Wysłanie zdjęcia na konkurs wiązało się w moim przypadku ze sporym ryzykiem finansowym, ponieważ musiałem zainwestować w dobry film z peweksu. Na szczęście inwestycja szybko się zwróciła, bo pierwszej publikacji doczekałem się już po trzech tygodniach.
Nie wszystkim akty publikowane w "Perspektywach" były w smak. – Przyszedł któregoś dnia list do redakcji z Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego, który przekazano wszystkim fotografom w formie nakazowej. Miano zaprzestać publikować zdjęć z widocznym łonem, ponieważ onanizm w wojsku urósł do poziomu zagrażającego wyszkoleniu kadetów. Konsekwencją tego zakazu stało się to, że zaczęły się w fotografii aktu pojawiać te wszystkie dziwne wykręcone pozy. No i pośladki.
5 tys. dolarów na koncie
Po wprowadzeniu stanu wojennego Kośnik stracił pracę w "Filmie", aby niemal z miejsca otrzymać propozycję współpracy z legendarną francuską agencją Gamma. Fotografował co się tylko dało – strajki, manifestacje, bójki z ZOMO, życie codzienne, ale przede wszystkim dokumentował życie opozycji. Jeszcze w okresie "festiwalu Solidarności", gdy powstawały regionalne struktury, zgłosił się do Regionu Mazowsze jako fotograf społeczny, aby być jak najbliżej wydarzeń związanych z ruchem. W stanie wojennym fotografował wszystkie protesty nielegalnej Solidarności aż do końca lat 80 tych.
Filmy przekazywałem Gammie przez ambasadę Francji, co było dość stresujące, ponieważ bezpieka potrafiła przeszukiwać ludzi zbliżających się do zachodnich ambasad. Robili też rewizje w domach, no i niszczyli aparaty podczas manifestacji. Ale Gamma to przewidziała wyposażając mnie w aparat Nikkormat po koledze z Wietnamu: potwornie ciężki, specjalnie stworzony na ciężkie warunki wojenne. Podczas jednej z manifestacji jakiś ubek cisnął nim o kamienną podłogę na klatce schodowej, w której się ukryłem. Aparatowi nic się nie stało, jeśli nie liczyć lekko wgniecionego pryzmatu.
Po roku pracy dla Gammy, przekazywania filmów do ambasady, Jerzy Kośnik udał się w końcu do Paryża, do banku, w którym agencja otworzyła mu konto.
Okazało się, że mam 5 tysięcy dolarów! To był odpowiednik 250 średnich pensji miesięcznych w Polsce.
Najczęściej zamawiane były zdjęcia Lecha Wałęsy. Fotografowie latali lub jeździli do Gdańska, gdy tylko w obieg poszła plotka, że przywódca Solidarności coś zrobił lub powiedział. – Gdy otrzymał Nobla, nastąpiło prawdziwe szaleństwo. To był przełom, który obudził ludzi z depresji i przygnębienia. Myśmy odebrali tego Nobla jako nagrodę dla nas wszystkich – dla 10 milionów ludzi, którzy wstąpili do Solidarności.
Pacuła dzwoniła w nocy

Joanna Pacuła, 1978, fot. Jerzy Kośnik/Forum
Przez całe lata 80. Kośnik nadal fotografuje akty. Nie ma gdzie publikować, a mimo to wystawy organizowane przez rozmaite kluby studenckie przyciągają tłumy zwiedzających. Sytuacja zmienia się oczywiście natychmiast po 1989 roku, gdy zaczynają powstawać jeden po drugim rozmaite pisma erotyczne. Kośnik pracuje na przykład dla miesięcznika o nazwie "Plejtboj", dla którego fotografuje między innymi nagą Ewę Sałacką.
Jedną z ulubionych modelek fotografa była jednak Joanna Pacuła. – Potrafiła zadzwonić do mnie o północy i powiedzieć "wiesz jestem na jakimś nudnym bankiecie, bierz pół litra, aparat, przyjeżdżaj, zrobimy sesję zdjęciową". Większość zdjęć powstałych podczas tych zakrapianych sesji kończyła w koszu, ale pozostało kilka klatek, które są mi bardzo bliskie. Zwłaszcza zdjęcie Joasi w moich skarpetkach z numerem 34.

Krzysztof Kieślowski, Cannes, 1988, fot. Jerzy Kośnik
Wśród gwiazd fotografowanych przez Kośnika są m.in.: Jim Jarmusch, Anna Dymna, Richard Gere, Janusz Gajos, Nastassja Kinski, Roger Moore, John Travolta, Krzysztof Kieślowski, Grace Jones. Akt Anny Dymnej z 1979 roku został zaliczony przez krytyka Jerzego Lewczyńskiego do 100 najlepszych polskich zdjęć, natomiast fotografia Joanny Janikowskiej wykonana w Cannes w 1995 roku, pochodząca z sesji dla Playboya znalazła się w albumie "100 Most Beautiful Girls in the World" wydanym przez Playboya.
Autor: Krzysztof Miękus, kwiecień 2017