Na koncie ma kilka autorskich spektakli i współpracę z takimi artystami jak Deborah Hay, Benoit Lachambre i Rob List. Jako asystentka choreografa pracowała też z Marią Hassabi w Nowym Jorku i Jeanine Durning w Amsterdamie. W 2012 roku była stypendystką programu Solo Projekt realizowanego pod kuratorskim kierunkiem Joanny Leśnierowskiej w poznańskiej kuźni talentów: Art Stations Foundation/Stary Browar Nowy Taniec, w ramach którego zrealizowała pracę "5-7-5 HAIKU." Wystąpiła z nim m.in. w gmachu Narodowej Opery Chińskiej na jednym z najważniejszych festiwali teatralnych w Azji oraz na prestiżowym berlińskim Tanztage.
5-7-5 Haiku trailer from Marzena Krzeminska on Vimeo.
"5-7-5 Haiku" Marzeny Krzemińskiej to, jak mówi sama artystka, performance wykreowany wokół ekspresji emocjonalnej i jej kinestetycznego doświadczenia. Choreografka zadaje pytanie, jak forma i struktura występu wpływa na zaangażowanie i emocje publiczności. Skupia się na narracji, powtórzeniach kształtów ciała, dynamicznych zmianach, wykorzystaniu ciszy i zawieszeniach. Muzykę do spektaklu skomponował Patryk Lichota, a kostiumy Łukasz Czajkowski. Napięcie i eksplozja energii to ważne narzędzia, za pomocą których Krzemińska dekonstruuje obrazy i stereotypy.
Magdalena Zamorska zauważyła na portalu taniecpolska.pl, że artystka swoje choreografie uzupełnia dźwiękiem i oddechem łączącym się z ruchem ciała i powietrza. Jej zdaniem zarówno minimalistyczna scenografia, rozpoczynająca spektakl aria, "żałobna" sukienka, jak i skierowane bezpośrednio do widza wyznanie "Widziałam samochód, ludzi, mężczyznę z dzieckiem, płaczącą dziewczynkę…", przywodzą na myśl obyczaj lamentacyjny.A sama Krzemińska tak mówi o swoim warsztacie, pracy nad formą i poszukiwaniu własnego języka ruchu:
"W School for New Dance Developement (SNDO) dominował kierunek tworzenia sztuki osobistej, tożsamościowej, tworzenie manifestów «kim jestem». Ja szukam innego sposobu komunikowania się. Przywołuję pewne formy, na przykład grecką tragedię, albo operę, żeby stworzyć sytuację, w której możemy przeżywać bardzo silne emocje, ale pamiętając, że jesteśmy w teatrze, że umówiliśmy się na tę sytuację. Pojawianie się emocji traktuję jako spotkanie z czymś ponadosobowym. Mój charakter na scenie jest reprezentantem publiczności, dla której dokonuje rytuału. Prezentuję coś, a nie siebie; przed nimi, a nie do nich. Widzowie są zaproszeni – mogą się podłączyć, albo obserwować z dystansu"
źródła: taniecpolska, Culture.pl, oprac. AL, luty 2015