Kto chodzi do teatru?
„Wstyd”, reż. Gosia Wdowik, 2021, fot. Maurycy Stankiewicz / Nowy Teatr w Warszawie
Z przeprowadzonych (na zamówienie Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego) przez Macieja Gdulę i Przemysława Sadurę badań na temat stosunku do teatru wśród reprezentantów różnych warstw społecznych wprost wynikało, że klasa ma wyraźny wpływ na częstotliwość wizyt.
Jako punkt wyjścia socjolodzy przyjęli – za Pierrem Bourdieu – istnienie trzech klas: ludowej, średniej i wyższej. Każda z nich reprezentuje inne sposoby funkcjonowania, praktyki konsumpcyjne oraz style życia, na co wpływ ma ich kapitał ekonomiczny, symboliczny czy kulturowy. Jak pisali w raporcie:
Odpowiedzi respondentów pozwalają mówić o wyraźnym wzorcu odwiedzania teatru charakterystycznym dla klasy ludowej, średniej i wyższej. Klasa ludowa w zasadzie nie bywa w teatrze. Klasa średnia odwiedza teatr najczęściej raz na kilka lat lub raz w roku. Przedstawiciele klasy wyższej chodzą do teatru nie rzadziej niż raz do roku, ale wielu z nich robi to w ciągu roku wielokrotnie i deklaruje stałe zainteresowanie repertuarem teatralnym (s. 5).
Co zatem sprawia, że respondenci nie chodzą do teatru albo rzadko korzystają z jego oferty?
Pierwszą barierą okazała się cena biletów, kolejną – odległość teatru od miejsca zamieszkania, jeszcze następną – brak kompetencji kulturowych, choć te rozumiane były różnie w zależności od przepytywanej klasy. Uczestnicy badania z klasy ludowej wskazywali na własne ograniczenia, ci z warstwy średniej mówili o tym, że w teatrze różnice pomiędzy osobami wykształconymi a niewykształconymi są wyraźniejsze, z kolei ankietowani z klasy wyższej najczęściej odnosili się w tym obszarze do sztuki nowoczesnej czy awangardowej, z którą obcowanie może nastręczać trudności interpretacyjnych.
Badania ujawniły jednak nie tylko wpływ klasowego zróżnicowania na częstotliwość uczestnictwa w kulturze, ale także konieczność kształtowania nawyków chodzenia do teatru wśród klasy ludowej i zwiększenia dostępności oferty repertuarowej i warsztatowej, a także – wprowadzenie bonów czy innych programów zniżkowych (co akurat udało się zrobić w ostatnich latach wielu instytucjom).
Klasowe zróżnicowanie gustów przedstawione w badaniu pozwala wyjść w dyskusjach o poszukiwaniu modelu teatru poza homogenizującą formułę publiczności teatralnej lub „zwykłego widza”. „Zwykły widz” to najczęściej widz z klasy średniej, z określonymi preferencjami i kryteriami oceny teatru (s. 33)
– podsumowywali Sadura i Gdula.
Mimo że przedstawiciele klasy ludowej stosunkowo rzadko zasiadają na teatralnych widowniach, to twórcy w ostatnich latach prześcigają się w spektaklach, w których to właśnie ta grupa społeczna staje się tematem nadrzędnym. Po części wynika to z tego – o czym pisał Andrzej Leder w Prześnionej rewolucji (2014) – że niektórzy dzisiejsi reprezentanci klasy średniej lub wyższej znaleźli się tam nie za sprawą urodzenia, ale awansu klasowego. Stąd w ostatnich latach wysyp autobiograficznych opowieści o dorastaniu na prowincji, pracy w fabrykach czy mozolnym wspinaniu się po społecznej drabinie.