Dlaczego jednym ze stałych tematów pana sztuki jest Holokaust?
Kraków, w którym mieszkam, jest blisko Oświęcimia. Trudno o tym nie pamiętać. Ale przede wszystkim jest to punkt graniczny historii. Poza tym rola Polaków wobec Holokaustu jest bardzo niejednoznaczna.Chyba taka już jest natura człowieka, że uważniej przygląda się temu, co jest mroczne. Sztuka często przecież dotyczy refleksji nad światem i nad tym, do czego człowiek jest zdolny. Kim jest ten człowiek, że może być i taki, i siaki.
Czy to nie jest tak, że w obecnych czasach nasze widzenie jest na tyle obciążone, że musimy zadbać o jakąś przestrzeń niewidzialności? Czy zgadza się pan z tym, że w pewnym sensie robimy się ślepcami przez to, że widzimy za dużo?
Absolutnie się z Panią zgadzam. Ja sam nie używam w ogóle mediów społecznościowych, więc omija mnie ta powódź obrazów, którymi każdy chce się podzielić. Przeglądam tylko dwa dzienniki i to spełnia moją potrzebę obcowania ze zdjęciami opisującymi świat dzisiejszy. Myślę, że malarstwo jest zaprzeczeniem tego nadmiaru. Ponadto to nie jest migawka aparatu, tylko proces. Obraz powstaje w czasie, jest zapisem relacji między malującym a płótnem, jego refleksji i emocji.
Dlatego malarstwo tak bardzo się różni od snapshotów, którymi jesteśmy atakowani w nieskończonej ilości. Jesteśmy zdominowani przez kulturę obrazkową.
Do tego część tych obrazków może być produktem AI. Czy uważa Pan, że sztuczna inteligencja może wyprodukować coś ciekawego w sensie artystycznym?
Myślę, że tak. W mądrych rękach AI może być mądrym narzędziem, podobnie w niecnych rękach może być niecnym narzędziem.
W każdym razie nie demonizowałbym jej. No i AI na szczęście nie maluje obrazów. Gest który pozostawia ręka, jest unikalny, nie do podrobienia.