Nieodłącznym atrybutem świąt grudniowych musiała być choinka – prawdziwa lub sztuczna. O prawdziwą było często trudno, paradoksalnie łatwiej ją było dostać w dużych miastach, chociaż i tam wyprawa po drzewko nie zawsze kończyła się sukcesem. Stąd pojawienie się w latach 60. i upowszechnienie w latach 70. sztucznych choinek z plastiku. Były one szeroko reklamowane w prasie. Reklama zamieszczona w „Ty i Ja” głosiła:
Święta za pasem! Na gwiazdkę 1970 współczesny Święty Mikołaj przyniesie dzieciom zgrabną i wiecznie zieloną choinkę z tworzywa sztucznego wraz z kompletem lampek elektrycznych. Choinka z tworzywa: nie gubi szpilek na dywan, zdobić będzie mieszkanie przez wiele następnych świąt i dzięki lampkom nie zagrozi pożarem domu.
Mimo, że choinki z „Argedu” polecano jako „tak samo ładne jak prawdziwe”, trudno uwierzyć, żeby ktoś je kupował ze względu na urodę. Zamieszczane w reklamach zdjęcia przedstawiają smutne i pokraczne drzewka o kilku gałązkach na krzyż. Co jednak ciekawe, obecność tych reklam – każda z nich zachwala jednocześnie choinkę i elektryczne lampki – pokazuje, jak wówczas powszechnym zjawiskiem było wciąż używanie prawdziwych świeczek do zdobienia naturalnych drzewek.
Pocztówka z 1945, fot. Biblioteka Narodowa Polona
Choinka – niezależnie od tego, czy prawdziwa, czy sztuczna – musiała być należycie ubrana. Można ją było przyozdobić strojnymi bombkami z Wytwórni Wyrobów Szklanych w Chorzowie lub ozdobami wykonanymi ręcznie, najczęściej przy aktywnym udziale dzieci. Obie te strategie występowały zwykle jednocześnie. Chorzowskie bombki były najczęściej bardzo bogato zdobione: malowane i posypywane brokatem. Przybierały też najróżniejsze kształty: szyszek, Mikołajów, koszyczków, żołędzi, ruchomych pajacyków czy muchomorków. Mogły mieć też nietypowe wydłużone formy przypominające sople lub świderki. Wiele sklepów, w tym sieć WSS Społem i delikatesy, zaopatrywała w bombki działająca do dziś na warszawskim Grochowie manufaktura założona w 1948 roku przez Jana Fogla. Bombki te produkuje się ręcznie i także są bogato zdobione. Bombkowych stylizacji choinek dopełniały włosy anielskie, rozłożona na gałązkach wata mająca imitować śnieg, podłużne cukierki, orzechy i sprzedawane w Cepelii dekoracje ze słomy. Niezwykle popularne od lat 60. poradniki Zrób to sam oferowały instrukcje samodzielnego przygotowywania ozdób świątecznych. Najczęstszym tworzywem był wyblakły papier kolorowy, z którego z łatwością robiło się łańcuch a przy odrobinie większej wprawie – także bardziej złożone ozdoby, często przypominające dekoracje ludowe. Skierowany do dzieci i młodzieży tom bestsellera Vademecum: zrób sam instruował:
Z pasków kolorowego papieru lub cienkiej barwnej folii można zrobić fantazyjne ozdoby na choinkę. Po dowolnym ułożeniu pasków trzeba je skleić lub zszyć i zakończyć pętelką do powieszenia na gałązce drzewka.
Coś na ząb
Gwiazdka, nawet jeśli była przez władze traktowana podejrzliwie, stawała się okazją do rzucenia na rynek wielu deficytowych towarów. To wtedy płynęły do Polski statki z cytrusami i bakaliami, przed sklepami ustawiały się kolejki, a panie domu polowały na towary w desperackiej próbie zapełnienia wigilijnego stołu tradycyjnym tuzinem potraw.