Łukasz Orbitowski, fot. Wojciech Olszanka/East News
Było to prawie dwadzieścia lat temu. Z ówczesnym przyjacielem maszerowaliśmy przez Kraków. Wybiło południe. Byliśmy pijani albo mieliśmy kaca, ponieważ w tamtych latach przemieszczałem się płynnie pomiędzy tymi dwoma stanami. W każdym razie maszerowaliśmy sobie radośnie, zachodząc w głowę, co by tu zbroić. Dobry los rzucił nas w rejony placu Matejki, gdzie mieściła się siedziba Samoobrony.
Trzeba dopowiedzieć, że wtedy, w roku 2001, partia Andrzeja Leppera szykowała się dopiero do wyborów parlamentarnych. Te przyniosły jej sukces, którego nikt, łącznie ze mną, nie zdołał przewidzieć – podobnie jak późniejszych losów pana Leppera. Wówczas kojarzyła się z awanturami w rodzaju blokowania dróg i wysypywania zboża na tory (po latach stwierdzam, że mieli więcej racji niż ktokolwiek przypuszczał). W konserwatywnym Krakowie takie kłosy nie kwitną. Ale mieli wówczas cudowne, biało-czerwone krawaty. Lepper w nich chodził i cała reszta.
– Stary, słuchaj – powiedziałem do przyjaciela albo on powiedział do mnie – wejdziemy, zapiszemy się i dostaniemy po krawacie.
Weszliśmy do środka. Przyjął nas prezes oddziału. Powiedzieliśmy, w czym rzecz. Mnie olał zupełnie, koncentrując uwagę na moim przyjacielu. Przyjaciel miał domek w podkrakowskim Czułowie i z miejsca dostał ofertę założenia koła Samoobrony w tej wiosce. Natychmiast się zgodził. Pozostało przypieczętować nasze członkostwo w partii. Niestety, okazało się, że brakuje formularzy. Prezes obiecał dostarczyć je na jutro, a my obiecaliśmy, że przyjdziemy. Do tego oczywiście nie doszło. Rozciągnięty w czasie dowcip przestał śmieszyć. Znaleźliśmy sobie lepsze rzeczy do roboty.
Być może rzeczywiście papierów nie było. Zapewne pan prezes wyczuł, że drzemy łacha i postanowił nas przetrzymać. Wiele z tego, co padło w rozmowie, wskazywało na konflikt pomiędzy małopolskim środowiskiem Samoobrony a przewodniczącym Lepperem. Prezes faktycznie mógł nie mieć głowy do papierków.
Miesiąc później zobaczyłem krakowskiego pisarza, laureata Paszportu Polityki w krawacie biało-czerwonym. Wstąpił do Samoobrony i ogłosił swoją kandydaturę.