W Nie ma duchów… Buchwald opowiedziała o czwórce dorosłego rodzeństwa, które mierzy się ze swoimi codziennymi problemami, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie o granice miłości i samodzielności. Jej film był portretem pokolenia „zet” wcześniej niemal nieobecnego w rodzimym kinie. Buchwald mówiła o jego problemach z powagą, ale bez patosu. Z czułością kreśliła portrety czworga bohaterów, a dzięki znakomitej obsadzie – Izabelli Dudziak, Tymoteuszowi Rożynkowi, Karolinie Rzepie (nagrodzonej w Gdyni za drugoplanową rolę kobiecą) i Barłomiejowi Deklewie – jej postaci, choć niepozorne, uwodziły emocjonalną szczerością. Dzięki nim stworzyła – parafrazując Noah Baumbacha – „love story o rodzeństwie”.
Buchwald wracała tu nie tylko do swojego dzieciństwa, ale też do rodzinnych opowieści o duchach i aniołach, a na ekranie prócz swoich głównych bohaterów ożywiła także… dusiołka, na poły demonicznego stwora rodem z wiersza Leśmiana i – przywoływanego przez reżyserkę w wywiadach – obrazu Nocna mara Johanna Heinricha Füssliego.
W 2025 roku Nie ma duchów… stało się jednym z największych objawień 50. Festiwalu Filmowego w Gdyni, zdobywając Złoty Pazur im. Andrzeja Żuławskiego, nagrody dla najlepszej reżyserki i aktorki drugoplanowej, a także nagrodę za casting i nagrodę dziennikarzy. Za swój pełnometrażowy debiut Buchwald otrzymała także nominację do Paszportu Polityki, a Izabella Dudziak, Karolina Rzepa i Barłomiej Deklewa zostali nominowani do nagrody im. Zbyszka Cybulskiego.