Artysta interdyscyplinarny, grafik warsztatowy, malarz, twórca instalacji i interwencji site-specific. Jego prace były prezentowane m.in. w Nowym Jorku, Paryżu, Berlinie, Mediolanie, Bazylei i Atenach.
Urodził się 1987 roku w Olsztynie. Studiował na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W latach 2010–2011 przebywał na rezydencji w GlogauAir na berlińskim Kreuzbergu. Swoją karierę zaczynał jako grafik warsztatowy, ale szybko zwrócił się ku malarstwu.
W 2013 roku otrzymał główną nagrodę w 11. Konkursie Gepperta we Wrocławiu. Alicja Klimczak-Dobrzaniecka, współkuratorka wydarzenia, tak uzasadnia wybór jury: „Malarstwo Cezarego Poniatowskiego jest niezwykle dojrzałe. Świadomie redukuje on środki wyrazu. Jego prace są kaligraficzne, graficzne a czasami »rzeźbiarskie«. Przypominają przypadkowo powstałe plamy na murze lub graffiti”. W tym samym czasie „Magazyn Szum” umieścił twórczość Poniatowskiego na liście odkryć roku. Na Dwutygodniku z kolei pojawił się tekst Stacha Szabłowskiego pt. Świeża krew, poświęcony premierowej wystawie artysty Sceny rodzajowe, którą można było oglądać w BWA w Olsztynie.
Text
Obrazy Poniatowskiego zawsze balansują na granicy czegoś znajdującego się poza czystym malarstwem; jedne malowane czarną farbą kształty przypominają zmutowane logotypy, inne wyglądają jak fragmenty plakatów, jeszcze inne układają się w ornamenty. Wszystkie świetnie sprawdziłyby się w teście Rorschacha. Przymuszają widza do uruchomienia ciągów skojarzeń, do doszukiwania się przedstawień w tych kształtach, które czasem są splątane jak zarośla, a czasem proste niczym plama czerni rozlana na białym płótnie. […] Wśród długów zaciągniętych przez Poniatowskiego niemałe są zobowiązania wobec dziedziny kaligrafii. Artysta „pisze” czarną farbą po płótnie i jest to kaligrafia z założenia nieudolna, taka, która nie służy stawianiu klarownych znaków, lecz tajemniczych kulfonów. Inny dług malarz ma wobec teatru cieni.
– pisał Szabłowski. Poniatowski w oryginalny sposób łączy materiał graficzno-malarski, posługując się z reguły ograniczonym spektrum barw, konsekwentnie monochromatycznym, bazującym na gamie rozpiętej między czernią i bielą szarości. Operuje graficznym skrótem, do minimum redukując środki wyrazu. Artysta jest daleki zarówno od klarowności kształtu, jak i od czytelności samego przekazu. Nieoczywistość czy nieokreśloność prac buduje wyczuwalne napięcie, a u odbiorcy wywołuje ciągi nieoczekiwanych skojarzeń.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
W 2013 roku odbyła się kolejna indywidualna wystawa Poniatowskiego pt. Atrofia w warszawskiej galerii Praca. Artysta tak skomentował założenia, jakie stały za jej koncepcją:
Text
Tytuł Atrofia odnosi się do procesu stopniowego zanikania obecnego właściwie w każdej sferze obecnej rzeczywistości. Nasza coraz bardziej nihilistyczna i dekadencka codzienność postępuje. Obrazy są odbiciem świata pełnego apatii i wewnętrznego rozstrojenia. Ascetyczne i sterylne. Zmierzające w stronę czerni. Nawiązują do tematyki wanitatywnej, „ars moriendi”. Aura całości pozostaje melancholijna, uwalniająca coraz to większy metafizyczny niepokój. Są to obrazy o naszej epoce.
Po kilku latach Poniatowski porzucił malarstwo, ale zmiana formy nie oznaczała odejścia od dotychczas podejmowanych zagadnień, nawet jeśli wiązała się z ucieczką od płaszczyzny i konwencji obrazu. Zaczął pracować na znalezionych i zużytych tworzywach, pozostałościach po przedmiotach codziennego użytku, które odnoszą się do wyobrażenia domowego ogniska – sztucznych skórach, dywanach, gąbkach tapicerskich i innych materiałach budowlanych. Charakterystyczne dla jego twórczości stają się reliefy – płaskorzeźby pozostające w ścisłym związku ze sztuką sakralną. Artysta na ich podstawie tworzy zupełnie nowe, groteskowe i surrealne obiekty, w których użyte materiały i elementy zostają wyabstrahowane z pierwotnego kontekstu znaczenia i funkcji.
Text
Odwołanie się […] do praktyki duchowej i jej materialnych narzędzi w żaden sposób nie musi świadczyć o próbie podboju zaświatów, zwrocie metafizycznym czy deklaracji religijnej. To nie byłby pierwszy raz, kiedy kompletnie świecka sztuka używa do własnych celów rozwiązań wypracowanych na gruncie sztuki sakralnej. Bliskim przykładem mogą być reliefy Tatlina, który użył technologii pisania ikon do stworzenia całkiem nowej wypowiedzi plastycznej, wolnej od funkcji reprezentacji. Reliefy były deklaracją nadchodzącej nowoczesności, pierwowzorem sztuki obiektu, pierwszym krokiem do miejsca, które po półwieczu wypełnił minimalizm. Jak się okazuje, paradoksalnie, radykalna nowość sprzed stu lat może dawać aktualnie nowemu malarstwu odświeżający efekt.
– pisał Jakub Bąk na łamach „Magazynu Szum” przy okazji wystawy Sick-Box w warszawskiej Galeria Stereo (2018). Sam Poniatowski wielokrotnie zaznaczał, że bardziej od klarownego przekazu interesuje go nastrój, jaki jego prace mogą wokół siebie roztaczać. Prace artysty stają się zapisami zmagania z materią, która skrywa przed nami tajemnice, a także opowieścią o pamięci zaklętej w przedmiotach. Posługując się rzeczami codziennego użytku, które z zasady pełnią jakąś funkcję, Poniatowski zadaje pytanie, czy mogą one dalej na nas oddziaływać, kiedy stają się odpadem. A może dopiero upływ czasu jest w stanie wydobyć z rzeczy ich naturę?
Tłumaczył to w rozmowie z Agnieszką Sural na łamach Vogue Polska:
Text
Używane czy zużyte meble i inne przedmioty ze środowiska domowego są dla mnie negatywem duszy człowieka, który korzystał z danej rzeczy. Człowiek zostawił na nich swoje ślady, a rzeczy przechowują te ślady. […] Bliskie jest mi sformułowanie Baudrillarda – gizmo. Odnosi się ono do przedmiotów, maszyn, które zostały odseparowane od swojej funkcji lub pełnią ją w śladowy sposób, opierający się bardziej na wyobrażeniu odbiorcy. Ich natura jest tajemnicza, ale w tle pobrzmiewa echo ich bliżej nieznanej użyteczności. Jest w nich coś nieśmiertelnego. […] Zszywki i złączki metalowe, których używam do zszywania reliefów skórzanych i dywanowych, to elementy zamykające. Prace stają się więzieniem dla zaszytych wspomnień, lęków, śladów z przeszłości. […] Dywany odwrócone spodem na wierzch są niemymi świadkami, które oprócz tego, że gromadzą brud, kurz i ślady użytkowania, zapamiętują to, co się na nich wydarzyło.
Charakterystyczna dla reliefów Poniatowskiego jest również czerń, która stanowiła już trzon jego wczesnych obrazów. Barwa ta, jako niekolor, ma bardzo określoną wartość symboliczną i szeroki potencjał znaczeniowy – można dostrzec w niej zarówno złowieszcze konotacje, jak i interesującą, produktywną próbę stworzenia negatywu znanej nam rzeczywistości. Jakub Bąk podkreślał:
Text
Czerń to nie tylko brak koloru i światła, dezaktywacja fotoreceptorów w siatkówce, która nie tylko koi i leczy aparat zmęczony impulsacją; to także informacja o potencjalnej możliwości widzenia poza czernią. Kompletna czerń daje możliwość nie-widzenia i tym samym nieuznawania i niedziałania, a więc jest to kolor emancypujący, kolor odmowy i wolności. Może to raczej ta właściwość, a nie moda, stanowiły o sukcesie Czarnych Protestów? Czerń to także pozytywny wyraz braku, wyraźny znak pustego miejsca, przestrzeń w której może zaistnieć cokolwiek. Dzięki temu staje się też barwą wyobraźni.
Coraz bardziej widoczna w obiegu międzynarodowym twórczość Poniatowskiego doczekała się w następnych latach szeregu nowych odczytań. W 2020 roku artysta pokazywał swoją wystawę Hearth w Kolonii. Moritz Scheper na łamach magazynu „Frieze” zwracał uwagę, że
Text
mrok wizualnego wszechświata Poniatowskiego zdaje się nawiązywać do wstrząsów społecznych wywołanych transformacją gospodarczą byłego kraju socjalistycznego i likwidacją państwowych struktur wsparcia – traumą, która napędza obecne wojny kulturowe w kraju, odzwierciedlając napięcia polityczne między ruchami lewicowymi a rządem alt-prawicy.
Nora N. Khan na łamach „Artforum” przy okazji wystawy Metabolic Rift w Berlinie (2021) pisała o sztuce Poniatowskiego nie tyle w nawiązaniu do kontekstów społecznych, a bardziej przez pryzmat własnych wrażeń, porównując ją do niepokojących prac H.R. Gigera, twórcy postaci ksenomorfa z serii filmów Obcy: „Poczułam się niepewnie. Nie wiedziałem, kto jest za mną ani wokół mnie. Strach i panika napływały niczym wstrząsy wtórne sprzed lat – niczym szaleństwa Ery Jazzu ożywione w »Lśnieniu«, dekadencja i zabawa przemienione przez upływ czasu w coś przerażającego”.
W ostatnich latach Poniatowski coraz bardziej skłania się ku refleksji nad niszczeniem, gniciem i rozpadem, ale także nad kreacyjną potencją naturalnej przemiany materii. Na wystawach w Galerii Wschód, na targach sztuki w Bazylei czy na festiwalu Narracje w Gdańsku (2023–2025) artysta prezentował na przykład zawinięte w rulony wykładziny, których zielone frędzle na pierwszy rzut oka przypominały mech lub trawę. Uformowane w kształty przypominające umeblowanie albo wijące się bezpośrednio na ziemi w szklarni budziły skojarzenia z organizmami przechodzącym transformację, poczwarkami przygotowującymi się do zamknięcia w kokonie. Zieleń obrastająca dywany przywodziła na myśl procesy gnilne odpadów – w tym przypadku, inaczej niż we wcześniejszych pracach, artysta wydaje się jednak bardziej zainteresowany twórczym charakterem tej przemiany niż wpisaną w nią tymczasowością i śmiertelnością. Zastosowanie fantazyjnych, niepozbawionych humoru zielonych frędzli dokumentuje istotną przemianę w twórczości artysty – dalej stawia on pytania o funkcję i upływ czasu, który tę funkcję modyfikuje lub unicestwia, lecz coraz bardziej podkreśla wpisaną w rzeczy witalność, skłonność do życia i przemiany, której nawet rozpad nie jest w stanie powstrzymać.
W 2026 roku Poniatowski najnowszą instalację pokazuje w praskiej Meet Factory – tym razem nie jest to pojedynczy obiekt, lecz cała instalacja pod tytułem Deep House, w ramach której w surowych, przemysłowych wnętrzach artysta komponuje dom. Obok lamp, stołów, komód w pracy pojawiają się takie detale, jak książki, małe bibeloty, ułożone w osobliwe formacje baterie. Główną rolę znowu odgrywają zawinięte dywany, tutaj wyraźnie obdarzone cechami niemal ludzkimi. Małe lornetki udają oczy, a same rulony uformowane są w kształty sugerujące na przykład postać odpoczywającą w fotelu lub wylegującą się na kanapie. Inne dywany przypominają igrające ze sobą zabawne stworki jakby wyjęte ze świata Muppetów. W typowy dla artysty sposób swojskość i humor zestawione tu są z poczuciem osobliwej niesamowitości – pokój, w którym toczy się niezrozumiałe, wymykające się ludzkiemu zrozumieniu życie, sprawia wrażenie jednocześnie przytulnej, ale i w jakiś sposób wyobcowanej przestrzeni. Zawieszeniu ulegają w niej automatyczne powiązania między przedmiotem a jego funkcją, między tym, co dobrze znane, a tym, co obce. Niejasna jest też granica między tym, co żywe, a tym, co (jeszcze) nieożywione. Zgodnie z tytułem wystawy życie tego tajemniczego domu biegnie głębokim, podziemnym, podprogowym torem, do którego mimo pozorów zaproszenia nie mamy i nie będziemy mieć pełnego dostępu.