A ten sad ze zdjęcia był dla ciebie szczególnie ważny? Miał jakąś nazwę?
To był sad w Sosnowie, koło wsi Nowy Kłopoczyn na styku mazowieckiego i łódzkiego, dziesięć kilometrów od Ignacowa. Tak jak wspominałem, został posadzony w latach trzydziestych XX wieku. Miałem szczęście, bo jak ja się tam pojawiłem, to jego właścicielem był wnuk człowieka, który ten sad założył. Pan Władysław Wasiak, który się tam wychował, znał dosłownie każde drzewo. To było niezwykle pomocne, bo wiedzieliśmy, z czym mamy do czynienia, a identyfikacja owoców w starych sadach czasami nie jest łatwa. Jest bowiem tak, że owoce tej samej odmiany w różnych miejscach nie zawsze wyglądają tak samo. Wtedy, w 2015 roku miałem dość mgliste pojęcie, które z dawnych odmian będą się nadawały na cydr, nie było na ten temat literatury, nie było się kogo o to zapytać, trzeba było eksperymentować. Więc na początku, czyli w 2015 i 2016 zbieraliśmy mnóstwo odmian i badaliśmy, czy się nadają. W tym "naszym" starym sadzie co trzy drzewa rosła inna odmiana, więc dzięki temu udało mi się poznać ich dość dużo. Opisy tych odmian znalazłem w podręcznikach do pomologii, czyli nauki o owocach, wydawanych w latach 30. i 40. XX wieku.
Ten sad w Sosnowie był dla mnie ciekawy na wiele sposobów. Była w nim część główna stworzona przez człowieka, i był też i inny żywioł, nazwę go "dzikim". Ponieważ ten sad rósł bardzo długo i nie zawsze, jak sądzę, przez te wszystkie lata w równym stopniu dbano o niego w takim rozumieniu czysto sadowniczym, to stało się coś, co z naszego punktu widzenia było bardzo ciekawe. Mianowicie, pojawiły się w nim drzewa, które wyrosły na sposób dziki, czyli np. z pestki. Bo musisz wiedzieć, że jak pestka wypadnie z jabłka, to da owoc inny niż ten, z którego pochodzi.
To tak ja u ludzi.
Właśnie, bo pestka jest dzieckiem. Jabłko jest cały czas częścią rodzica. Jak wyrośnie z tej pestki drzewo, to jabłka na tym drzewie mogą być – tak jak jest z dziećmi – podobne do rodziców lub do nich niepodobne. Ale nie będą tym samym. Niektóre z tych wyrośniętych dziczek były bardziej krzakami niż drzewami i one miały specyficzne owoce. A co ciekawe, ich owoce były bardzo dobre na cydr, bo mniej soczyste, niezbyt duże, esencjonalne. I były też cierpkie, czyli miały garbniki, taniny, które zawsze się przydają.
Tak jak wspominałem, sad w Sosnowie już nie istnieje, a w naszym młodym sadzie rośnie dziesięć odmian, które z niego pochodzą: siedem z nich to znane pomologii odmiany, takie jak Koksa Pomarańczowa, Złota Reneta czy Pepina Ribstona, a trzy to były odmiany zdziczałe, tamtejsze endemity. Moim zdaniem te trzy odmieńce rosną tylko u nas w Ignacowie. Nie twierdzę, że nie ma na świecie jabłek do nich podobnych, ale myślę, że te trzy odmiany wyciągnięte z tego starego sadu mamy na świecie tylko my, są bardzo dziwne i przez to bardzo fajne.