A nie byle jaką, bo "Pół wieku poezji później" w reżyserii Jakuba Nurzyńskiego to pełnometrażowy film z uniwersum Wiedźmina, w którego obsadzie znaleźli się m.in. Mariusz Drężek, Magdalena Różańska i Zbigniew Zamachowski, powracający do roli Jaskra, którą zagrał w filmie Marka Brodzkiego z 2001 roku. Obraz pojawił się bez wielkiej kampanii reklamowej, a czekali na niego przede wszystkim najbardziej zagorzali wielbiciele wiedźmińskiej sagi. Pozostali po prostu nic o "Pół wieku" nie wiedzieli. Jak to możliwe? Ano tak, że, mimo znanych nazwisk w obsadzie, nie mamy tu do czynienia z profesjonalnym filmem przygotowanym przez wielką wytwórnię, tylko z efektem długoletniej, oddolnej inicjatywy fanów, która rozrosła się ponad ich własne oczekiwania.
Kadr z filmu "Pół wieku poezji później", reżyseria: Jakub Nurzyński, produkcja: Ja Cię Kręcę, Lighthouse.guru, Stowarzyszenie Artystyczne KMT, fot. materiały prasowe
Pierwotnie zasięg kultury fanowskiej ograniczał się do zamkniętych środowisk, tworzących na własne potrzeby. Trudno było rozpowszechnić powstające w nich opowiadania, obrazy czy filmy w oficjalnym obiegu; krążyły więc głównie w kręgu znajomych albo pojawiały się na konwentach. Dzisiaj, w dobie Internetu, mogą już docierać do dużo szerszego grona odbiorców. Oczywiście, twórcy tego rodzaju utworów liczą na to, właściciele praw autorskich przymkną na nie oko. Relacje między tymi dwiema stronami układają się różnie. Z potencjału filmów fanowskich szybko zaczęli sobie zdawać sprawę twórcy "Gwiezdnych wojen". Nakręcony w roku 1997 film "Troops" (parodia popularnego wówczas w USA programu telewizyjnego o pracy policjantów pt. "COPS"), ze szturmowcami Imperium w roli głównej, był pierwszym filmem nagrodzonym w 2002 roku w oficjalnym, organizowanym przez LucasFilm konkursie Star Wars Fan Awards, który od tego czasu odbywa się niemal co roku (zdarzyła mu się kilkuletnia przerwa). Innym ważnym dla filmów fanowskich uniwersum jest świat "Star Treka" – tu w tego rodzaju produkcjach często występują aktorzy z oficjalnych seriali i filmów. Współpraca między fanami a firmami nie zawsze jednak układa się dobrze. Na przykład firma Nintendo, znana z rygorystycznego podejścia do swoich praw autorskich, zażądała w 2009 roku usunięcia bardzo popularnego filmu "The Hero of Time", opartego na serii "The Legend of Zelda".
Plakat do filmu "Pół wieku poezji później", reżyseria: Jakub Nurzyński, fot. Ja Cię Kręcę, Lighthouse.guru, Stowarzyszenie Artystyczne KMT
Po sukcesie serii książek Sapkowskiego pojawienie się pierwszych filmów fanowskich było tylko kwestią czasu. Najczęściej nie są zbyt wyrafinowane – daleko im do pełnometrażowych produkcji ze świata "Gwiezdnych wojen" czy "Star Treka". W najlepszych przypadkach historia Geralta z Rivii bywa pretekstem do pokazania lepiej lub gorzej ustawionych i zmontowanych scen walki. Zdarzają się produkcje bardzo dopracowane, jak np. trwający niecałe pięć minut film zatytułowany po prostu "The Witcher" (reż. Leo Kei Angelos), w którym gra znany cosplayer Ben Bergmann, w charakteryzacji i kostiumie do złudzenia przypominający Geralta z "Wiedźmina 3". Zdarzają się też takie, które przede wszystkim (oczywiście wbrew intencjom twórców) bawią, takie jak włoski "The Forgotten Tale", gdzie uciech jest bardzo dużo – od słabiutkiego scenariusza, przez nieporadne walki, po zupełnie niezrozumiały angielski dubbing i źle dopasowaną perukę Geralta, spod której wystają ciemne włosy.
W porównaniu z innymi, opartymi na "Wiedźminie" produkcjami fanowskimi "Pół wieku poezji później" to zupełnie inna jakość. Zamiast króciutkiej formy opartej głównie na efektownych ujęciach i dramatycznie montowanych walkach, mamy tu pełnowymiarową fabułę, z wielką obsadą, grającą w różnorodnych plenerach i scenografiach. "Pół wieku" wygląda nie jak amatorska produkcja, tylko solidnie nakręcony film fantasy. Często widać skromny budżet, więc np. wielka eksplozja w jednej w pierwszych scen filmu ogranicza się do huku spoza kadru, ale twórcy potrafią te braki naprawdę dobrze maskować. Choć mieli do dyspozycji ułamek budżetu, jakim zwykle dysponują filmy tego gatunku, z tej niewielkiej sumy umieli zaskakująco dużo wykrzesać. Amatorski charakter filmu widać przede wszystkim w dialogach – wymiany zdań między bohaterami są często zdawkowe albo niezręczne, zwłaszcza tam, gdzie film próbuje naśladować charakterystyczny dla Sapkowskiego rubaszny język. Niezręczna bywa też narracja, zwłaszcza w scenach wymagających subtelności. Jeden z bohaterów, Julian (Marcin Bubółka), syn znanego z powieści i gier barda Jaskra, wpada w objęcia kolejnych kobiet, często zupełnie bez ładu i składu, byle tylko fabuła mogła w związku z jego romansami pójść do przodu. W typowych filmach fanowskich tego rodzaju niedociągnięcia przyjmuje się z dobrodziejstwem inwentarza, ale w "Pół wieku" ma w sobie tyle z filmu profesjonalnego, że czuje się tu pewien zgrzyt - z jednej strony zaskakujący profesjonalizm, z drugiej typowe dla twórczości fanowskiej uproszczenia i niedociągnięcia… Według jakich kryteriów należy oceniać tego rodzaju utwory, zawieszone między tradycyjnymi kategoriami zawodowstwa i amatorstwa? Oglądając "Pół wieku", w wielu miejscach się krzywiłem, ale ostatecznie film pozostał mi w pamięci jako ciekawa część wiedźmińskiego świata. Głównie ze względu na swój zaskakująco elegijny ton. Serial Netfliksa pokazuje historię Geralta w czasach jego świetności. Seria gier CD Projektu stara się jakoś przezwyciężyć ponure zakończenie cyklu Sapkowskiego, sprowadzając Geralta i Yennefer z powrotem do świata, z którego zostali zabrani, i każąc im spotykać kolejno wszystkich dawnych przyjaciół. A przecież zakończenie cyklu powieści nie pozostawia złudzeń – to świat bez happy endów, w którym najważniejsi bohaterowie giną na chłopskich widłach.
Kadr z filmu "Pół wieku poezji później", reżyseria: Jakub Nurzyński, produkcja: Ja Cię Kręcę, Lighthouse.guru, Stowarzyszenie Artystyczne KMT, fot. materiały prasowe
W "Pół wieku" bohaterowie wciąż żyją w cieniu tego, co się stało pod koniec "Pani Jeziora". Geralt już nie wróci. Jest tematem anegdot, opowiadanych oszczędnie, żeby tylko nie przywoływać za dużo bolesnych wspomnień. Główni bohaterowie są przede wszystkim zmęczeni. Dawny towarzysz Geralta, wiedźmin Lambert (Mariusz Drężek), był świadkiem końca swojej szkoły i traci wiarę w przyszłość swojej profesji - w jednej z kluczowych scen zrywa z siebie wiedźmiński medalion. Triss Merigold (Magdalena Różańska) szuka z jego pomocą czarodziejki-renegatki, ale widać, że więzi łączące ją z Lożą Czarodziejek są coraz słabsze. Na chwilę pojawia się Jaskier – wciąż otoczony wiejskimi ślicznotkami, ale stojący już na progu niewesołej starości. Postaci nie uczestniczą już w wielkich intrygach dyplomatycznych – królowie i możni albo się nimi nie interesują, albo dyskretnie wspierają polowania na nich. Nieobecność Geralta (akcja rozgrywa się 35 lat po tym, jak Ciri przeniosła umierającego Geralta do innego świata) jest w tym wszystkim niemal namacalna. Tym, którzy zostali po jego odejściu, pozostały historie dużo smutniejsze i bardziej prozaiczne. Zbudowanie takiego poczucia melancholii i schyłku udało się twórcom filmu świetnie.
Żeby było ciekawiej, zgorzkniali bohaterowie "Pół wieku poezji później" najwyraźniej zdają sobie sprawę z alternatywnej (i, mimo wszystko, bardziej optymistycznej) wersji dalszego ciągu sagi o wiedźminie, opowiedzianej w serii gier. W pewnym momencie Julian próbuje zacytować sławetną ”fraszkę”, którą Geralt zaserwował Lambertowi w czasie ich wspólnego rejsu po jeziorze pod Kaer Morhen w grze "Wiedźmin 3" (przez wzgląd na przyzwoitość cytować nie będę, zainteresowanych odsyłam do Google’a). Lambert go ucisza – nie mógł jej usłyszeć, ale mimo to ją pamięta.
Kadr z filmu "Pół wieku poezji później", reżyseria: Jakub Nurzyński, produkcja: Ja Cię Kręcę, Lighthouse.guru, Stowarzyszenie Artystyczne KMT, fot. materiały prasowe
Może taka właśnie jest jedna z najciekawszych cech kultury fanowskiej – można w niej zobaczyć rozgałęzienia podziwianych przez miliony ludzi opowieści, zbudowane trochę w hołdzie, a trochę w kontrze wobec oficjalnie rozwijanych produkcji. Postaci zyskują nowe twarze i głosy. Pozwalają jeszcze lepiej zrozumieć, jak zmiennokształtna bywa każda wielka figura popkultury. Geralt, którego nie ma w "Pół wieku", mówi głosem Jacka Rozenka, Michała Żebrowskiego, Douga Cockle’a i całej rzeszy innych jednocześnie. Wygląda trochę jak Henry Cavill, trochę jak trzy wersje Geralta z trzech części gry, trochę jak postać z rysunków Bogusława Polcha. Ba, kiedy się postara, wygląda nawet jak Geralt z youtube’owego "The Forgotten Tale", z kiepsko dopasowaną peruką i źle ułożoną choreografią walki. Bo Geraltów jest tylu, ilu ludzi, którzy chcą o nich opowiadać.