W tej opowieści jest jeszcze jeden krajobraz wojny – woda. W rozdziale Zatruta ziemia jej źródłem nie jest natura, lecz decyzja: rosyjskie siły okupacyjne wysadzają tamę Kachowskiej Elektrowni Wodnej i gwałtownie przybywająca fala zalewa dziesiątki miejscowości obwodu chersońskiego. W rozdziale Zatruta ziemia nie ma wybuchu ani frontu: „Woda zaatakowała znienacka”, podchodzi pod domy, wypełnia dolinę Ingulca i w końcu przykrywa dach 78-letniego Ołeksandra brunatną taflą. Każdego dnia zaznacza na słupie jej poziom – „metry rezygnacji, centymetry nadziei”. Kiedy wraca do zalanego domu w woderach, ma wodę po pas, a zbutwiałe meble unoszą się jak topielcy. Z żyrandola wykręca żarówki pełne brudnej wody, żeby pokazać żonie, że domu już nie ma. Ta część książki przesuwa ciężar opowieści: z gwałtownego uderzenia na długie trwanie katastrofy, z frontu w stronę zatrutego krajobrazu, w którym wojna zostaje w zapachu mułu, w martwych rybach i w pustych podwórkach Nowowasyliwki fotografowanych z poziomu ziemi.
Fotografie Macieja Stanika – czarno-białe, robione w miejscach zniszczeń i we wnętrzach – nie ilustrują wydarzeń wprost. Rejestrują twarze, ciała i fragmenty świata: puste mieszkania, ruiny klatek schodowych, portrety wyłaniające się z półmroku. Tworzą drugi, wizualny nurt opowieści, biegnący równolegle do tekstu.
W polskim kontekście reporterskim książka Kolesnyczenko bliska jest pisarstwu Wojciecha Tochmana – zwłaszcza „Jakbyś kamień jadła”. Nie chodzi o temat, lecz o sposób prowadzenia narracji: skrajną kondensację, ograniczenie komentarza i zdania, które zatrzymują całą historię.
Książka ukazała się po polsku – i ma to znaczenie. Nie jest to tłumaczenie z zewnętrznej perspektywy, lecz autorski reportaż dziennikarki pochodzącej z Ukrainy, która od wielu lat mieszka i pracuje w Polsce i kieruje swój tekst bezpośrednio do polskiego czytelnika.
Jednocześnie ta książka potrzebuje kolejnych wydań językowych. Większość jej bohaterów to Ukraińcy – ich świadectwa powinny wybrzmieć także w ukraińskim kontekście językowym. Wydanie anglojęzyczne byłoby z kolei jednym z ważnych źródeł bezpośrednich relacji o niewoli, okupacji, stracie i psychicznych konsekwencjach wojny.
To także książka o bardzo konkretnym doświadczeniu czytelniczym. Można ją czytać w metrze, między jedną stacją a drugą, ale w pewnym momencie przestaje się widzieć ludzi naprzeciwko i słyszeć komunikaty. Trzeba na chwilę podnieść wzrok znad strony, uspokoić oddech. A potem ta lektura wraca – wieczorem i następnego dnia – razem z obrazem chłopca w niebieskiej masce. To ten rodzaj reportażu, który zostaje z czytelnikiem na długo po lekturze.
Tetiana Kolesnyczenko od 2022 roku dokumentuje wojnę rosyjsko-ukraińską; jej teksty publikowane były między innymi na platformie „Nowa Polsza”. Jest laureatką Nagrody im. Dariusza Fikusa (2024, 2025), Grand Press (2024) oraz Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego (2025). „Robaków rozgryzać nie wolno” to jej pierwszy reportaż książkowy.
Maciej Stanik – fotoreporter i autor reportaży społecznych – jest laureatem Grand Press Photo (2021), Nagrody im. Dariusza Fikusa (2024) oraz Grand Press (2024); dokumentował wydarzenia w Syrii, Afganistanie i Górskim Karabachu.
Premiera książki odbędzie się 23 lutego 2026 roku; zaplanowano spotkania autorskie w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu.