Wróćmy do dużego pokoju, który Stefański zajmował w mieszkaniu swojej ciotki (dwa piętra niżej z kolei mieszkali jego dziadkowie i matka, która dokarmiała poszukujących artystów). Jak mówił w rozmowie ze Zbigniewem Taranienko:
Pomysł na zrobienie tam teatru przyszedł mi chyba dzięki wycinkowi z "Wiadomości Literackich" z 1926 roku, który jakimś cudem znalazł się w moich rękach. Był to reportaż Edwarda Boye, znanego tłumacza, który w Paryżu odwiedził teatr De l’Art et Action, mieszczący się w budynku mieszkalnym na którymś tam piętrze. Artykuł ten niepokoił mnie przez całe lata. [...]
Teatr zaczął się od drewnianej skrzynki po owocach znalezionej w piwnicy domu. Pierwszy program Teatru (1955) znajomi twórców nazywali "paluszkami", bo główne role odgrywały przede wszystkim dłonie aktorów i przeróżne rekwizyty, jak np. Znaleziony w gruzach jednego z kościołów kielich mszalny. Składały się na niego dwie sztuki – "Homunculus" Stefańskiego i "Wiwisekcja" Białoszewskiego. Ta pierwsza to groteskowa i obrazoburcza historia, której narratorem jest alchemik Diałko, luźno inspirowana legendą o praskim Golemie:
Hoduję pod podłogą maleńkiego Chrystusika. Karmię go suchą bułką i niedopałkami papierosów. A kiedy podrośnie – ukrzyżuję go sobie. A może on mnie ukrzyżuje? Nie wiem. W każdym razie – zabawa nie całkiem jest bezpieczna.
Od drugiego programu na kaflowym piecu w pokoju/sali teatralnej wypisano myśl Jeana Cocteau: "W sztuce teatralnej autorem, dekoratorem, twórcą kostiumów – powinien być właściwie jeden człowiek. Taki wszechstronny tytan nie istnieje. Jednostkę trzeba więc zastąpić tym, co najbardziej podobne do jednostki: grupą przyjaciół". Jak mówił Stefański w rozmowie ze Zbigniewem Taranienko:
W okresie przygotowań do drugiego programu, tak samo jak wcześniej, pisanie tekstów dla Teatru na Tarczyńskiej odbywało się następująco: najpierw omawialiśmy bardzo dokładnie, co ma być pisane i kto ma co pisać. Na Tarczyńskiej zaparzaliśmy wielki gar kawy, zapadała cisza – i było wspólne pisanie. Po skończeniu jakiegoś fragmentu – pisanie i korygowanie. Aż tak ścisła współpraca.
Jak jednak podkreślała w swoich wspomnieniach na temat Tarczyńskiej Maria Fabicka-Choińska – aktorka Teatru, poetka i malarka: "Najwięcej roboty miał [...] Leszek, nie tylko jako gospodarz terenu, ale jako ten, który potrafił myśleć i działać technicznie – piłką, młotkiem, śrubokrętem, a ponadto znał się na elektryczności". Z reguły także sam przygotowywał scenografię do swoich sztuk. Stefański zadbał również o zaplecze finansowe teatru, przeznaczając na jego działalność znaczną część honorarium, jakie otrzymał za wspomniane powieści dla młodzieży.
Na drugi program – podzielony na autorskie wieczory – składały się po trzy sztuki Białoszewskiego ("Lepy", "Szara msza", "Wyprawy krzyżowe"), Choińskiego ("Ściana", "Kolacja" i "Legenda o czerwonej bramie") i gospodarza mieszkania ("Szminka", "Śledzie, śledzie" i "Narodziny Afrodyty"). Wówczas już zmontowano scenę, na której mogły występować całe ciała aktorskie, nie tylko ich ręce. Turpistyczne "Śledzie, śledzie" z galerią nikczemnych postaci (wszystkie odgrywane przez Białoszewskiego i Stefańskiego), powstały, jak mówił Stefański, "ze wstrętu do rzeczywistości w ogóle". Na zachowanych zdjęciach możemy podziwiać oryginalne kostiumy uszyte z płótna zadrukowanego autentycznymi kolumnami gazetowymi dzięki znajomościom w drukarni "Życia Warszawy". Wrażenie musiała robić także "Szminka", której rysunkowe postaci, wedle opowieści świadków, powstawały na oczach widzów. Z kolei w "Narodzinach Afrodyty" Stefański reinterpretował grecki mit zastanawiając się, jak ukształtowałby się umysł istoty, która zaistniała nagle w ciele osoby dorosłej.
Tarczyńska stała się modnym miejscem na mapie kulturalnej Warszawy: bywali tu Julian Przyboś, Henryk Stażewski, Anatol Stern, Tadeusz Peiper, Kazimierz Serocki, Witold Lutosławski czy Aleksander Bardini, a artykuły o awangardowym teatrze pojawiały się w prasie polskiej i zagranicznej – od "Przekroju" po "France Soir" – trafiła tu także z kamerą ekipa Polskiej Kroniki Filmowej. Ówczesny minister kultury Włodzimierz Sokorski wysupłał z budżetu jednorazową dotację dla undergroundowej placówki. Na widowni w pokoju Stefańskiego potrafiła pojawić się setka widzów, z kolejnymi chętnymi tłoczącymi się na klatce schodowej. Twórcy postanowili spróbować swoich sił na profesjonalnej scenie i jako Teatr z Tarczyńskiej przygotowali kolejny program w studenckim klubie "Hybrydy". Premierowymi sztukami Stefańskiego były wówczas: "Legenda o sobie", "Sfinksówna" i "Hipoteza fokstrota". Jak jednak stwierdziła Maria Fabicka-Choińska w tomie "Miron. Wspomnienia o poecie": "Niby wszystko było jak trzeba, a jednak – niezupełnie. Wyraźnie czegoś zabrakło. Oczywiście – Tarczyńskiej!".
W sztukach przyjaciół Stefański również występował jako aktor, m.in. w "Wyprawach krzyżowych" Białoszewskiego, gdzie odegrał wszystkie postacie, które na swojej drodze do Jerozolimy spotyka rycerz Baldwin (w tej roli autor sztuki). Dźwiękową próbkę jego umiejętności aktorskich daje słuchowisko radiowe zrealizowane w 1956 roku dla Polskiego Radia (współcześnie ukazało się na płycie "Miron Białoszewski do słuchu, vol. 1 – Teatr" nakładem Bôłt Records w 2013 roku).
Teatr po Tarczyńskiej
W 1958 roku – ostatnim sezonie działalności Teatru – w repertuarze pojawiły się dwie nowe sztuki: "Model jest bestią" Marii Fabickiej i "Wyrzuty skojarzenia" Stefańskiego. Konflikty personalne (które poskutkowały odejściem z teatru wpierw Bogusława Choińskiego, a następnie Mirona Białoszewskiego, który – wraz z Ludwikiem Heringiem i Ludmiłą Murawską – założył Teatr Osobny w swoim nowym mieszkaniu przy pl. Dąbrowskiego) sprawiły, że Stefański postanowił rozstać się z warszawskim środowiskiem i na pewien czas wyjechał z miasta. Przez dwa lata pracował jako wychowawca w domach dziecka w Śródborowie i Lucieniu. Wkrótce jednak powrócił do teatru. W 1961 roku podjął studia na Wydziale Reżyserii PWST w Warszawie.
Współpracując gościnnie z różnymi polskimi teatrami, wystawiał sztuki Mrożka, Grochowiaka czy Moliera, przede wszystkim jednak jego specjalnością stał się teatr muzyczny (m.in. sięgał kilkukrotnie po operetki Offenbacha). Pracował m.in. jako kierownik Teatru Muzycznego Telewizji Polskiej i jako reżyser-asystent w Teatrze Narodowym w Warszawie.
Pojawiał się również w drugoplanowych rolach filmowych, zagrał m.in. telewizyjnego hipnotyzera w popularnym serialu młodzieżowym "Siedem życzeń", a także parapsychologa w filmie "Głosy" Janusza Kijowskiego i docenta w filmie "Barwy ochronne" Krzysztofa Zanussiego.
Tłumaczył również z francuskiego – przełożył m.in. "Poezje" renesansowego twórcy Pierre’a de Ronsarda. Pisał również wspólnie z Anną Bernat teksty do bajek muzycznych dla dzieci. W swoim dorobku ma także tomik poezji "Podróże w mikrokosmosie" (1996).
Tajniki psychotroniki