgarnia 1987, Hamal Books 1994, Siedmioróg 2000, Akapit Press 2002)
- "Co mi zostało z tych lat", (Akapit Press 1996); wydanie II poprawione pod zmienionym tytułem: "Nie wszystko o moim życiu", (Akapit Press 2003)
Przekłady (wybór)
- Jorge Luis Borges, "Alef" (liczne wydania)
- Jorge Luis Borges, "Księga piasku" (liczne wydania)
- Jorge Luis Borges, "Opowiadania" (Wydawnictwo Literackie 1978)
- Jorge Luis Borges, "Raport Brodiego" (liczne wydania)
- Jorge Luis Borges, "Twórca" (liczne wydania; wespół z Krystyną Rodowską)
- Jorge Luis Borges przy współpracy Margarity Guerrero, "Zoologia fantastyczna" (Warszawa 1983)
- Guillermo Cabrera Infante, "Odpływająca fala" (PIW 1965)
- Julio Cortázar, "Egzamin" (1991)
- Julio Cortázar, "Gra w klasy" (wyd. I: 1968, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik; liczne wznowienia)
- Julio Cortázar, "Książka dla Manuela" (Wydawnictwo Literackie 1980)
- Julio Cortázar, "Niewpory" (Wydawnictwo Literackie, 1989)
- Julio Cortázar, "Nikt, byle kto..." (Wydawnictwo Literackie 1981)
- Julio Cortázar, "Opowiadania" (liczne wydania)
- Julio Cortázar, "Opowieści o kronopiach i famach" (liczne wydania)
- Julio Cortázar, "Ostatnia runda" (liczne wydania)
- Julio Cortázar, "Ośmiościan" (Wydawnictwo Literackie 1977)
- Julio Cortázar, "Proza z obserwatorium" (Wydawnictwo Literackie 1986)
- Julio Cortázar, "Tango raz jeszcze" (Wydawnictwo Literackie 1983)
- Julio Cortázar, "W osiemdziesiąt światów dookoła dnia" (Czytelnik 1976, liczne wznowienia)
- Julio Cortázar, "Wielkie wygrane" (liczne wydania)
- José Donoso, "Plugawy ptak nocy" (Czytelnik 1975)
- Griselda Gambaro, "Bóg nie lubi szczęśliwych" (Wydawnictwo Literackie 1984)
- Gabriel García Márquez, "Bardzo stary pan z olbrzymimi skrzydłami" (Muza 2001; wespół z Carlosem Marrodanem Casasem)
- Juan Carlos Onetti, "Pożegnania" (Wydawnictwo Literackie 1974)
- Manuel Rojas, "Syn złodzieja" (Czytelnik 1965)
- Rita Gombrowicz, "Gombrowicz w Argentynie. Świadectwa i dokumenty 1939-1963" (liczne wydania; wespół z Anną Husarską)
- Tom Kempinski, "Odchodzić" (sztuka teatralna)
- Roma Mahieu, "Poobiednie igraszki" (sztuka teatralna)
- Jean Reverzy, "Odejście" (Wydawnictwo Literackie 1981)
- Jean Reverzy, "Plac trwogi" (Wydawnictwo Literackie 1981)
Film
- "Słońce w gałęziach", w reżyserii Ludmiły Niedbalskiej, film fabularny na podstawie "Wstęgi Pawilonu" (premiera: 1987)