Pianista, kompozytor, improwizator, pedagog, który w swojej twórczości często sięga po inspiracje spoza świata dźwięków.
Rodzina Andrzeja Karałowa ma długie tradycje artystyczne. Wśród jej członków znaleźć można nie tylko pianistów, lecz także malarzy i gitarzystów – jego wujkowie to założyciele słynnego art-rockowego zespołu Exodus. Sam Karałow od dziecka kształcił się w zakresie wykonawstwa klasycznego repertuaru fortepianowego, a drogę tę zwieńczył dyplom magistra sztuki na studiach instrumentalnych. I choć nigdy nie porzucił tego szlaku, to już w liceum zdał sobie sprawę, że inne ścieżki mogą być równie interesujące:
Text
W tym czasie zainteresowałem się muzyką improwizowaną i współczesną, ich procesami, literaturą i brzmieniem odmiennym od tradycyjnego repertuaru pianistycznego. Zachwyciłem się nie tylko muzyką Ivesa, Tüüra, Rautavaary, Reicha, ale również nurtami creative music, jazzem, muzyką improwizowaną czy artystami i nurtami związanymi z wytwórnią ECM. Te inspiracje poprowadziły mnie, równolegle do pianistyki, również ku kompozycji.
Jednym z artystów, który zrobił wówczas na Karałowie wielkie wrażenie, był Keith Jarrett i nagranie jego koncertu w Bremie. Polski pianista usłyszał w nim otwartość formy połączoną z wirtuozerią i płynnością – to jest przeplataniem się idei muzycznych w monumentalnej formie przy zachowaniu spójności. Po Jarrecie w głośnikach Karałowa zaczęli się więc pojawiać kolejni twórcy ze świata jazzu i improwizacji, m.in.: Esbjörn Svensson, Charles Lloyd, Tomasz Stańko, Jack DeJohnette, Sun Ra, John Abercrombie czy Ornette Coleman. Ich nastoletni słuchacz wciąż czuł, że chce zostać pianistą, ale już nie tylko pianistą.
Formowanie wizji
I rzeczywiście, po uzyskaniu dyplomu w zakresie fortepianu Szkoły Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Warszawie Karałow na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina rozpoczął studia z kompozycji (w klasie prof. Stanisława Moryto) i fortepianu (w klasie prof. Bronisławy Kawalli). Okazało się, że na wyższej uczelni znalazł mentorów, którzy umożliwili pogłębianie jego fascynacji innymi sposobami organizowania i prezentowania materiału muzycznego.
Pod tym względem pianista szczególnie dobrze wspomina pracę z profesorem Moryto, który kształtował w nim otwartość na świat artystyczny (również niemuzyczny) przy jednoczesnym zachowaniu intelektualnej niezależności. Jako student kompozycji Karałow uczył się otwartości na kolejne style, nurty i zjawiska zachodzące zarówno we współczesnej muzyce klasycznej, jak i innej: improwizowanej, jazzowej, elektronicznej, post-rockowej. Jak tłumaczy:
Text
Warsztat kompozytorski i pianistyczny powinien służyć poszukiwaniom i kształtowaniu własnego języka muzycznego, formowaniu własnej wizji sztuki. Ta wiedza powinna służyć konsekwentnemu tworzeniu własnego świata twórczego: muzycznego lub innego, łączącego różne dyscypliny. Chodzi o tworzenie przestrzeni, w ramach której nie ograniczamy się podziałami gatunkowymi i stylistycznymi, ale kształtujemy ją na własnych zasadach.
Od 2016 roku kompozytor już nie tylko uczył się na Uniwersytecie Fryderyka Chopina, lecz także został członkiem jego kadry pedagogicznej. Trzy lata później uzyskał stopień doktora sztuki, a w 2025 roku – doktora habilitowanego w zakresie sztuk muzycznych. Jak przyznaje, praca pedagogiczna wymaga oczywiście wysiłku, ale jest przede wszystkim źródłem inspiracji: „Spotkania z młodymi twórcami uświadamiają mi, na jak na wiele twórczych sposobów można podchodzić do zagadnień w zakresie komponowania i formowania materiału muzycznego. Zajęcia nierzadko prowadzone są w relacji mistrz–uczeń, co sprawia, że inspirujemy się wzajemnie”.
Słuchanie i reagowanie
Akademicka kariera nie spowolniła pianistycznej i kompozytorskiej działalności Karałowa. Artysta już jako student zdobywał nagrody i wyróżnienia zarówno podczas ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów pianistycznych, jak i tych kompozytorskich. Chociażby w 2014 roku, kiedy jego opera Kepler do libretta Macieja Papierskiego otrzymała nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Bartók Plus w Miszkolcu. Niektóre utwory z tego okresu (Sonata na skrzypce i fortepian, Piano Trio na skrzypce, wiolonczelę) trafiły na monograficzny album Through wydany w 2020 roku przez wytwórnię DUX. Na tym etapie na większą rozpoznawalność Karałowa w środowisku muzyki klasycznej wpłynął jego udział w LPO Young Composers Programme (2018/2019), który zaowocował prawykonaniem jego utworu przez London Philharmonic Orchestra pod batutą sir Jamesa MacMillana w Southbank Centre.
Nawet pobieżny rzut oka na dyskografię twórcy pokazuje, że jego kompozytorskie zainteresowania rozwijają się w różnych kierunkach. Obok klasycznych sonat i kameralnych utworów pisanych z myślą o rzadziej eksplorowanym instrumentarium (m.in. saksofon, klarnet basowy, rożek angielski) w katalogu artysty zaczęły pojawiać się nagrania muzyki elektroakustycznej i improwizowanej. I tak w 2018 roku nakładem Requiem Records ukazał się album Wir zarejestrowany w duecie z doświadczonym producentem Jerzym Przeździeckim. Słychać tu syntezator Buchli, modulary, efekty gitarowe i oczywiście fortepian, przy czym całość została nagrana na żywo bez późniejszej obróbki studyjnej. W entuzjastycznej recenzji opublikowanej na portalu Nowa Muzyka Łukasz Komła pisał o Wirze: „Rozbuchana elektronika (w końcu Buchla!) ochładzana akustyką fortepianu stapiają się w jeden ciąg fascynujących obrazów dźwiękowych, choć konsekwentnie rozszczepianych na poszczególne mikroświaty”.
Albumy nagrywane z tuzami muzyki improwizowanej stały się ważną częścią dyskografii Karałowa. Obok kolejnych dwóch płyt zarejestrowanych z Przeździeckim pianista połączył też siły z francuską kontrabasistką Joëlle Léandre (FLINT, Fundacja Ensemblage, 2025), francuskim artystą dźwiękowym Jérôme’em Noetingerem (L'Ivresse transfigurée, Ośrodek Rozdroża, 2025) czy brytyjskim wokalistą Philem Mintonem (premiera zaplanowana na listopad 2026 roku). O tej pierwszej płycie na łamach „Jazz Forum” pisał Tomasz Łuczak: „Podobnie jak w najlepszych nagraniach europejskiego free improvu, energia albumu nie wynika z gęstości materiału, lecz z intensywności relacji między muzykami. Léandre wnosi do duetu element teatralności i cielesnej ekspresji, Karałow – intelektualną dyscyplinę i architektoniczne myślenie o przestrzeni dźwiękowej”. Efekty tych międzynarodowych współprac były recenzowane także na łamach zagranicznej prasy (m.in. „Revue & Corrigée”, „Citizen Jazz”).
Zdaniem Karałowa improwizacja to tworzenie przez słuchanie i reagowanie, bo wiele procesów jest tu przecież uzależnionych od drugiego muzyka. Co nie zmienia faktu, że i w tym przypadku niezbędny jest element kompozytorski – wpływanie na formę utworu, kształtowanie jej w czasie, wykorzystywanie elementów, które zapewnią całości niezbędną spójność. „Nierzadko improwizacja jest tak rozbudowana sonorystycznie, że trudno ją odróżnić od zapisanej kompozycji. Cechuje ją jednak otwarta forma i spontaniczność – brak wyraźnego, określonego rytmu. To jeden z powodów, dla których ta sytuacja jest dla mnie inspirująca”.
Światło, trwanie, krajobraz
Kiedy Karałow komponuje, często sięga po inspiracje spoza świata dźwięków. Wśród elementów, które wpływają na założenia jego nowych utworów, wymienia światło, trwanie, scenerię, otoczenia, czas i kolor. W celu ich eksploracji kompozytor eksperymentuje z innymi mediami i dziedzinami sztuki. Dużo fotografuje, zdarzało mu się też tworzyć grafiki cyfrowe czy abstrakcyjne akwarele. W ten sposób dopełnia uniwersum, które zamieszkuje jego muzyka. Jak tłumaczy artysta:
Text
Kilkanaście lat temu inspirowałem się strukturami i wielowarstwowością szerokich kadrów, krajobrazów górskich (Multicolor Horizon na orkiestrę, Through na trio), a obecnie skupiam się na obiektach natury, miejscach cichych, świetle i detalach. Szukam balansu pomiędzy nastrojem i aurą, a strukturą i osadzeniem odpowiedniego materiału w czasie i formie.
Przykładem takiego albumu jest wydane w 2025 roku Songlines (Fundacja Ensemblage/Chopin University Press). Zawarte na nim utwory łączy nadrzędna koncepcja – krajobrazu i związanej z nim duchowości. Każda z kompozycji odzwierciedla zjawisko, przestrzeń czy obiekt natury. Pomiędzy nimi wytyczone są ścieżki, które umożliwiają odczytywanie łączących je zależności. Inspiracją dla tej koncepcji była książka Songlines Bruce’a Chatwina, w której ten brytyjski pisarz i podróżnik pisze o aborygeńskich pieśniach jako duchowych mapach krajobrazu. Magazyn „Ruch Muzyczny” uznał Songlines za płytę tygodnia, a krytyk Krzysztof Stefański pisał o niej: „U Andrzeja Karałowa paleta też jest raczej przygaszona, brak tu gwałtownych erupcji, mamy raczej trwanie i powolny rozwój, długi oddech, przestrzeń i plamy dźwięku”.
Podobnie synestezyjny charakter miał wydany w 2023 roku monograficzny album There Are Some Nebulae No Eye Can Dispel (Chopin University Press). Choć zawarte na nim utwory zostały napisane raz to z myślą o orkiestrze kameralnej, innym razem o kwartecie smyczkowym czy sekstecie wokalnym, spaja je myślenie barwą dźwięku, jego fakturą i wprowadzanym przez niego nastrojem. To próba uchwycenia tego, co stałe i zmienne w krajobrazie za pomocą dźwięków.
To myślenie obrazem jest jednym z powodów, dla których Karałowowi bliska jest twórczość Zygmunta Krauzego. Kompozytor oddał mu hołd w 2023 roku za sprawą albumu winylowego Stone Music (Fundacja Bocian). Na jednej jego stronie znalazły się utwory Krauzego i Sikorskiego z lat 70., na drugiej – współczesne na nie odpowiedzi, ich lustrzane odbicia napisane przez Karałowa i Żanetę Rydzewską.
Plany
2026 rok jest dla Karałowa bardzo pracowity. W maju ukazał się album Morton Feldman: Triadic Memories (Ośrodek Rozdroża/Fundacja Ensemblage), na którym pianista interpretuje niezwykłe dzieło amerykańskiego kompozytora poświęcone ludzkiej pamięci. Trzy miesiące później ukaże się Dream and Beyond (Fundacja Ensemblage/DUX)– druga odsłona współpracy instrumentalisty ze skrzypaczką Małgorzatą Wasiucionek-Poterą (znajdą się na niej utwory Kaiji Saariaho, Salvatore Sciarrino, Einojuhani Rautavaary, Erkki-Sven Tüüra, Toshio Hosokawy, Toru Takemitsu i samego Karałowa). W listopadzie natomiast ukaże się wspomniany już duet pianisty z Philem Mintonem.
Wydaje się, że to całe mnóstwo, a to przecież tylko wydawnictwa. Poza nimi Karałow pisze utwór na oktet instrumentalny dla Chain Ensemble oraz kompozycję na MiniMoog solo dla Martyny Zakrzewskiej. Powadzi też wytwórnię Fundacja Ensemblage, wykłada i daje do zrozumienia, że rok 2027 wcale nie będzie uboższy w artystyczne inicjatywy.